Odpowiedź Kościoła na kryzys. Powstają Parafialne Grupy Obrony Cywilnej
Jeszcze kilka lat temu takie połączenie mogłoby brzmieć zaskakująco: parafia i obrona cywilna. Dziś jednak temat traktowany jest całkiem serio.
W różnych miejscach Polski zaczynają działać Parafialne Grupy Obrony Cywilnej – inicjatywa, która ma przygotować lokalne społeczności na sytuacje kryzysowe, od awarii prądu po poważniejsze zagrożenia.
Pierwsza grupa ruszyła w styczniu w parafii św. Jana Pawła II na warszawskim Bemowie. Pomysł szybko zaczął przyciągać uwagę kolejnych wspólnot.
„Nie chcieliśmy tylko czekać”
Organizatorzy mówią wprost: impulsem była wojna w Ukrainie. To właśnie tam parafie często stawały się pierwszym miejscem, do którego trafiali ludzie szukający pomocy – żywnościowej, medycznej czy po prostu zwykłego wsparcia.
– Wiele osób nie ma podstawowej wiedzy, jak zachować się w sytuacji kryzysowej – tłumaczy ks. Sławomir Abramowski, proboszcz parafii na Bemowie.
Dlatego zamiast ograniczać się do rozmów, parafia postawiła na praktyczne działania. Pomysł opiera się na prostym założeniu: wspólnota może działać sprawniej, jeśli wcześniej się zorganizuje.
W ramach PGOC tworzone są grupy zadaniowe. Jedni pomagają w transporcie potrzebujących, inni zajmują się pierwszą pomocą, wsparciem psychologicznym albo opieką nad dziećmi i osobami starszymi.
Plecak ewakuacyjny i pierwsza pomoc
W praktyce wygląda to bardziej jak lokalna szkoła reagowania kryzysowego niż paramilitarna organizacja. Uczestnicy biorą udział w szkoleniach z pierwszej pomocy, uczą się przygotowywania plecaka ewakuacyjnego, orientacji w terenie czy podstaw survivalu.
Część zajęć odbywa się we współpracy z programami państwowymi i wojskiem. Organizatorzy podkreślają jednak, że chodzi przede wszystkim o budowanie odporności lokalnej społeczności, a nie tworzenie struktur.
Co ważne, inicjatywa jest otwarta praktycznie dla każdego. Nie trzeba mieć specjalistycznego doświadczenia ani wolnego całego tygodnia. Wielu uczestników angażuje się doraźnie, łącząc pomoc z codzienną pracą i życiem rodzinnym.
Kościół jako lokalne centrum pomocy?
Według organizatorów parafie mają coś, czego często brakuje innym instytucjom – gotową wspólnotę ludzi i zaplecze organizacyjne. Sale, kuchnie, magazyny czy grupy wolontariuszy mogą okazać się bardzo ważne w czasie kryzysu.
Na razie zainteresowanie projektem zgłosiło kilkanaście parafii, ale pomysłodawcy nie ukrywają, że myślą szerzej. Chcą, by podobne grupy pojawiły się w całej Polsce.
I choć sama nazwa może kojarzyć się poważnie, sedno projektu jest dość proste: chodzi o to, żeby w trudnej sytuacji ludzie nie zostawali sami.









