„Dwie gałki miodowych poproszę”. Niedźwiedź wybrał się na lody w Kalifornii
Kiedy myślisz o Kalifornii, zwykle przychodzą ci do głowy palmy, surferzy i smoothie z jarmużu. A jednak, pewnej niedzieli rano nad jeziorem Tahoe, do listy „atrakcji turystycznych” trzeba było dopisać: czarny niedźwiedź za ladą lodziarni.
Historia wydarzyła się w Camp Richardson – kurorcie, w którym normalnie największym zmartwieniem jest to, czy zamówić jedną gałkę lodów czy dwie. Tym razem jednak problemem okazał się futrzasty klient, który wszedł do pustej lodziarni, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie.
Ten niedźwiedź jest mistrzem selfie. Zrobił sobie 400 fotek w jedną noc!
Policja została wezwana błyskawicznie, a funkcjonariusze – jak sami przyznali – „nie mogli uwierzyć własnym oczom”. Trudno im się dziwić, bo na zdjęciach widać, jak niedźwiedź zagląda zza lady w stylu: „Halo, kto tu obsługuje?”.
Nieproszonego gościa szybko ochrzcili imieniem Fuzzy. Według relacji policji, zwierzak wyraźnie interesował się lodami truskawkowymi (no cóż, klasyk – wybór niedźwiedzia trudno krytykować).
Sztuczna inteligencja kontra niedźwiedź. Kapsaicynowy patrol rusza do akcji
Na szczęście cała wizyta skończyła się bez strat – Fuzzy dał się grzecznie wyprosić i nie zrobił większego bałaganu.
Warto dodać, że w rejonie South Lake Tahoe takich futrzastych smakoszy jest całkiem sporo – mieszka tam około 300 czarnych niedźwiedzi. Zatem jeśli wybieracie się nad jezioro, miejcie na uwadze, że w kolejce po lody możecie stanąć obok… kogoś naprawdę dużego i włochatego.









