Lichwa
Jest stara jak świat. Pożyczanie na procent. Jedno z najbardziej potępianych zjawisk w dziejach. Ostro zakazują jej wszystkie wielkie monoteistyczne […]
Jest stara jak świat. Pożyczanie na procent. Jedno z najbardziej potępianych zjawisk w dziejach. Ostro zakazują jej wszystkie wielkie monoteistyczne religie: Judaizm, Chrześcijaństwo i Islam. Platon, Arystoteles, Cycero, Katon, Plutarch, Seneka domagali się obalenia lichwy jako nieetycznej. W trzech z pięciu najważniejszych ksiąg Starego Testamentu są jednoznaczne wypowiedzi o tym, że wszelka pożyczka na procent jest zakazana. Proszę bardzo:
Jeśli pożyczysz pieniądze ubogiemu z mojego ludu, żyjącemu obok ciebie, to nie będziesz postępował wobec niego jak lichwiarz i nie każesz mu płacić odsetek. Wj 22, 24
Jeżeli brat twój zubożeje i ręka jego osłabnie, to podtrzymasz go, aby mógł żyć z tobą przynajmniej jak przybysz lub osadnik. Nie będziesz brał od niego odsetek ani lichwy. Będziesz się bał Boga swego i pozwolisz żyć bratu z sobą. Nie będziesz mu dawał pieniędzy na procent. Nie będziesz mu dawał pokarmu na lichwę. Kpł 25, 35-37
Co prawda, pierwszy sobór powszechny w Nicei w 325 roku postanowił, że prezbiterzy mogą pożyczać innym na jeden procent w stosunku miesięcznym. Jednak szybko tę dyrektywę obalono. Kary za lichwiarstwo stały się baaardzo bolesne. Każdy kto ośmielił się uprawiać ten proceder stawał się heretykiem i pozbawionym nieba ekskomunikowanym grzesznikiem. Po śmierci takim delikwentom odmawiano pogrzebu, a ich ciała grzebano poza murem cmentarnym w niepoświęconej ziemi. Dante w Boskiej komedii idzie jeszcze dalej. A właściwie niżej i umieszcza lichwiarzy w piekle poniżej morderców, razem z grupą bluźnierców i kazirodców, która w tych czasach uchodziła za grzeszników największego kalibru. A niejaki Jakub z Vitry fantazjuje, że lichwiarze to pomiot szatana, który będzie w piekle smażony ilością drewna równą ilości zysków z odsetek zgromadzonych za życia. Grubo. Albo taki przykład prosto z życia wzięty: genueński bankier, Lazaro Doria, dręczony wyrzutami sumienia w 1577 roku rzucił interesy i zaszył się w klasztorze by pokutować za lichwiarskie grzechy. Choć, jak podają źródła, pożyczał pieniądze na niewygórowany procent bez żadnych dodatkowych podejrzanych transakcji. Średniowieczna mentalność teologiczna zakładała, że skoro Bóg wygnał człowieka z raju skazując go na pracę w pocie czoła, to wszelka forma łatwego wzbogacania się (z lichwą na czele) jest niemoralna, bo naraża człowieka na różne pokusy, czyni go leniwym i niewrażliwym na głos Boga. Protestanci początkowo mieli do pożyczania na procent równie krytyczne podejście. Sam Marcin Luter wysyłał lichwiarzy do piekła, a każdego znienawidzonego bankiera widział dyndającego na szubienicy. Także święta księga Islamu, Koran, ostro potępia pożyczanie na procent. Choć Islam wobec lichwiarzy wydaje się być ciut bardziej miłosierny, bo na wieczne potępienie posyła jedynie recydywistów.
Z czasem potępienie dla praktyk lichwiarskich zelżało. Zaczęto rozróżniać nieuczciwą lichwę od uczciwego oprocentowania pożyczek. Gdzie jest granica między jednym, a drugim – Bóg raczy wiedzieć. Tak czy siak, pogardy dla bankierów i ich fachu nie udało się wyprzeć z mentalności ludzi przez długie lata. To trochę tak jak z celnikami i nierządnicami. I właśnie dlatego bankierami zostawali wtedy głównie żydzi, którym wolno było podejmować jedynie zajęcia niegodne normalnego obywatela. A za takie uważano bankierstwo. Oj, gdyby wtedy normalny obywatel wiedział co traci. Ale nie wiedział. A ja chyba już wiem, czemu dzisiaj za największymi pieniędzmi świata stoją akurat ci, a nie inni ludzie.
Pytanie jest takie: czy dzisiejsze wszechobecne oprocentowanie wszelkich pożyczek to jeszcze uczciwy zysk z transakcji czy już niemoralna lichwa?
Mam znajomą, która przez długie lata swojego życia pracowała w banku. Jej opowieści mrożą krew w żyłach. Bank w jej wspomnieniach to ukryta za uśmiechniętymi i uprzejmymi pracownikami bezduszna machina rządzona prawem zysku i ekonomicznych wskaźników. Wspominała, że niszczący stres widma niewyrobienia normy prześladował ją nie tylko w pracy. Poza nią także. Pójście na emeryturę było dla niej jak ucieczka z więzienia. Jak wzięcie głębokiego oddechu.
Na potwierdzenie wrzucam historię, którą znam bezpośrednio. Zbyszek to kochany chłop. Tyle tylko, że niepełnosprawny. I fizycznie i umysłowo. Może właśnie dlatego taki kochany. I trzeba być ślepym i głuchym jednocześnie, by w pierwszym kontakcie z nim nie zorientować się, że to chory człowiek. Ale wygląda na to, że w bankach mogą pracować ślepi i głusi. Zbyszek mimo swej niepełnosprawności porusza się po mieście sam. No i kiedyś trafił do banku. Tam namierzył go pan od kredytów. Zbajerował i bez skrupułów wcisnął mu pożyczkę wysokości 50 tysięcy złotych. Czujecie to, niepełnosprawny umysłowo człowiek podpisuje w banku w obecności wykwalifikowanego pracownika papiery na 50-cio tysięczny kredyt?! Interweniowały różne ważne osoby i sprawę ostatecznie udało się odkręcić. Ale niesmak pozostał. Mniej więcej co drugi Polak ma kredyt. Pożyczyliśmy od banków prawie 600 miliardów złotych. Często na 25 i więcej lat. Co to oznacza? Ano to, że w zamian za lepszy standard życia, zgodziliśmy się zostać niewolnikami. Ponad 2,5 miliona posiadaczy kredytu ma problem z ich spłacaniem. Jak nie masz z czego spłacać, to nie łódź się, że bank machnie ręką i powie – spoko, zapłacisz, jak będziesz miał. O nie. Z oblicza banku zniknie uśmiech, poczucie komfortu pryśnie jak bańka mydlana, a do twoich drzwi zapuka komornik.
Nie tylko szary obywatel jest zadłużony. Zadłużone są całe państwa. Polska wisi komuś tam około 1 bilion złotych. Ale w porównaniu z resztą świata to pikuś. Amerykanie biją wszystkich na łeb. Ich dług sięga 20 bilionów dolarów. Gdyby tą kwotę ułożyć w jednodolarowych banknotach jeden na drugim, uzyskalibyśmy stos o wysokości prawie 2,2 milionów kilometrów. To więcej niż pięciokrotna odległość między ziemią a księżycem. Kosmos. Inaczej na wyobraźnię działa dług państw najuboższych. Na przykład Angola. Oni zalegają prawie 17 miliardów dolarów. Wychodzi w przeliczeniu, że każdy Angolczyk ma do spłacenia ok 1300 dolarów. A 68% obywateli tego państwa zarabia mniej niż 1,7 dolara dziennie. Obecnie odsetki od wziętych kiedyś tam kredytów już dawno przekroczyły wartość pierwotnych pożyczek. Typu pożyczyłeś 200 zł, ale oddać musisz 500. To nie jest teoria wyssana z palca. Ci, którzy oficjalnie postulują walkę z ubóstwem, opiekę medyczną i powszechny dostęp do edukacji w krajach ubogich jednocześnie czerpią potworne zyski ze spłaty długów przez te kraje. Przykład: W 2008 roku wydatki globalnej Północy (bogatych) na pomoc rozwojową biednych państw wyniosły 122 mld USD. W tym samym roku kraje globalnego Południa (biedny) przeznaczyły aż 602 mld USD na obsługę swojego zadłużenia. Liczę: 602 – 122 = 480. Reasumując: w 2008 roku państwa biedne przekazały państwom bogatym 480 miliardów dolarów. Zgadza się, banki chętnie udzielają pożyczek, bo zależy im na poprawie życia. Tyle tylko, że nie tych, którym pożyczają, ale własnego.
Wracam do pytania: uczciwy procent czy krwiopijcza lichwa? Jest w tej umowie pewien kruczek. Na początku wrzuciłem kilka cytatów ze Starego Testamentu, gdzie czerpanie korzyści z pożyczek jest potępione. Kruczek mamy w Księdze Powtórzonego Prawa:
Nie będziesz żądał od brata swego odsetek z pieniędzy, z żywności ani odsetek z czegokolwiek, co się pożycza na procent. Od obcego możesz się domagać, ale od brata nie będziesz żądał odsetek, aby ci Pan, Bóg twój, błogosławił we wszystkim, do czego rękę przyłożysz w ziemi, którą idziesz posiąść. Pwt 23, 20-21.
Obcy czyli wyznawca innej religii, przedstawiciel innego narodu. Mówiąc dosadniej – goj. Na nim Stary Testament pozwala zarabiać. I wszystko było by oczywiste, gdyby nie ten Jezus. O pożyczaniu mówił tak:
Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. Łk 6:34, 35
To jak to jest? Lichwa OK czy nie? Nie rozstrzygniemy problemu jak będziemy grzebać w księgach. Musielibyśmy pogrzebać w naszych sercach. To tam jest odpowiedź. Jeżeli dogrzebiemy się chciwości, to nawet najbardziej moralnie spisane prawo wykorzystamy do niemoralnych rzeczy. I tyle.
Adam Szefc Szewczyk
Adam Szewczyk
Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.









