Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 17. Autostopem (?) do Aten
To najcieplejsza noc, w jakiej przyszło nam spać. Rozłożeni na betonie w małym amfiteatrze przy jeziorze w Arcie, otwieramy oczy i dostrzegamy piękny blask gwiazd, a tuż obok – już trochę gorszy blask latarni i miasta. Chociaż to również wygląda ładnie.
Śpiwór pełnił dziś funkcję lekkiej kołderki, bo w nim nie dało się spać. Pobudkę przeprowadza Krzysztof – niestety nic nie pamiętam, bo zatyczki do uszu robią dobrą robotę, ale pewnie znów uraczył nas fragmentem swej ulubionej Księgi Koheleta.
Tak sobie myślimy, że to będzie bardzo ciekawy dzień… Zebranie się przychodzi nam bardzo szybko, gdyż do spakowania mamy tylko karimaty i doprowadzenie plecaka do jakiegoś porządku. Szykujemy się do Mszy. Ojciec informuje, że idzie w poszukiwaniu wina, gdyż okazuje się, że się skończyło. Po chwili wraca – niestety tylko z kawą.
Dziś mamy do przejechania 380 km autostopem do Aten. Modlimy się więc o dobrą drogę, a Mszę przekładamy na wieczór.
6:30 – ruszamy! Niektórzy postanawiają pospać jeszcze z pół godziny, a my idziemy rozpocząć dzień tak, jak należy – porządnym kubkiem kawy!
Wybieramy drogę krajową, inni kierują się w stronę autostrady. Na początku, pełni energii, w trzyosobowej grupie – ja, Kornelia i Piotrek – kierujemy się w stronę stacji benzynowej. Po jakimś czasie dołączają do nas kolejne grupki stopowiczów. Kierowcy do nas machają, lecz wskazują, że są z okolicy i nas nie zabiorą. I tak upływa nam czas… Po trzech godzinach jedna grupka decyduje się na podróż autobusem. Niektórym udało się przejechać 20 z 380 km.
Upał strasznie doskwiera, ale miły pan, który przyjechał zatankować i wracał do miasta, obdarowuje każdego z nas butelką zimnej wody. Stoimy we dwie, gdy nagle zatrzymuje się tir – i jedzie do Aten! Niestety nie pokładamy w nim długo nadziei, gdy dostrzega, że jest nas troje. Walczymy dalej.
Dochodzi godzina 13. Kolejne grupy decydują się na autokar, gdyż stwierdzamy, że Grecja jest klęską dla autostopowiczów. Po 6 godzinach stania w miejscu ja również decyduję się na jazdę busem o 15:00 wraz z ośmioma innymi osobami. Kupujemy bilety i idziemy na słynne tutaj frappe – czyli mrożoną kawę.
Dowiadujemy się, że ósemce naszych udało się przedostać gdzieś dalej. Wysyłają nawet ładne zdjęcie pamiątkowe z magicznego dla nich momentu, jakim jest wypisywanie mandatu przez panów policjantów na autostradzie. Marcin, Julia i Ania dostali mandacik za przekroczenie piękności.
Wsiadamy do busa i szykujemy się na 4,5 godziny leniuchowania, trzymając kciuki za dobrą drogę dla reszty.
Docieramy na miejsce, przetransportowujemy się do miasta i idziemy coś zjeść. Cała restauracja wyśpiewuje „Sto lat” i ogląda taniec Zorby jubilatów.
Droga z dworca do parku zajmuje nam więcej czasu, niż się spodziewaliśmy. Najedzeni docieramy na miejsce noclegu – altanę nad brzegiem morza w parku. Witamy się z tymi, którzy już dotarli, i czekamy na tych, którzy zaraz mają przyjść.
Dajemy porwać się objęciom Morfeusza – to był długi dzień.
Angelika Mudrak
Bilans dnia:
dystans: ok. 380 km autostopem/busem
Nocleg: Ateny









