18 lutego| NINIWA Team

Na jakim rowerze pojechać na wyprawę rowerową?

Jeżeli myślisz o wyprawie rowerowej, warto zastanowić się czy rower, który masz, na pewno wystarczy? Jeżeli okaże się, że nie, nie ma co się martwić. Dobry rower na wyprawę można kupić nawet za 1000 zł.

Jaki rower na wyprawę?

Jeśli spojrzymy na oferty sklepów rowerowych, znajdziemy w nich zatrzęsienie różnych rodzajów rowerów. Większe, mniejsze, amortyzowane, sztywne, o grubych, cienkich, wielkich i małych kołach. Naszym celem jest znalezienie w tym asortymencie roweru, który przewiezie nas bezpiecznie i możliwie wygodnie przez całą naszą trasę.

Po pierwsze, odpowiedzmy sobie, po jakich drogach będziemy jeździć. Najczęściej wybierane przez rowerzystów trasy to drogi utwardzane – zarówno nawierzchnie bitumiczne, jak i utwardzane drogi polne i leśne. Są jednak i tacy, którzy preferują jazdę po terenach bardziej wyboistych i miękkich – szutrach, błotach, piaskach i po czymkolwiek, co chętnie pozbawiać nas będzie godności, ale da wiele frajdy.

W tej kwestii podstawową różnicą w doborze roweru będą jego koła. I to nie tyle ich wielkość, co grubość. Podczas przemierzania wielu kilometrów po twardych nawierzchniach przydadzą nam się cieńsze opony, które zapewnią nam mniejsze tarcie, a dzięki temu szybsze i lżejsze pokonywanie dystansu1. Te jednak nie sprawdzą się najlepiej w drugim przypadku – na bezdrożach i wyboistych terenach. Zakopani w piaskach i pokonujący błota przeklinać będziemy dzień, w którym nie zdecydowaliśmy się na wybór grubszych opon z właściwym na tereny wyboiste bieżnikiem.

Wyprawa na Syberię

Najważniejsza jest wygoda

Opinie rowerzystów są zgodne – nasz wehikuł przede wszystkim musi być wygodny, w końcu spędzimy trochę czasu przyklejeni do niego i lepiej, jeśli go pokochamy, a nie znienawidzimy. Dlatego też, zanim wybierzemy rower wyprawowy, musimy się do niego przymierzyć i lepiej go poznać.

Jeśli na naszej wyprawie przeważać będzie nawierzchnia ubita, najlepiej sprawdzą się rowery trekkingowe lub crossowe. Rower trekkingowy to sprzęt w pełni przystosowany do potrzeb naszej wyprawy. Posiada 28-calowe koła i jest wyposażony w błotniki, oświetlenie i bagażnik, do którego przymocujemy sakwy. Ze względu na geometrię ramy jest wygodny, a człowiek jedzie na nim w pozycji wyprostowanej, co może mieć wielkie znaczenie, jeśli mamy problemy z kręgosłupem. Jeśli chodzi o oświetlenie – najczęściej rowery te wyposażone są także w dynamo w piaście. Jest to o tyle wygodne, że nie musimy martwić się o żywotność baterii, jednakże trzeba pamiętać, że dynamo stawia minimalny opór w trakcie jazdy2.

Dla tych, którzy wolą bardziej sportową ramę, przy której rowerzysta znajduje się w pozycji pochylonej, poleca się rowery crossowe, które są hybrydą rowerów górskiego i trekkingowego. Ten typ jednośladu również najczęściej wyposażony jest w cienkie koła 28-calowe, jednak w standardzie nie posiada osprzętu. By przygotować go do wyprawy, musimy do niego dokupić oświetlenie, błotniki i bagażnik. Wielu rowerzystów skłania się ku tej opcji nie tylko ze względu na bardziej sportowy wygląd, ale także na dowolność konfiguracji akcesoriów rowerowych oraz mniejszą wagę.

Jeśli wyjeżdżamy na wyprawę pełną wertepów, warto przeszukać oferty rowerów typowo górskich – najczęściej o mniejszych, 26-calowych kołach, jednak wyposażonych w grubsze opony oraz osprzęt, który zapewni nam komfort podczas pokonywania trudnych odcinków.

W każdym z powyższych przypadków powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na jakość kół i opon, nośność bagażnika, a nawet na efektywność oświetlenia. W końcu jedziemy z niemałym bagażem, a na drogach nie tylko chcemy być widoczni, ale i dobrze widzieć to, co przed nami.

Standaryzacja osprzętu

Niezależnie od wybranego roweru, jeśli wyruszamy w dłuższą trasę, warto pomyśleć o tym, żeby mieć uniwersalny osprzęt – taki, który najczęściej spotykamy w tego typu rowerach. Jeśli będziemy zanadto wydziwiać, bo, przykładowo, znaleźliśmy jakieś eksperymentalne przerzutki – w podróży nawet w największych miastach mogą nie mieć mojego osprzętu i w razie awarii możemy nie znaleźć nikogo, kto będzie w stanie go naprawić. Im rower jest prostszy, tym lepiej. Im więcej będziemy mieli w nim bajerów, tym więcej bajerów może się zepsuć. A wtedy i nasza wyprawa może nagle się zepsuć.

Czy mój stary rower się nada?

Z wyprawowym rowerem jest podobnie jak z kondycją. Przed wyprawą można nie trenować, ale człowiek bardzo się zmęczy. Podobnie z rowerem – możemy pojechać składakiem czy BMX-em, ale potem tego żałować. Wiemy już, jak powinien wyglądać nasz rower. Nikt jednak nie powiedział, że ten rower musi być nowy.

O dziwo, bardzo rzadko zdarza się, żeby nasz stary rower nie nadawał się na wyprawę. Chyba że nadal mamy rower z Komunii lub taki, który w garażu stoi od 20 lat i nic się w nim nie kręci, bo już dawno zardzewiał. Jeśli nasz rower nie wygląda najgorzej i pasuje nam rozmiarem, wielu rowerzystów poleca przystosowanie go roweru do wyprawy, zamiast kupowania nowego i liczenia na to, że się sprawdzi. W 90% przypadków da się dostosować rower do wyprawy. Jedyną kwestią jest to, czy nasz rower nie posiada wad w ramie, np. pęknięć.

Pamiętajmy, że najlepszym rowerem jest taki, w którym nie ma przerostu formy nad treścią. Nieocenioną wartość ma możliwość łatwej naprawy lub wymiany osprzętu. Skomplikowany rower może mieć wiele części, które trudno będzie naprawić na trasie. W Europie być może jeszcze nie będziemy mieć z tym większego problemu, ale jeśli wyruszymy na Wschód, może nas czekać przykra niespodzianka (pośrodku stepu).

Kluczem jest wygoda. Nie da się przecenić jej wartości, gdy wyjeżdżamy daleko. Jeśli mamy sprawdzony pod kątem wygody rower, zaoszczędzimy sobie ostatniej rzeczy, której nam potrzeba na wyprawie – bólu. Gdy mamy źle dobrany lub źle ustawiony rower, nasze kolana i plecy mocno się nam dadzą we znaki.

Jeśli zatem posiadamy dobrze dobraną ramę, a nasz rower jest sprawdzony, wygodny i nie waży 100 ton – nie musimy rozglądać się za nowym pojazdem, lecz po prostu udać się do serwisu po poradę.

Jeśli masz sprawdzony serwis rowerowy – świetnie. Jeśli nie – popytaj ludzi lub poczytaj opinie w internecie. Zapytany, dobry sprzedawca/serwisant sprawdzi Twój rower i oceni, czy się nada na wyprawę. Po oględzinach powinien powiedzieć, co trzeba wymienić, a co wystarczy przeczyścić i naoliwić. Wymiana kilku linek, przeczyszczenie napędu i wymiana przerzutki to nie są ogromne koszty, a dzięki temu Twój rower będzie śmigał jak nowy3.

IDZIEMY NA ZAKUPY

Dobra, nie ma co udawać. I tak szukaliśmy pretekstu, by kupić sobie nowy rower. Wraz z entuzjazmem związanym z tym zamiarem, rośnie jednak liczba pytań. No bo jaki ma być rower, już wiemy, ale w sklepach czy w internecie jest ich tyle, że głowa boli. Od ich ceny też często głowa boli.

Rowery w bagażniku autobusu
Archiwum NINIWA Team

Nowy czy używany?

No ale właśnie, jeśli kupujemy rower, to czy musi on być nowy? Wbrew pozorom znaczna większość zapytanych o to rowerzystów poleca przeszukać oferty pojazdów używanych. Oczywiście zanim się za to zabierzemy, warto poszukać znajomych, którzy znają się na rowerach, i poprosić ich o małe (lub większe) rozeznanie rynku4.

Tak naprawdę, jeśli nie liczyć awarii, rzeczy, które się zużywają w rowerze, to koła, opony, hamulce i napęd. Rzadko kiedy zużywa się coś innego5. Wymiana pełnego napędu i kół nie jest ogromnym wydatkiem, dlatego nawet wyeksploatowany, używany rower o dobrej i wygodnej konstrukcji i atrakcyjnej cenie może być znacznie bardziej opłacalny niż nowy, często znacznie gorszej jakości i wcale nie gorszej cenie.

Jeśli się nawet kupi dobry używany rower, który ma bardzo zajechany napęd, wystarczy do niego wpompować około 400 zł i będzie on jeździł świetnie. Ośmiorzędowy napęd kosztuje 200 zł, a spokojnie przejeżdża 12000 km.

Rzecz jasna myśląc o używanym rowerze, musimy mieć na uwadze rzecz, przez którą przegrywa on z rowerami nowymi. Mowa oczywiście o gwarancji. W przypadku awarii w nowym rowerze jest szansa, że dostaniemy nawet i nowy rower. W przypadku awarii starego roweru możemy liczyć co najwyżej na to, że producent nam będzie szczerze współczuł.

Co zrobić, jeśli nie mamy nikogo zaufanego, kto by znał się na rowerach i nam dobrze podpowiedział? Najlepiej byłoby przejść się do kilku sklepów rowerowych i w każdym z nich porozmawiać w dokładnie taki sam sposób. Wypytajmy o dobre rowery na wyprawę i zapytajmy, dlaczego sprzedawcy wybraliby akurat takie i dlaczego krytykują te, które nam ktoś inny polecił. Porównajmy ich opinie i to w nas już powinno zrodzić pewną świadomość, czego poszukujemy i czego możemy oczekiwać w danych cenach.

Taki (za) mały, taki (za) duży może utrapieniem być…

Do nowego roweru trzeba się oczywiście przymierzyć. Sprzedawcy pozwalają czasami przejechać krótki odcinek przed sklepem. Na krótkiej trasie oczywiście niewiele się dowiemy, ale to zawsze coś. Pamiętajmy, że zdecydowanie jest lepiej kupić rower ciut za mały niż ciut za duży. W podróży łatwiej będzie przeżyć nieco zgarbionym niż wyciągniętym.

Szukając rowerów, miejmy też na uwadze, że różne marki mają różne kąty ram, a ich rozmiary nie są uniwersalne. Rama 18-calowa, która w rowerze jednej firmy będzie dla nas idealna, w przypadku radosnego zeskoku z siodełka w rowerze innej firmy może nam próbować zmiażdżyć… no. Różne od siebie będą też ramy tej samej wielkości, ale innego typu – trekkingowa i crossowa. Jeśli kupujemy rower crossowy, pamiętajmy, że nasza pozycja będzie bardziej pochylona, skutkiem czego na długich trasach mogą nam drętwieć ręce i może nam doskwierać ból lędźwi.

Ile trzeba wydać na rower?

Właściwie tyle, ile chcemy wydać. Jeżeli mamy rower wyciągnięty z garażu i jest on wygodny, 800 zł powinno wystarczyć, by kupić i wymienić wszystkie części potrzebne do dostosowania go do wyprawy.

Gdybym miał kupić rower za 1500 zł, szukałbym czegoś wygodnego w granicach 1000 zł, gdzie rama jest ok, a stery i kierownica są w porządku. Napęd może być zajechany i koła mogą być nie takie jak trzeba. Wtedy napęd nam wyjdzie 200 zł, koła jakieś 200–300 zł i mamy gotowy rower za 1500 zł, który może przejechać długi dystans.

Za 1800 zł powinniśmy bez problemu znaleźć dobry rower z porządnym osprzętem, lepiej lub gorzej przystosowany do naszej wyprawy (pamiętajmy wtedy o dodatkowych kosztach w postaci bagażnika, błotników, oświetlenia itp.).

Jeśli ktoś chce mieć świetną maszynę wyprawową, liczmy się z wydatkiem rzędu 2000–2500 zł. Oczywiście za rower możemy zapłacić znacznie więcej, ale często wiąże się to z tym, że będzie miał bardzo drogi osprzęt. I choć szmery bajery cieszą oko i jakąkolwiek część ciała, której mają służyć, trzeba liczyć się z tym, że bardzo eksploatują się podczas jazdy – to raz. Dwa – jesteśmy bardziej narażeni na kradzież. Trzy – prostszy osprzęt znacznie łatwiej naprawić. Z droższym i bardziej skomplikowanym możemy mieć w razie awarii niezłą „zabawę”.

Wielu rowerzystów się zgadza, że najlepsze rowery wyprawowe znajdują się w przedziale 1200–2500 zł. Więcej po prostu nie ma co inwestować. Zdecydowanie warto przeszukać ofertę rowerów używanych, bo na rynku wtórnym można znaleźć bardzo dobre maszyny w przystępnych cenach. Jeśli zaś wolelibyśmy rower nowy – dobrym sposobem jest pójście do sklepu, by przymierzyć sobie rower, a potem kupienie go w internecie w niższej cenie.

Archiwum NINIWA Team

Na co zwracać uwagę?

Skoro rozglądamy się za rowerami i otworzył się przed nami przeogromny świat sprzedawców rowerowych, wachlarz możliwości owiewa nam twarze, a w głowach czujemy coraz żywiej pulsujący ból potrzeby dokonania właściwego wyboru – spróbujmy temu zaradzić.

Rozpoczynając kompletowanie/poszukiwanie roweru, miejmy na uwadze istotny czynnik – jego wagę. Sam rower wyprawowy (bez sakw) nie powinien ważyć więcej niż 20 kg. Pamiętajmy przy tym, że zbyt ciężki rower może nam się dać we znaki. Zbyt lekki rower może zaś nie wydolić, jeśli sami jesteśmy zbyt ciężcy.

Nie ufajmy błyskotkom i sprzedawcom, którzy zachwalają jeden element osprzętu. Często ten osprzęt, który ma nas przekonać do kupna roweru, sam w sobie kosztuje niewiele, za to zwiększa znacznie cenę naszego całości. Przykładem są marketowe jednoślady za kilkaset złotych, które chwalą się hamulcami tarczowymi. Powinniśmy wiedzieć, ile są warte takie hamulce w takim rowerze i zastanowić się, jak bardzo zawyżają jego cenę i ile byłby on wart bez nich.

Starajmy się na rower spojrzeć nie tylko całościowo, ale i na poszczególne jego elementy. Zwłaszcza pod kątem wagi i prostoty naszego sprzętu. Ale czego tak właściwie potrzebujemy w naszym rowerze?

Rama

Rama to konstrukcja, na której budować będziemy nasz pojazd. Ponieważ na wyprawę ze względów pragmatycznych powinniśmy szukać prostej konstrukcji (bez udziwnień, kosmicznych amortyzatorów itp.), większość tego, co oferuje nam rynek, będzie miało takie same ramy, różniące się jedynie kolorem i geometrią. Jest jednak jedno wielkie „ale” – chodzi o materiał, z którego są skonstruowane.

Jeśli zamierzamy przez rok jeździć po Afryce, być może przyda nam się rama stalowa. W razie pęknięcia w pierwszej lepszej miejscowości będziemy mogli ją zespawać. Jej minusem jest jednak waga. Dobrym przykładem są rowery miejskie, często o stalowych ramach, kupowane przez dziewczęta o nieco mniej stalowych bicepsach. Wymarzony kolorowy rower typu holender okazuje się zbyt ciężki i często szybko trafia do piwnicy.

Lżejsze są ramy chromowo-molibdenowe, jednak ich cena może nas powalić. Na wyprawy i do codziennego używania dobrym kompromisem będzie zatem rama aluminiowa – w tej chwili najbardziej popularna na rynku lekka i niedroga rama.

Ponieważ będziemy wozić swój dobytek ze sobą, warto także zadbać, by rama miała otwory na bagażnik, a jeśli kupujemy rower z bagażnikiem, sprawdźmy, czy jest on na tyle wytrzymały, byśmy bez obaw wyruszyli w podróż z sakwami. Producenci najczęściej podają na bagażniku jego maksymalny udźwig6.

Wyprawa do Maroka

Koła

To, że koła w rowerze są ważne, wiedzą wszyscy. Na Śląsku nawet na ich cześć rower zwie się „kołem”. Czy wiemy jednak, które koło w „kole” jest ważniejsze? I czy warto wydawać więcej na opony?

Zacznijmy od końca. Warto. Przydadzą nam się porządne opony, żebyśmy nie łapali kapcia na każdym rogu. Najlepiej będzie dla nas, jeśli będą miały wkładkę antyprzebiciową. Nie uwierzycie, jakie rzeczy przechodzą przez oponę i, niezauważone, z łatwością powodują przymusowy postój podczas wichury, w deszczu, pośrodku niczego.

A jeżeli mówić o jakiejkolwiek hierarchii ważności, to tylne koło ma dosłownie znacznie cięższe zadanie, bo przewozi nie tylko ciężkie sakwy, ale i ciężkich nas. I musi to dobrze znosić. Ważne jest więc, by przynajmniej ono było porządne i wytrzymałe. Oczywiście, jeśli zdecydujemy się przewozić dodatkowy ciężar na przednim kole, wzrośnie również znaczenie jego jakości.

Wyprawa wokół Islandii

Hamulce

Hamulce bywają przydatne. Chyba że chcemy się pozbyć zębów i ubezpieczenia. Różni sprzedawcy będą nas kusić różnego rodzaju hamulcami w rowerze, przekonując o wyższości hamulców tarczowych lub hydraulicznych nad zwykłymi hamulcami szczękowymi (tzw. v-brake lub u-brake). I pod kątem jakości hamowania rzeczywiście tak może być. Jednak pamiętajmy, że wyjeżdżamy na wyprawę rowerową z dala od domu i naszego ukochanego serwisu rowerowego. Dobrze byłoby zatem, żebyśmy w razie awarii potrafili sobie wymienić zepsuty mechanizm. Dlatego im prostszy osprzęt w naszym rowerze, tym lepiej.

Obecnie modne stało się to, że sprzedawcy do rowerów dodają hamulce tarczowe. Przy rowerach o wartości 1000 złotych hamulce te są najsłabszej jakości i zamontowane są po to, by zawyżyć cenę roweru. Na takim rowerze na wyprawie możemy spokojnie się zakładać o to, że za chwilę się rozregulują, odpowietrzą i będziemy mieć z nimi same problemy.

Oczywiście w przypadku droższych rowerów klasa tych hamulców jest już znacznie wyższa i rzeczywiście wówczas są one trwalsze i lepiej hamują od tradycyjnych v-brake’ów. Jeśli jednak nie będziemy jeździć po ostrych terenach górskich, inwestycja w dobry hamulec tarczowy wydaje się być niepotrzebna. Tym bardziej że czasami podczas wyprawy musimy wsadzić rower na statek, do pociągu, autobusu czy pojazdu złapanego na stopa i wtedy musimy ściągnąć koło – a zakładanie i ściąganie koła z hamulcem tarczowym jest znacznie bardziej kłopotliwe.

Wielu wyprawowych rowerzystów zaleca tradycyjne hamulce szczękowe. Części do nich zajmują mało miejsca w sakwach, a w razie awarii samemu można sobie z nią poradzić. Jeśli nam się popsuje dysk lub hamulec hydrauliczny na pustyni – będziemy bez hamulca.

Wyprawa wokół Islandii

Napęd

Typowy układ napędowy roweru składa się z mechanizmu korbowego, do którego przymocowane są pedały; wałku suportowego (zwanego osią); przymocowanych do niego przednich zębatek (od 1 do 3) i łańcucha przenoszącego ruch do tylnych zębatek. Zmiana przerzutek w takim napędzie jest możliwa poprzez zestaw przerzutek sterowanych zwykle ręcznie obsługiwanymi manetkami sterującymi przerzutkami za pomocą linek. To tyle z Wikipedii.

Kiedy będziemy chodzić po sklepach w poszukiwaniu wymarzonego pojazdu na wyprawę, na pewno w przedziale 1500–1800 zł kupimy rower z napędem, na którym bez problemu powinniśmy dojechać i wrócić z wyprawy. Choć na wielu forach internetowych przeczytamy o wyższości korby Shimano nad innymi, inne korby sprawują się z równym powodzeniem i nie są w żaden sposób wyznacznikiem tego, czy dojedziemy na miejsce.

Przerzutki

Pochylmy się jednak nad tematem przerzutek. Wielu ludzi, poszukując roweru, rozpoczyna od spojrzenia na markę i klasę przerzutek. I dosyć często dobre przerzutki świadczą o dobrej jakości osprzęcie w rowerze, ale nie zawsze. Niekiedy traktowane są one, podobnie do hamulców tarczowych, jako przyciągające błyskotki w niezbyt wartościowych rowerach.

Przeglądając rowery, zerknijmy zatem na budowę ramy, na jego koła, hamulce i układ napędowy, a dopiero potem zobaczmy, jakie mechanizmy przerzucania łańcucha ma oglądany pojazd.

Ale po co nam przerzutki? Już wiemy, że w rowerze mamy z przodu i z tyłu koła zębate, po których przesuwa się nasz łańcuch. W zależności od typu i klasy roweru – z przodu mamy 2 lub 3 zębatki, z tyłu od 5 do 11. Mechanizmy zwane przerzutkami, jak sama nazwa wskazuje, przerzucają łańcuch z zębatki na zębatkę7.

Zmiana kół zębatych może nam posłużyć w dwie strony – zmiana przełożenia na niższe w przypadku, gdy pod górkę jedzie się nam za ciężko, lub zmiana na wyższe, jeśli pedałuje nam się zbyt lekko. Jazda pod górkę na zbyt wysokim przełożeniu jest nie tylko katorgą dla nas, ale jest również niebezpieczna dla naszego napędu. Jazda z górki z sakwami wiąże się zaś z tym, że rower bardzo szybko się pod nami rozpędzi. Może się zdarzyć awaryjna sytuacja, w której mimo ogromnej prędkości będziemy musieli jeszcze szybciej popedałować. W takiej sytuacji zmiana przełożenia na cięższe pozwoli nam stale czuć opór pod nogami, żeby mieć większą kontrolę nad rowerem. Dlatego dobrze, by nasze przerzutki były sprawne, ale nie oznacza to, że muszą być najwyższych lotów.

Na rynku przerzutek królują obecnie dwie firmy – Shimano i, za przeproszeniem, Sram. Najczęściej spotykanymi są jednak Shimano. Obie firmy mają swoją hierarchię klas przerzutek, jednak określając klasę roweru według zamontowanych w nim przerzutek, powinniśmy najpierw zerknąć, ile te przerzutki kosztują w sklepie. Może się okazać, że rower jest o wiele droższy od drugiego tylko dlatego, że jego przerzutki są warte… 40 zł więcej.

Wyprawa wokół Islandii

Amortyzatory

Jest to kolejna rzecz, na którą wielu z nas zwraca uwagę – „mój rower musi mieć dobre amortyzatory”. Otóż nie musi. I nawet lepiej, jak nie ma. Ich zadaniem jest amortyzowanie nierówności w terenie. Jeśli na rowerze górskim zamierzamy przemierzać wertepy – dobre amortyzatory będą niezbędne. Ta książka pisana jest jednak dla nas, którzy planujemy większość drogi przejechać po utwardzanych, płaskich nawierzchniach. Amortyzator nie będzie nam aż tak przydatny, mało tego – będzie pochłaniał energię, przez co będzie nas spowalniał i z racji swojej konstrukcji stanowić będzie dodatkowy, niepotrzebny ciężar. A przecież waga roweru jest dla nas istotna. I bez obaw – na polnych i leśnych ścieżkach też sobie bez niego poradzimy dobrze.

Kierownica

W większości przypadków rowerzyści wyprawowi wybierają prostą kierownicę. Różnego rodzaju wykrzywienia i udziwnienia nie są u nich popularne, gdyż nie są ani zbyt funkcjonalne, ani wygodne. Na zakrzywionych kierownicach będziemy zablokowani w jednej, wyprostowanej pozycji, przez co nie będziemy mogli odciążyć kręgosłupa i narazimy się na większy opór powietrza. Te udziwnione z kolei wcale nie oznaczają lepszego komfortu, a w dodatku nie można na nich powiesić torby z przodu. Jedynym popularnym odstępstwem od normy są u nich tzw. baranki, czyli kierownice, które najczęściej widujemy u kolarzy szosowych. W tym przypadku jednak sakwa przednia również się nam nie przyda.

Rogi

Jeśli spojrzeć na kierownice rowerzystów wyprawowych, często ujrzymy na nich dziwne orurowanie. Niektóre zawinięte, inne wystające; niektóre z boku, inne z przodu. Co to właściwie jest i po co to komu?

Komfort rowerzysty na dłuższych trasach to kwestia indywidualna. Niektórzy potrafią przejechać wiele kilometrów, trzymając kierownicę jednym chwytem, innym szybko drętwieją palce. Jedni muszą mieć odpowiednią amortyzację wstrząsów, dlatego jeżdżą w rękawiczkach – inni nie lubią pocić dłoni i długa jazda nie wpływa źle na ich nadgarstki i dłonie.

No dobrze, ale po co te wszystkie rurki? Po to, żeby móc podczas dłuższej trasy zmieniać pozycje dłoni, a co za tym idzie – całego ciała na rowerze. Rowerzyści przyznają, że dobrze mieć jak najwięcej wariantów uchwytów, dzięki czemu można stale inaczej układać ręce na kierownicy, chroniąc je przed cierpnięciem i odciążając plecy.

W dynamice jazdy miejskiej najlepiej jest trzymać kierownicę standardowo, ale podczas dłuższej jazdy dodatkowe uchwyty bywają bardzo przydatne.

Jeśli chodzi o rodzaje tego orurowania, najczęściej spotykamy klasyczne rogi – przymocowane na końcach kierownicy, które oprócz tego, że dają podstawową alternatywę chwytu, pozwalają na naturalne, równoległe ułożenie rąk i rozszerzają zastygłe ramiona. Rogi doskonale przydają się także podczas podjazdów górskich. Dzięki ich budowie możemy swobodnie „szarpać” rowerem pod górę i nieco się przy tym pogibać.

Dobrze jest poszukać chwytów i rogów ergonomicznych – dostosowanych do kształtu dłoni. One również mogą zmniejszyć uczucie drętwienia i w znacznym stopniu wpłynąć na komfort naszej jazdy. Im więcej zaś zawijasów mają nasze rogi, tym więcej zmian pozycji na rowerze mogą nam zafundować. Dla tych, którzy cierpią na bóle kręgosłupa, fakt ten może mieć duże znaczenie. Zwłaszcza po 60 kilometrach bezustannej jazdy po płaskim i po osiągnięciu prędkości 60 przekleństw na minutę.

Archiwum NINIWA Team

Lemondka

Oprócz rogów niektórzy rowerzyści przymocowują do kierownicy dwa podłużne pręty z podpórkami na przedramiona – tzw. lemondkę. Lemondka daje nam więcej możliwości uchwytu, a dzięki temu, że można się na niej położyć – znacznie odciąża kręgosłup i obniża opór powietrza.

Wielu rowerzystów chwali ją nie tylko ze względu na komfort jazdy, ale także i jej utylitarność. Niektórzy zaplątują weń chusty, w które wsadzają podręczne rzeczy, np. telefon, czytnik, smakołyki czy nawet małego pluszowego misia.

Myśląc o lemondce, pamiętajmy jednak o kilku ważnych rzeczach. Po pierwsze – żeby na niej jeździć, trzeba się tego nauczyć. Po jeszcze bardziej pierwsze – o bezpieczeństwie. Jadąc na lemondce, nie mamy pod ręką hamulców, a powrót do pozycji, w której będziemy mogli do nich sięgnąć, znacznie wydłuża drogę naszego hamowania. Szczególną ostrożność musimy zachować zwłaszcza podczas jazdy w grupie. Jeśli ktoś przed nami nagle zahamuje, a my będziemy akurat jechać na lemondce, wkrótce możemy nabić na nią także i naszego przodownika.

Ostrożność zalecana jest również podczas ostrych zjazdów, bo choć mamy pozycję aerodynamiczną, w takim ustawieniu ciała znacznie łatwiej o wywrotkę. Jeśli jednak jesteśmy ostrożni i nauczymy się na niej jeździć, lemondka powinna w trakcie wyprawy nieraz sprawić nam ulgę.

Stopka

Na koniec odpowiedzmy na pytanie, które często się powtarza wśród początkujących rowerzystów: Czy powinienem mieć stopkę w rowerze?”.

Większość rowerzystów odpowiada, że nie, bo to niepotrzebny ciężar, a rower zawsze można oprzeć o cokolwiek. Jeśli jednak jesteśmy zdecydowani ją mieć, trzeba dobrze poszukać takiej konstrukcji, która utrzyma rower z sakwami. Zwykłe stopki nie poradzą sobie z tym za dobrze i będą się wyginać, a rower w towarzystwie naszych przekleństw lądował będzie na ziemi raz po raz.

Konkluzja

Ludzie z powodzeniem jeździli na wyprawy na różnych rowerach – crossowych, trekkingowych, górskich, a nawet na miejskich czy na kolarzówkach. Jedni mieli koła 28-calowe, inni 26-calowe. Niektórzy nawet na składaku z kołami 24-calowymi potrafili podróżować przez Amerykę. Ale to już ekstrema…

By się nie zrazić do wypraw, na pierwszą z nich najlepiej byłoby przygotować sobie odpowiedni rower o dużych kołach. Jeśli błądzisz – poszukaj kogoś, kto się na tym zna, i pytaj, pytaj, pytaj! Dopóki nie opuścisz strefy komfortu i nie zostaniesz przez długi czas sam na sam ze swoim rowerem gdzieś na drodze pośrodku niczego, nigdy nie poznasz go wystarczająco. Pamiętaj o tym, że rower ma być po pierwsze wygodny, po drugie nie za ciężki, po trzecie – prosty w obsłudze.

Siodełko

Dobór odpowiedniego siodełka jest, podobnie jak dobór samego roweru, kwestią indywidualną. Ilu rowerzystów, tyle poglądów – jedni zdecydowanie polecają siodełka skórzane, inni przekonują do żelowych. Jedni wolą jeździć na szerokich „kanapach”, inni na sportowych „patelniach”.

Jeśli zatem szukamy uniwersalnego wyjścia, które da nam pełen komfort – najlepiej od razu porzućmy marzenia. Ale to nie znaczy, że nie możemy sobie pomóc w znalezieniu większego komfortu podczas jazdy! Jest kilka rzeczy, które mogą naszą jazdę uczynić znacznie przyjemniejszą; kwestią naszą jest wypróbowanie ich i dopasowanie do siebie najlepszego ustawienia.

Ogromną frakcję wśród rowerzystów NINIWA Team stanowią tzw. brooksiarze. Są to zwolennicy tradycyjnych skórzanych siodełek angielskiej marki Brooks. Na świecie cieszą się one ogromnym powodzeniem ze względu na swoją jakość i wysoki komfort, jednak zważywszy na wysoką cenę, czas przystosowania się skóry siodełka do właściciela oraz w końcu przestarzały wygląd – nie wszystkim przypadną one do gustu.

Brooks brooksem, ale to nie znaczy, że żeby dojechać na miejsce, potrzebujemy siodełko za kilkaset złotych! Każdemu zdarzają się dni „niewygodne” podczas wyprawy. Dobre siodełko spowoduje, że tych dni będzie po prostu mniej. Fakt faktem – im bardziej miękkie siodełko, tym gorsze, bo łatwiej jest o odparzenia, które skutecznie odbiorą nam przyjemność z jazdy. Są jednak też rowerzyści, którzy po wypróbowaniu Brooksa odrzucali je, przesiadali się na zwykłe, niedrogie, żelowe siodełka i przejeżdżali wyprawę bez problemów. Cena siodełka może, ale nie musi mieć znaczenia.

Dobrze jest popytać w sklepach, jakie siodełka cieszą się największą popularnością. Może się okazać, że ludzie wykupują siodełko nieznanej firmy za 40 zł, które doskonale spełnia swoją rolę i pokonanie na nim półtora tysiąca kilometrów będzie całkiem przyjemne. Znane z autopsji.

Z całą pewnością siodełko powinniśmy dopasować i wypróbować. Nasz tyłek dopiero po kilkudziesięciu kilometrach wyda opinię. Niezależnie jednak od materiału i jakości naszego siodełka, możemy tyłkowi nieco pomóc za pomocą części naszej garderoby, a mianowicie spodenek rowerowych ze specjalną wkładką – tzw. pieluchą.

Mały Poradnik Wielkich Wypraw

Powyższy tekst jest fragmentem Małego Poradnika Wielkich Wypraw, który został napisany na podstawie 11 lat doświadczenia wypraw NINIWA Team. Dowiesz się z niego wszystkiego na temat organizacji i przebiegu wyprawy rowerowej!

Zapraszamy do sklepu NINIWY 


1 Członkowie NINIWA Team najczęściej używają opon o szerokości 1,2–1,4 cala.

2 Opór oporowi nierówny. W najnowszych rowerach opór ten jest najczęściej niemal niewyczuwalny. W rowerze mojego ojca dynamo zawsze starało się uprzykrzyć mi wyjazd. Nie powiem, że bez powodzenia (przyp. aut.).

3 Taki remont roweru to również doskonały pomysł na prezent.

4 Drobna waluta dziękczynna jest znacznie tańsza niż dobry, sprawdzony rower.

5 Prosimy estetów o wybaczenie, oczywiście używany rower może mieć także wytarte chwyty i popękany gdzieniegdzie lakier.

6 Warto, by miał on nośność minimum 25 kg.

7 Czasami nawet zrzucają z zębatki poza zębatki, dzięki czemu możemy trochę ubabrać się smarem, nakładając łańcuch z powrotem.

Marcin Szuścik

Członek ekipy biura NINIWY. Młody mąż i ojciec. Uczestnik wypraw NINIWA Team. Triathlonista amator.