Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 33. Powrót do…
Ostatnia pobudka, ostatnie śniadanie… Ale to jeszcze nie koniec!
Szykujemy się do wyjazdu, próbując zatrzymać chwilę i rozkoszując się tym niepowtarzalnym klimatem. Z pewnością za wyprawowym trybem – mimo że czasem było ciężko – będziemy tęsknić.
Na kółku o. Patryk przedstawia nam plan na dziś. Dzisiejsze dystanse nie są długie. Nastawiamy się raczej na czas przemyśleń i oczekiwania na powrót do codzienności. Dokonujemy podziału na tych, którym na wyprawie przytrafiły się usterki rowerowe, i tych „bezproblemowych”. Do której grupy powinien zostać przydzielony Krystian?
Chwilę przed odjazdem Jędrek wpada na genialny pomysł – czas na psikusy! Wybranym szczęśliwcom zaczepia trytytki na manetkach.
Ponoć elektryka prąd nie tyka… a jednak. W ostatnim dniu wyprawy nasz techniczny Krystian również trafia do „awaryjnej” grupy – w czasie jazdy odpada mu korba. Na szczęście szybka samonaprawa pozwala kontynuować drogę.
Zuza, która wczoraj do nas dołączyła, nadaje mocne tempo i prowadzi długi dystans. A tu niespodzianka – dołącza do nas Stachu, dawny wyprawowicz, który postanowił przejechać z nami ostatni odcinek. Nasze grono się powiększa, a my już teraz zaczynamy wspominać wydarzenia minionych tygodni.
Na kolejną przerwę ojciec zabiera swoje dzieci do McDonalda na lody. Chyba jednak byliśmy grzeczni.
Kiedy dojeżdżamy nad jezioro, nagle dostrzegamy transparent z napisem „NINIWA Team the best”. Ogromne zaskoczenie! Jak się okazuje, tata Zosi przygotował nam taką niesamowitą niespodziankę. Pan Grzegorz wita nas z radością.
Trzeci postój spędzamy w Czechowicach nad jeziorem. Mamy dużo czasu, a więc i dużo kolejnych wspomnień. Ostatnie kółko staje się momentem wdzięczności i podsumowania całej wyprawy – jednym z ważniejszych w tym czasie. Później wskakujemy do wody, latamy dronem, jemy lody, gramy w siatkówkę plażową i spokojnie delektujemy się obiadem. Wszystko to, na co ostatnio brakowało nam czasu, teraz po prostu robimy razem.
Ostatni postój organizujemy w Tworogu. Zostały nam dosłownie ostatnie kilometry. Jedziemy już w jednej grupie, co chwila machając do znajomych, którzy mijają nas samochodami.
Emocje sięgają zenitu. To już za chwilę. To już blisko. Wjeżdżamy w ostatnie zakręty prowadzące do Kokotka. Ekscytacja, radość, duma, niedowierzanie. Na drogę wybiegają dzieci, by za nami pobiec, by być razem z nami. Zaczynamy słyszeć okrzyki, wiwaty. To oni – nasi bliscy! Ci, którzy w nas wierzyli i wspierali nas. Niewypowiedziane szczęście!
Razem śpiewamy Apel Jasnogórski. To znak, że kolejny etap za nami. Zrobiliśmy to. Zyskaliśmy bagaż doświadczeń, którego nikt nam nie odbierze. Zyskaliśmy wspomnienia, które zostaną z nami na zawsze. Z pewnością ta wyprawa wpłynie na nasze dalsze życie.
Witamy się i cieszymy tym, że znowu możemy być blisko siebie. Wspólnie przeżywamy Eucharystię, tworząc wspólnotę ludzi wiary. To czas podziękowań i życzeń. Ojciec Patryk pragnie, abyśmy byli wytrwali i kształtowali taką postawę w swoim życiu.
Na koniec dnia siadamy przy ognisku, jemy domowe specjały i świętujemy, popijając lodoherbatę…
Cecylia Wielgus
Bilans dnia:
- dystans: 105 km
- czas jazdy: 4 h 25 m
- suma przewyższeń: 782 m
- średnia prędkość: 23,6 km/h
Dystans całkowity: 4250 km
Cel: Kokotek, Polska










