6 września| NINIWA Team

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 33. Powrót do…

Ostatnia pobudka, ostatnie śniadanie… Ale to jeszcze nie koniec!

Szykujemy się do wyjazdu, próbując zatrzymać chwilę i rozkoszując się tym niepowtarzalnym klimatem. Z pewnością za wyprawowym trybem – mimo że czasem było ciężko – będziemy tęsknić.

Na kółku o. Patryk przedstawia nam plan na dziś. Dzisiejsze dystanse nie są długie. Nastawiamy się raczej na czas przemyśleń i oczekiwania na powrót do codzienności. Dokonujemy podziału na tych, którym na wyprawie przytrafiły się usterki rowerowe, i tych „bezproblemowych”. Do której grupy powinien zostać przydzielony Krystian?

Chwilę przed odjazdem Jędrek wpada na genialny pomysł – czas na psikusy! Wybranym szczęśliwcom zaczepia trytytki na manetkach.

Ponoć elektryka prąd nie tyka… a jednak. W ostatnim dniu wyprawy nasz techniczny Krystian również trafia do „awaryjnej” grupy – w czasie jazdy odpada mu korba. Na szczęście szybka samonaprawa pozwala kontynuować drogę.

Zuza, która wczoraj do nas dołączyła, nadaje mocne tempo i prowadzi długi dystans. A tu niespodzianka – dołącza do nas Stachu, dawny wyprawowicz, który postanowił przejechać z nami ostatni odcinek. Nasze grono się powiększa, a my już teraz zaczynamy wspominać wydarzenia minionych tygodni.

Na kolejną przerwę ojciec zabiera swoje dzieci do McDonalda na lody. Chyba jednak byliśmy grzeczni.

Kiedy dojeżdżamy nad jezioro, nagle dostrzegamy transparent z napisem „NINIWA Team the best”. Ogromne zaskoczenie! Jak się okazuje, tata Zosi przygotował nam taką niesamowitą niespodziankę. Pan Grzegorz wita nas z radością.

Trzeci postój spędzamy w Czechowicach nad jeziorem. Mamy dużo czasu, a więc i dużo kolejnych wspomnień. Ostatnie kółko staje się momentem wdzięczności i podsumowania całej wyprawy – jednym z ważniejszych w tym czasie. Później wskakujemy do wody, latamy dronem, jemy lody, gramy w siatkówkę plażową i spokojnie delektujemy się obiadem. Wszystko to, na co ostatnio brakowało nam czasu, teraz po prostu robimy razem.

Ostatni postój organizujemy w Tworogu. Zostały nam dosłownie ostatnie kilometry. Jedziemy już w jednej grupie, co chwila machając do znajomych, którzy mijają nas samochodami.

Emocje sięgają zenitu. To już za chwilę. To już blisko. Wjeżdżamy w ostatnie zakręty prowadzące do Kokotka. Ekscytacja, radość, duma, niedowierzanie. Na drogę wybiegają dzieci, by za nami pobiec, by być razem z nami. Zaczynamy słyszeć okrzyki, wiwaty. To oni – nasi bliscy! Ci, którzy w nas wierzyli i wspierali nas. Niewypowiedziane szczęście!

Wyprawy NINIWA Team: rowerzyści meldują się w Kokotku po zdobyciu Aten, piechurzy przemierzają góry Grecji

Razem śpiewamy Apel Jasnogórski. To znak, że kolejny etap za nami. Zrobiliśmy to. Zyskaliśmy bagaż doświadczeń, którego nikt nam nie odbierze. Zyskaliśmy wspomnienia, które zostaną z nami na zawsze. Z pewnością ta wyprawa wpłynie na nasze dalsze życie.

Witamy się i cieszymy tym, że znowu możemy być blisko siebie. Wspólnie przeżywamy Eucharystię, tworząc wspólnotę ludzi wiary. To czas podziękowań i życzeń. Ojciec Patryk pragnie, abyśmy byli wytrwali i kształtowali taką postawę w swoim życiu.

Na koniec dnia siadamy przy ognisku, jemy domowe specjały i świętujemy, popijając lodoherbatę…

Cecylia Wielgus


Bilans dnia:

  • dystans: 105 km
  • czas jazdy: 4 h 25 m
  • suma przewyższeń: 782 m
  • średnia prędkość: 23,6 km/h

Dystans całkowity: 4250 km

Cel: Kokotek, Polska

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: