8 sierpnia| NINIWA Team

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 4. Pociągiem do Chorwacji? Po co, jak można na rowerach

Dźwięk budzika wyrywa nas ze snu. 4:56, czyli mamy jeszcze 4 minuty do pobudki. Co się dzieje? O, to tylko Janicek, który zapomniał o swoim telefonie i postanowił już rozpocząć poranną pielęgnację…

Przed wyjazdem przychodzi proboszcz z węgierskiej parafii, w której spaliśmy, i daje nam herbatę. Nie ma lepszej rzeczy, żeby rozpocząć dobrze jazdę! Dzielimy się na grupy, dzisiaj mamy oscypki kontra żurawinę. Ruszamy w drogę, a przed nami ostatnie kilometry na Węgrzech.

Jedzie nam się super, wschód słońca pada nam na twarz. Po 35 kilometrach dojeżdżamy do sklepu, gdzie Michalina zaopatruje się w przysmak – skórę świńską z tłuszczem. Proponuje go całej grupie, licząc chyba, że dzięki temu bez problemu wjedziemy na każdy podjazd. Reszta grupy preferuje jednak węgierski baton twarogowy. Uzupełniamy kalorie i ruszamy przed siebie.

Zaczynają się podjazdy, które pokonujemy w rytm muzyki. Silna grupa z nas, nie zatrzymujemy się i pędzimy, do Słowenii wjeżdżamy z zawrotną prędkością 60 km/h!

Pierwsze chwile w Słowenii i już mamy pewne kłopoty… Awaria – koło i szprycha Kuby odmawiają współpracy. Nieplanowana przerwa nie jest dla nas problemem, techniczni zajmują się rowerem, a my tańczymy w rytm hiszpańskich piosenek, próbujemy swoich akrobatycznych zdolności i zajadamy się śliwkami z drzewa obok.

Zmiana szprych przebiega sprawnie dzięki wykwalifikowanym inżynierom, naszym niezastąpionym technicznym, mimo tego, że robią to pierwszy raz. Kamil, Wojtek i Maciek wygrywają z rowerem Kuby, ruszamy dalej. Pomagamy Kubie zabierając jego rzeczy z sakw, jak prawdziwi przyjaciele, o czym nieustannie przypomina nam intencja naszej wyprawy NINIWA Team.

Jesteśmy w plecy za pierwszą grupą jakieś 25 kilometrów, przyspieszamy i po jakimś czasie w końcu spotykamy ich na parkingu. Pora na zakupy. Andrzej dzieli nas arbuzem, obok czuć spaghetti Cecylii… Od samego zapachu człowiek staje się głodny.

Kolejne kilometry mijają nam przy dźwiękach muzyki. Dojeżdżamy do pięknego miasteczka i przeżywamy wspólnie mszę świętą, najważniejszy punkt każdego dnia. Po mszy szybkie drzemki, wyjadanie zapasów z sakw i ruszamy dalej przed siebie.

Mija kilka kilometrów i… Mamy to! Chorwacja! Kolejne państwo w tym tygodniu. Od razu czujemy zmianę terenu, góry i pagórki nie odstępują nam kroku. Widoki zapierają dech w piersiach, zakręt za zakrętem, a my pędzimy, zachwycając się wszystkim, co dookoła.

„Stop, dętka!” – wola Kamil. No i mamy kolejny nieplanowany postój, ale wprawieni techniczni radzą sobie z tym szybko. Po krótkiej chwili ruszamy.

Dzień zbliża się do końca, ale to nie oznacza braku kolejnych przygód. Dojeżdżamy na nocleg, a pierwszej grupy tu nie ma. „To nie tutaj” – krzyczy Adam. Ostatni podjazd lekko nas wykończył, dlatego siadamy na wzgórzu i dajemy sobie 2 minuty na podziwianie zachodu słońca. Zaraz wracamy na rowery i jedziemy w odpowiednie miejsce, gdzie czeka na nas reszta.

Nagle wjeżdżamy w dróżkę bez przejazdu. Mamy do wyboru wracać się pod bardzo stromy podjazd albo iść przed siebie, prowadząc rowery. Zmęczeni odpowiadamy: „naprzód!!” Droga prowadzi przez las, schodzimy z rowerów i staramy się je wtłoczyć pod górkę.

Dzisiaj już nic nas nie pokona! Przechodzimy przez las zadowoleni z siebie. To wszystko dzięki Wojtkowi, który dzielnie przeprowadza nas przez tą krętą dróżkę. Nareszcie! Widzimy naszych, witają nas śpiewem. Biegniemy się umyć, a Kuba twierdzi, że to najzimniejsza woda w jego życiu. Jednak wiadomo, warto się poświęcić.

Szczęśliwi siadamy do kolacji, śmiejemy się i zasypiamy na świeżym powietrzu pod niebem pełnym gwiazd.

Zosia Iwan


Bilans dnia:

  • dystans: 151 km
  • czas jazdy: 7 h 37 m
  • suma przewyższeń: 1182 m
  • średnia prędkość: 19,7 km/h

Dystans całkowity: 670 km

Nocleg: Mihovljan, Chorwacja

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: