Studniówka, czyli polonez i inne maturalne hity
Skąd się wzięła matura i studniówka? Czy mosiowate przykuce do walca Ogińskiego zawsze rozpoczynały ten bal? Jakie są najsłynniejsze maturalne hity? I czy matura nie jest czasem… przereklamowana?
W Polsce mamy czas studniówek. Czyli charakterystycznych bali licealistów, którzy mniej więcej 100 dni po dacie tego balu będą podchodzić do jednego z najważniejszych egzaminów w swoim życiu. Matura była niemal od zawsze. Nikt nigdy nie kwestionował jej sensu (prawie nikt). Egzamin kultowy. Przeklęty. Niechciany. Legendarny.
Skąd się wzięła matura?
Matura to po prostu egzamin. Powiadają, że dojrzałości. Ale jeżeli zdanie matury czyni człowieka dojrzałym, to ja jestem Baltazar Gąbka.
Baron Karl von Zedlitz. To on wymyślił maturę. To na niego licealiści na wylocie mogą się dzisiaj wkurzać.

Karl Abraham von Zedlitz był pruskim baronem, urodził się w 1731 roku Czarnym Borze (niem. Schwarzwaldau) niedaleko Wałbrzycha na Dolnym Śląsku. Odniósł wiele sukcesów na polu działalności politycznej i społecznej. Pełnił m.in. funkcję ministra sprawiedliwości, ale na pewno na kartach historii zapisał się jako minister szkolnictwa, a największy jego sukces to wprowadzenie reformy szkolnictwa w Prusach Wschodnich.
Pierwsza matura świata miała miejsce w 1789 roku w Legnicy. Wychodzi na to, że to leciwa, niespełna dwu i półwieczna babunia.

Maturalne idee
Ale przyznać trzeba, że chciał dobrze ten Karl von Zedlitz. Bardzo zależało mu, aby młodzi ludzie stawali się lepszymi, zręczniejszymi i odpowiedzialnymi. Aby znali swoje miejsce w państwie i przyczyniali się do jego dobra.
Wychodził z założenia, że szkoła jest nie tylko miejscem nauki, ale też wychowania. Ten charakter od bardzo wielu lat się nie zmienia. Przykładał też bardzo dużą wagę do kształtowania charakteru, który miał się opierać przede wszystkim na prawach natury, prawach ludzkich, prawach religijnych. Uważał, że bez religii nie istnieje ani miłość ojczyzny, ani porządny obywatel, ani osoba, która może godnie i w pełni służyć społeczeństwu.
Pomaturalna msza o brzasku
Dzisiaj to brzmi jak niepoprawny politycznie anachronizm. Ale – być może Was zaskoczę – znam przynajmniej jedno liceum, gdzie w takie anachronizmy ochoczo się wchodzi. Studniówka odbyła się bez alkoholu (serio, to jest możliwe), a tuż po, wszyscy jej uczestnicy poszli z buta na 4.30 na Mszę Świętą do pobliskiego kościoła (serio, to też jest możliwe).
Skąd się wzięła studniówka?
Z życia, proszę państwa. Jej tradycja sięga początku XX wieku (pierwsze wzmianki o balach przedmaturalnych w Polsce pojawiają się ok. 1904 roku) i oczywiście wywodzi się z pruskiego systemu edukacji w dorosłość.
W każdej kulturze istnieje coś takiego jak rytuał inicjacji w dorosłość. Na wyspach Vanuatu na przykład przywiązani do lin chłopcy skakali z 30-metrowej wieży, a młodzi Aborygeni wyruszali na kilkumiesięczną samotną i niebezpieczną wędrówkę, aby po powrocie stać się prawdziwymi wojownikami.
W Polsce jest ciut mniej hardcorowo. Wystarczy zaliczyć bal, na którym starasz się wyglądać i zachowywać jak dorosły. 100 dni potem musisz zaliczyć potworny stres maturalnego egzaminu, na którym wykazujesz się wiedzą (wersja optymistyczna), jaka w życiu raczej do niczego ci się nie przyda.
Dlaczego akurat 100 dni? Tego nie wie nikt. Wątek napoleoński jest mało fortunny. Pamiętamy, że słynne 100 dni Napoleona okazało się klęską sromotną. Niektórzy mawiają, że 100 dni to optymalny okres, by solidnie przygotować się do matury.
Skąd ten Ogiński?
Polonez Ogińskiego tańczony przez licealistów i nauczycieli otwiera dzisiaj każdą studniówkę. Obowiązkowo. Dlaczego? To nawiązanie do odwiecznej, dworskiej tradycji, zgodnie z którą polonez otwierał wszystkie ważne uroczystości. Tańczono go na początku balu, a w pierwszej parze zawsze szła najważniejsza osoba, np. gospodarz.
Obecnie polonez ma podkreślić uroczysty charakter maturalnego balu. Ma być takim akcentem elegancji i szyku, przez nadciągającą swawolą szalonej zabawy. A dlaczego akurat polonez Ogińskiego? Przecież kawałki w tym rytmie pisał i Chopin, i Szymanowski, i Sygietyński. Cóż, Ogiński napisał po prostu hita, który tak wrósł w nasze DNA, że żaden inny polonez już nie ma startu do Pożegnania Ojczyzny.
Największe hity maturalne
Trzej Królowie, Przestrzeń
W tekście piosenki co prawda o maturze nie ma ani słowa, ale jej duch tam się unosi. No i sama piosenka pochodzi z filmu 100 dni do matury.
Imprezowicz z klasy maturalnej wpada na śmiały plan – chce włamać się do systemu Ministerstwa Edukacji i zmienić wyniki matur, by zatrzymać swoją paczkę przyjaciół na jeszcze jeden rok beztroski.
Edyta Geppert, Nie jest źle
Wiosenna, sentymentalna piosenka, w której podmiot liryczny nie wspomina matury zbyt dobrze:
Wiosenne wody pierwsza miłość
Wagary owocowe wino
I nagle na pogodnym tle
Matura jak ponury cień
Wojtek Szumański, Ballada o maturze
Tutaj o maturze z gorzkim, sarkastycznym nieco przymróżeniem oka.
Do nauki już usiadłem.
Niepotrzebna tu jest zwłoka,
no bo wreszcie na to wpadłem,
że nie będę gwiazdą rocka.
To już cisza przed burzą.
Wcześniej uczyć się nie chciało.
Materiału jest tak dużo,
a czasu tak mało.
Matura, ponoć do przyszłości krok.
Matura, zawsze mogę zdać za rok.
Lady Pank, Mniej niż zero
Jeden z największych hitów polskiej rozrywki. Kubeł zimnej wody dla tych, którzy w dyplomach i tytułach (w tym maturach) przyznawanych przez system szukają swojej wartości.
Myślisz może, że więcej coś znaczysz
Bo masz rozum, dwie ręce i chęć
Twoje miejsce na ziemi tłumaczy
Zaliczona matura na pięć
Są tacy – to nie żart
Dla których jesteś wart
Mniej niż zero
MATA, 100 dni do matury
Fajne. Jak na niego wyjątkowo cenzuralnie. Więc wrzucam z przyjemnością.
Sto dni do matury” krzyczała mi matka
I miałem się uczyć i miałem się uczyć
A wyszło jak wyszło i ziomalu sprawdzaj
I miałem marzenia i miałem marzenia i poszło jak z płatka
Michał, M-A-T-A, a SB to Maffija, yo
Czerwone gitary, Matura
Bezdyskusyjnie maturalny hit nr 1. Tekst może głębią nie powala, no ale z wolą ludu się nie dyskutuje.
Hej, za rok matura,
Za pół roku,
Już niedługo, coraz bliżej,
Za pół roku.
Czy matura ma sens?
Trzeba by rozszerzyć to pytanie. Czy obecny system edukacji ma sens? System, który ukrywa się pod tajemniczym symbolem ZZZ – zakuć, zdać, zapomnieć. Odpowiedź na pytanie wyłania się sama.
Uczenie się i zdobywanie wiedzy oczywiście ma sens. Jest nieuniknione i konieczne dla funkcjonowanie w świecie. Ale czy jest sens tracenia całych lat swojego młodego życia na naukę czegoś, czego ani w tym życiu nie będziesz pamiętał i co w tym życiu do niczego ci się nie przyda? Być może wkładam kij w mrowisko, ale to jest pytanie, które wciąż nad nami wisi. Edukacja – TAK. Ale czy jej obecnie obowiązujący model też TAK? No właśnie.
Skończę osobistym wyznanie. Jestem muzykiem zawodowym. Mam swój staż, więc wiem, co mówię. Otóż uważam, że najważniejszych rzeczy dla mojego funkcjonowania w zawodzie nauczyłem się poza murami szkoły. Z całym szacunkiem dla wszystkich szkół i nauczycieli, którzy mnie uczyli. Ja nie pytam o człowieka. Pytam o system.
Studniówkowiczom życzę udanych zabaw. A potem zdanych matur. Ale przede wszystkim dobrego życia.
Adam Szewczyk
Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.









