19 sierpnia| Wiadomości

Dwa dni za wodospadem. Ryan i jego pechowa przygoda

Kiedy natura mówi „nie dziś, kolego”, lepiej się słuchać. 46-latek z Kalifornii przekonał się o tym na własnej skórze, walcząc o przetrwanie za wodospadem „Seven Teacups”.

To miał być spokojny wypad w góry, skończyło się jak w survivalowym reality show. Amerykanin spędził prawie dwa dni za wodospadem, zanim wyciągnął go helikopter ratunkowy.

Wyobraźcie sobie: wybieracie się na wyprawę w piękne góry, chcecie trochę adrenaliny, trochę instagramowych ujęć… a kończycie uwięzieni za ścianą spadającej wody. Brzmi jak scenariusz filmu? Niestety, to całkiem prawdziwa historia pewnego Amerykanina.

46-letni Ryan Wardwell z Kalifornii wyruszył 10 sierpnia na wycieczkę do „Seven Teacups” – malowniczej kaskady w hrabstwie Tulare. Nazwa miejsca nie brzmi groźnie (w końcu „Siedem filiżanek” kojarzy się raczej z herbatką niż z ekstremalną przygodą), ale rzeczywistość szybko pokazała, że natura ma swoje poczucie humoru. Podczas zjazdu na linie Ryan został zepchnięty przez rwący nurt i utknął… za jednym z wodospadów.

Tu zaczęła się jego osobista wersja „Survivora”. Ukryty w jaskini, kompletnie przemoczony, bez możliwości ogrzania się czy wysuszenia ubrań, spędził tam prawie dwa dni. Nie było ani nastrojowego ogniska, ani wygodnej kanapy – tylko huk wody i walka o przetrwanie.

Na szczęście Ryan nie był całkiem samowolnym ryzykantem. W wyprawie towarzyszyli mu przyjaciele, którzy – widząc siłę żywiołu – postanowili nie ryzykować. Zostawili jednak na jego samochodzie sprytną notatkę: jeśli auto nadal będzie stało następnego dnia, ktoś ma zadzwonić po pomoc. I to właśnie uratowało sytuację.

Ratownicy rozpoczęli poszukiwania 11 sierpnia, ale trudny teren nie ułatwiał zadania. Dopiero dzień później dron wypatrzył zaginionego, a na końcu do akcji wkroczył helikopter. Wardwell był odwodniony, ale przytomny i – co najważniejsze – żywy.

Lokalne służby przypominają teraz turystom: przyroda to nie park rozrywki. „Seven Teacups” może i wygląda malowniczo, ale w ubiegłym roku w tym miejscu życie straciły trzy osoby. Wniosek? Selfie przy wodospadzie – okej. Zjazd na linie w rwącej wodzie – tylko jeśli naprawdę wiesz, co robisz.

Ryan może już odetchnąć z ulgą, a jego historia to dobry pretekst, by przypomnieć sobie starą zasadę: natura zawsze ma ostatnie słowo.

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: