O przebojach, które nie powinny się nimi stać, czyli najgorsze piosenki wszech czasów
Czy coś zasługuje na miano hitu czy kitu. To sprawa absolutnie subiektywna. Niemniej są jednak pewne uniwersalne kryteria (czy aby na pewno?), w oparciu o które pieśń staje się hitem, a nie kitem.
Poznamy kilka piosenek, o których świat (oraz ja osobiście) nie ma najlepszego zdania, a które to mimo wszystko (a może właśnie dlatego???) stały się hitami. Zastanowimy się, jakie warunki trzeba spełnić, by nagrać beznadziejną piosenkę. I spróbujemy dociec, dlaczego artyści, którzy z napisaniem dobrej piosenki nie mają najmniejszego problemu, piszą kity.
Trzy powody, dla których powstają kiepskie piosenki
Czy każdy hit jest dobrym numerem? Czy każda piosenka, której nie udało się wspiąć na szczyty list przebojów, jest słabą piosenką? I czy rzeczywiście o wszystkim ostatecznie decyduje lud?
Powód 1. Chcesz, ale nie umiesz
Brak umiejętności takich piosenek tworzenia. Nikt nikomu nie zabroni komponowania i śpiewania. Mówią, że na talent nie ma rady. Na jego brak tym bardziej.
Powód 2. Umiesz, ale nie chcesz
Talent do ambitniejszej sztuki jest, ale kasy trzeba, więc zdarza się proceder, kiedy zdolni artyści tworzą słabe piosenki z wyrachowania. Pod publiczkę. Dla zysku. Śpiewała o tym Republika.
Powód 3. Umiesz i chcesz, ale nie wychodzi
Tak wyszło. Bywa, że spod ręki zacnego artysty wyjdzie kit niezamierzony. Kiedy wena chwilowo odpływa, albo zabrakło ważnego elementu w układance. Zawsze zastanawiałem się, dlaczego największy (żyjący przynajmniej) songwriter wszech czasów Paul McCartney nie pisze teraz piosenek wdzierających się na szczyty list? Tak jak to było za Beatlesów. Może dlatego, że Lennona nie ma? Albo może czasy się zmieniły? Albo artysta się wypalił po prostu?
Czy zła muzyka powinna być zakazana?
Z racji mojego zboczenia zawodowego oceniam muzykę swoim okiem fachowym. Dostrzegam kunszt, wiedzę, artyzm, pomysłowość itd. Ale większość narodu nie ma tego problemu. Albo coś im się podoba, albo nie. I nie ma na to rady. A gdyby tak strawę kulturalną porównać z kulinarną?
Przykład pierwszy z brzegu: czy przydrożne fast foody mają się tak do zdrowej żywności z ekobazaru jak disco polo do jazzu?
Czy kiepskiej jakości kultura może być szkodliwa dla zdrowia? To jest bardzo poważny i szeroki temat. Nie można zakazać ludziom słuchać tego, czego chcą. Ale (to głównie do artystów, promotorów, ludzi mediów) można promować w narodzie to, co dobre i wartościowe. W tym promowaniu warto podeprzeć się opiniami ekspertów.
Wpływ muzyki na człowieka
Jest olbrzymi i bezsporny. I naukowo potwierdzony.
– uaktywnia obszary mózgu odpowiedzialne za reakcje emocjonalne
– wspomaga leczenie afazji i komplikacji po udarze mózgu
– pobudza łatwo zauważalne reakcje emocjonalne: płacz, śmiech czy przysłowiową gęsią skórkę
– rozwija wrażliwość artystyczną i estetyczną
– wspomaga proces uczenia się pisania i czytania
– zwiększa efektywność i skuteczność uczenia języków obcych
– wspomaga pamięć i koncentrację
– wspomaga umiejętność pracy w grupie, radzenia sobie z tremą i stresem
– wspomaga nasze postawy
– wspiera naszą gotowość by pomagać innym
– poprawia wytrzymałość i zwiększa próg bólu
– jest silnym, a jednocześnie bezpiecznym i legalnym generatorem naszej dopaminy
I teraz pytanie – czy każda muzyka może mieć na nas taki zbawienny wpływ? Na przykład taka:
Najgorsze piosenki w historii
Świat wybrał kilka takich. Ciekawe, czy łatka NAJGORSZA PIOSENKA ŚWIATA im się rzeczywiście należy
Black Lace – Agadoo
Drugie miejsce listy UK Singles Chart i ósmy singiel pod względem sprzedaży w Wielkiej Brytanii w 1984 roku. To właśnie ją dziennikarze prestiżowego magazynu muzycznego „Q” uznali za najgorszą piosenkę wszech czasów. Słucham. Trudno się z nimi nie zgodzić.
The Hamster Song
Z cyklu Piosenki, które ryją banię. Dee dee doo doo, doo, dee da dee, doo, dee da dee, doo doo, dee dee, doo, doo dee da, dee doo doo itd…
Axel-F – Crazy Frog
Debiutancki singiel Crazy Froga wydany przez Ministry of Sound w 2005 roku. W tym numerze jest jeden motyw (w zasadzie na tym motywie zbudowany jest cały numer), który wydaje się mega spoko. Bo jest mega spoko. Tylko, że to cytat z Gliniarza z Beverly Hills, którego autorem jest Harold Faltermeyer, a nie Crazy Frog.
Różni wykonawcy – We Are the World 25 for Haiti
Pamiętamy legendarne We Are The World, prawda? To niewątpliwie genialna piosenka, która na miano hitu zasługuje jak mało która. I oto 25 lat później ktoś próbuje zrobić powtórkę z rozrywki. Udało się? Mówią, że średnio. Moim zdaniem tą inicjatywę położyła próba skopiowania oryginału 1:1. Przy tamtych charyzmatycznych osobowościach i głosach tacy śpiewacy jak Miley Cyrus, Justin Bieber czy Enrique Iglesias wypadają bladziutko.
Niektórzy naprawdę dają radę, a Santana gra solo (tego nawet w oryginale nie ma!) Ale jest to jedynie świetny cover do wykonania na weselu córki szejka z Emiratów Arabskich. Jest tam Michael Jackson, ale na niby. Od roku przecież już nie żył, więc przekopiowali go z oryginału. Aha, i polecam przyjrzeć się sitku, które tkwi przed mikrofonem króla popu. Ja mam lepsze…
Kim Kardashian – Jam
Skąd my ją znamy? No na pewno nie ze śpiewania. To jedna z milionów gwiazdek jednego z milionów reality show. Śpiewać jej się zachciało i nagrała to coś. Koszmar. Miliony wyświetleń. Za co, pytam? Za co? No tak. Za dolną część pleców. To już wolę Zenka.
PSY – Gangnam Style
Piosenka wiral. Taniec, na punkcie którego świat oszalał. Ponad dwa miliardy wyświetleń. Przedstawiciele YouTube’a poinformowali, że licznik już się zaciął i nie zlicza kolejnych wyświetleń. A to przecież tylko jeden z kawałków, który ryje banię.
Rebecca Black – Friday
Rebecca Black to gwiazda social mediów, czyli influencerka tak zwana. Słowo wokalistka w jej przypadku z trudem przechodzi przez gardło, no ale ona sama tak siebie definiuje. Piosenka Friday jest wielkim hitem, ale chyba tylko dlatego, że śpiewa ją ktoś, kto jest znany z tego, że jest znany.
Najgorsza piosenka świata
Tutaj spore zaskoczenie. Sprawa dotyczy genialnego wokalisty, gitarzysty i kompozytora. John Mayer. 7 nagród Grammy, ponad 17 milionów sprzedanych płyt, powszechnie doceniony przez najwybitniejszych muzyków świata. To on śpiewał na pogrzebie Michaela Jacksona. I oto proszę, St. Vincent (nie chodzi o świętego Wincentego z a Paulo, tylko o amerykańską multiinstrumentalistkę i piosenkarka Annie Clark) stwierdza, że najgorszą piosenką wszech czasów jest… Daughters Johna Meyera.
Ta piosenka jest bardzo zacofana (…). Nienawidzę jej. Jest tak głęboko mizoginistyczna, co byłoby w porządku, gdybyś to przyznał, ale stwarza się pozory, że jest urocza.
Cóż, to chyba opinia bardziej ideologiczna niż artystyczna. Piosenka jest znakomita. Jak to u Mayera.
Dwie piosenki uznane za jedne z najgorszych w historii, a która są świetne
Tego akurat nie rozumiem kompletnie. Rewelacyjny numer w stylu lat ’80. Hit po prostu. Wszyscy go znamy. I tu nagle czytam, że wielu krytyków-opiniodawców uznaje We Build This City zespołu Starship za jedną z najgorszych piosenek wszech czasów. Serio, jest aż tak beznadziejna? Mi się ona akurat podoba. A Wam?
Jest jeszcze jeden rewelacyjnie bujający hit z niebanalną rytmiką, imprezowy, ale nie kiczowaty. To Asereje Las Ketchup. I też się go czepiają, a ja nie rozumiem dlaczego.
Trzy piosenki nagrane dla pieniędzy
To moja prywatna opinia. Trzy ikony muzyki. Legendy. Bez nich świat nie byłby taki sam. The Beatles, Stevie Wonder i Dire Straits. Każdy z tych artystów ma w swoim dorobku piosenkę, która stylistycznie znacznie odbiega od reszty twórczości. Są tak lekkie, łatwe i przyjemne, że pojawia się mimowolnie pytanie: czy ta piosenka nie została nagrana dla pieniędzy?
Na koniec
Niech każdy nagrywa sobie, co chce i jak chce. Rankingi i opinie fachowców też niech sobie będą. Powtórzę po raz kolejny:
Władzę ma ten, kogo kocha tłum.
To dlatego chłopaki z Bayer Full mogą poczuć się pewniej w towarzystwie szerzej nieznanego genialnego kwartetu smyczkowego z Warszawskiej Akademii Muzycznej. Tak, ludzie są wolni i kupują to, co chcą, a nie to, co wypada. I bardzo dobrze. Bo to oznacza, że i ja mam to cudowne prawo do słuchania tego na co mam ochotę.
W sieci jest niemal wszystko. Wchodzę i wybieram to, co chcę. Ale wolność! Że co? W sieci nie ma wolności? Są algorytmy, które tobą manipulują, a ty masz tylko złudzenie wolności? Hm… To temat na zupełnie osobny tekst.
Adam Szewczyk
Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.










