3 września| NINIWA Team

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 2. Najpierw krzaki, potem souvlaki

Pobudka o 4:50. Pakujemy namioty i przygotowujemy się na wymarsz o 6:00. Przy tej okazji zawsze pojawia się myśl: czy właściciele tych kilku namiotów, które o 5:40 wciąż stoją nieruszone, są ekspertami w szybkim pakowaniu, czy po prostu zaspali…

Pierwszy etap podróży pozwala nam dobrze zapoznać się z lokalną roślinnością, która zostawia krwawe ślady na kilku łydkach i udach. Zadośćuczynienie znajdujemy jednak w pięknym krajobrazie ze szczytu, wartym nawet specjalnej 15-minutowej przerwy widokowej.

Oczywiście na szlaku przerwy zawsze są za krótkie. Wciąż głodni odpoczynku wstajemy i ruszamy dalej. Musimy dostać się do miasteczka, w którym planujemy uzupełnić zapasy żywności w lokalnym sklepie.

Po 9 km docieramy na miejsce. Lokalny „sklep” okazuje się barem z kawą mrożoną, piwem i innymi zimnymi napojami. Też fajnie! Sprawia to jednak, że musimy zrewidować nasze plany na dalszą część dnia, żeby nie zostać bez jedzenia.

Postanawiamy udać się bezpośrednio do Parku Narodowego Pindos, do względnie sporej miejscowości Samarina, oddalonej aż o 19 km. Tam na pewno znajdziemy pełnoprawny sklep.

„19 km wyrypy, a potem… może się umyjemy!” – tak brzmią motywacyjne (takie chyba są intencje autora) słowa o. Dominika, którymi rozpoczynamy dalszą wędrówkę. Tym razem trasa jest całkowicie inna niż rano. Nie tylko nie musimy siłować się z uschniętymi krzewami, ale można nawet zmienić buty na sandały i asfaltem zdobywać kolejne metry przewyższenia.

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 2 [ZDJĘCIA]

Z asfaltu schodzimy na kamienistą drogę. Zaliczamy dosyć intensywne podejście, a po kilkunastu minutach spokojnego marszu granią, około 100 metrów poniżej, dostrzegamy grupę turystów z plecakami. Przyglądamy się im z ciekawością i ze zgrozą zauważamy, że… są ubrani w pomarańczowe koszulki NINIWA Team! To oznacza tylko jedno – coś z tyłu poszło nie tak i nasza grupa rozdzieliła się na dwie części! No cóż, tak już musi przez chwilę być. Ustalamy miejsce spotkania dalej na trasie i wspólnie kierujemy się do Samariny.

Po dotarciu rzucamy plecaki na rynku i w parach idziemy szukać miejsca na nocleg. Ostatecznie dostajemy pozwolenie na rozbicie się na terenie lokalnego kościoła. Od razu odprawiamy Mszę, w której w roli widzów uczestniczy grupa lokalnych starszych pań.

Po Mszy chcemy się umyć i tutaj pojawiają się dwie opcje. Niektórzy zadowalają się kranikiem z wodą na terenie kościoła, ale pewna grupa osób rozpoczyna niełatwe negocjacje ze starszymi paniami, aby za niewielką opłatą wziąć porządny prysznic u nich w domach. Zaczęło się od 5 €, skończyło na 3 €, a po obozie krążą legendy, że ktoś umył się za 1 €!

Po kąpieli sporo osób wybiera się na ucztę do lokalnej karczmy, aby zjeść ciepły posiłek. To czas radosnych rozmów, śmiechu i cieszenia się jedzeniem. Atmosfera jest tak dobra, że jeden stolik otrzymuje nawet darmowe napoje od przemiłego starszego dziadka.

W końcu wracamy do namiotów i regenerujemy się przed kolejnym dniem wędrówki.

Mateusz Mrożek


Nocleg: Samarina

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: