12 września| NINIWA Team

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 11. Warto być Polakiem

Dzień zaczynamy o 5:50 i wychodzimy 6:30! Luksusy…

Zwijamy manatki i robimy standardowe, poranne kółko. Żegnamy Wojtka, wieloletniego wyprawowicza, który oficjalnie zakończył karierę na wyprawach pieszych NINIWA Team. Dzięki za te 5 lat, Wojtek! Spakowani ruszamy w drogę.

Dziś do pokonania mamy ok. 18 km, co potężną odległością nie jest. Ale! Mamy za to sporo przewyższeń, bo ok. 1300 m. Na początku jest dosyć łagodnie – chodzimy szutrowymi zawijasami o niewielkim nachyleniu. Na przerwach mamy szansę raczyć się słodkimi winogronami prosto z drzew, do których dostęp mają tylko jednostki o wzroście powyżej 180 cm… Chłopaki są życzliwi i zrywają dziewczynom solidne kiści.

Po czasie wkraczamy w dość gęsty las. Na początku wydaje się w miarę okej, ale im dalej w las, tym więcej drzew… Nasze nogi atakują rosnące wszędzie krzaki z kolcami. Próbujemy pomagać sobie kijami, ale nie wychodzi to najlepiej. Na przerwie ustalamy, że następna będzie śniadaniowa, czyli nieco dłuższa niż standardowe 8 minut.

Zakładamy plecaki, idziemy ok. 20 metrów i… stajemy. Okazuje się, że droga jest nieprzechodna, a wokół niej pełno chaszczy. Zaczyna się zabawa. Osoby będące z przodu karczują teren, by dało się jakkolwiek przejść, bo innych alternatyw nie ma. Anię cały czas w swoje objęcia łapią kolce i słowa „Ratuj, Fran!” słyszymy średnio co 2 minuty. Tym samym Franek stał się specjalistą od kolców.

Chłopakom udaje się zrobić dziurę dużą na tyle, aby zmieścił się człowiek. Podajemy sobie plecaki do przodu i później osobno przechodzimy przez kolcowy korytarz przy puszczonym na głośniku Marszu Imperialnym. Wszystkim się udaje!

Ruszamy dalej przez las już mniej kolczasty, a bardziej liściasty. Czuć piękny zapach żywicy i drewna. Cały czas pniemy się w górę, aż w końcu wychodzimy na powierzchnię. I zaczyna padać… Na szczęście tylko przez chwilę i możemy na spokojnie zjeść śniadanie. Dalej mamy trochę z górki i mówimy w tym czasie różaniec w grupkach kilkuosobowych.

Naszym planem jest dotrzeć do może działającej kawiarni, którą ojciec znalazł dziś na mapie. Ma nosa. Zbliżamy się do niej i widzimy kilka aut, co jest już dobrą informacją. Kawiarnia jest jak najbardziej działająca i bardzo urokliwa. Pani jest przemiła i pomaga nam w wyznaczeniu trasy do dzisiejszego celu – schroniska wysoko w górach.

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 11 [ZDJĘCIA]

Kawkujemy, śpimy czy też masujemy się, gdyż niektórym mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Po ponad godzinnej przerwie ruszamy w dalszą drogę. Krótko po wyjściu zaczyna padać deszcz, więc każdy przyodziewa odpowiednie ubrania.

Trasa jest piękna. Są wielkie głazy porośnięte mchem, zielona trawa i kręte dróżki. Czujemy się jak hobbici. Po ok. 40 minutach marszu naszym oczom ukazuje się ściana, która okazuje się dalsza trasą. Ładujemy kaloryczne jedzenie typu orzechy czy masło orzechowe i zaczynamy podejście.

Trzeba uważnie stawiać kroki, gdyż kamienie nie są stabilne, a trawa wyglądająca na twardy grunt okazuje się pułapką. Pot się leje strumieniami, a końca drogi nie widać. No cóż. Nie pozostaje nam nic innego, jak dalej się wspinać. I podziwiać cudne widoki!

Ci szybsi dają znać, że utwardzona droga o mniejszym nachyleniu jest blisko. Widać już nawet schronisko, do którego pozostaje nam już tylko 1 km. Szczęśliwi docieramy do celu.

Schronisko jest zamknięte, ale byliśmy na to przygotowani. Na szczęście są miejsca pod dachem, pod którym postanawiamy rozłożyć karimaty. Po przyjściu wszystkich osób rozpoczynamy Mszę Świętą, a później gotowanie.

Nagle okazuje się, że facet odpowiadający za schronisko postanawia przyjechać. Niespodziewanie każe płacić za spanie na zewnątrz – początkowo 5€, a po ujawnieniu naszej narodowości 3€, gdyż pan Christian jest fanem Jerzego Kukuczki. Warto być Polakiem. W środku jest nawet obraz Jurka.

Nic więcej nie jesteśmy w stanie utargować i w końcu musimy ewakuować się ze środka. Ale w tym czasie udaje nam się pograć w karty i trochę się wygrzać. Jesteśmy wdzięczni.

Chwilę po godzinie 21 robimy małe uwielbienie, aby wspólnie zjednoczyć się na modlitwie i adorować Pana pieśnią. Następnie chowamy się w śpiwory i oddajemy się w objęcia Morfeusza.

Ola Leleń

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: