23 lutego| NINIWA Team

Wyprawa rowerowa – jak zachować się na drodze? Wskazówki i zagrożenia

Być może jeździmy wiele po pobliskich lasach czy drogach rowerowych, jednak do tej pory nie jeździliśmy ani z takim ciężarem w sakwach, ani w większej grupie. Czas zmierzyć się z drogą!

Jeśli nie możemy sobie do CV wpisać długich wypraw rowerowych, przed wyruszeniem zastanówmy się nad naszą techniką jazdy. Możliwe, że tylko nam się wydaje, że jeździmy poprawnie, a tak naprawdę stanowimy zagrożenie na drodze. Dlatego omówmy kilka zasad, które powinniśmy sobie uzmysłowić lub przypomnieć, żeby podczas wyprawy nie zrobić krzywdy sobie oraz innym użytkownikom ruchu drogowego.

Zacznijmy od podstaw:

PEDAŁOWANIE

Magicznym słowem kluczem, którym będziemy mogli przyszpanować w towarzystwie lub pomądrzyć się na forach internetowych, jest słowo kadencja – częstotliwość obrotów korby. Im mniejszy opór, tym mniej trzeba się nakręcić, by rozruszać koła. Wprawdzie każdy ma na jazdę swój sposób, ale dla wygody powinniśmy obrać odpowiadające nam tempo pedałowania i utrzymywać je za pomocą przerzutek. Jadąc z górki na bardzo wysokiej kadencji (niskie przerzutki), namachamy się bez sensu. Jeśli zaś obierzemy niską kadencję, nie będziemy musieli tyle kręcić, a jednocześnie będziemy mogli w razie potrzeby dodać do pieca.

Nie sądziłam, że tego się trzeba nauczyć. Okazuje się, że pod górkę da się „wpłynąć”, że nie ma sensu cisnąć mocno. I tę zmianę nastawienia się odczuwa. Ważne, żeby jechać z tą samą kadencją – jechać równo, a gdy jest nam za ciężko lub za lekko – sterować przerzutką.

Jazda pod górę na niskiej kadencji da nam do wiwatu – nie będziemy w stanie pokonać podjazdu i w końcu przyciąganie ziemskie z nami wygra, a w dodatku narazimy nasze kolana. Na wysokiej kadencji utrzymamy płynność naszego „młynka” i pomimo mniejszej prędkości podjazd nie będzie nam straszny. Zresztą nie po to kupujemy rower z dobrymi przerzutkami, żeby bawić się w He-Mana, i nie po to mamy kolana, by je zniszczyć na wyprawie rowerowej. Podczas podróży utrzymujmy zatem stały lekki opór pod stopami, zmieniając przełożenia w zależności od nachylenia terenu. A skoro jesteśmy przy przełożeniach, to przyszła pora, by się nauczyć je stosować.

JAK STOSOWAĆ PRZEŁOŻENIA ?

Tak, przełożenia, a nie „przerzutki”, jak się powszechnie mówi. W poprzednim rozdziale już o tym wspominaliśmy – przerzutki to mechanizm, biegi – to przełożenia. Odpowiedzmy na postawione pytanie:

Prosta odpowiedź nr 1: Tak, żeby nam się miło jechało. Niskie numery, gdy jedziemy pod górkę; wysokie, gdy z górki.

Prosta odpowiedź nr 2: Tak, żeby przełożeniami nie rozwalić napędu.

Wielu ludzi sprawdza, ile dany rower ma „przerzutek”, i tonem znawcy odpowiada: „27, no nieźle”. Sęk w tym, że ten znawca nigdy nie użyje większości z nich. A może i użyje, ale zadziwiająco szybko doświadczy potrzeby wymiany napędu w rowerze. Dlaczego? Chodzi o nasz łańcuch.

Zmiana przełożenia podczas jazdy powoduje zrzucenie lub podciągnięcie łańcucha na inną zębatkę. Problem w tym, że łańcuch nie jest ruchomy, tylko sztywny. Jeśli zatem w przodzie przełożymy łańcuch całkiem „na lewo” a w tyle „na prawo” nasz łańcuch będzie ustawiony nieco na ukos, powodując ciągłe rwanie łańcucha, jak i wyginanie zębatek.

Żeby temu zapobiec, rowerzyści używają tylko kilku–kilkunastu przełożeń. Weźmy dla przykładu układ: 3 zębatki z przodu, 8 z tyłu. Żeby utrzymać łańcuch w miarę prosto, powinniśmy nie wychylać się zanadto poza następującą konfigurację:

  • przednia przerzutka: 1, tylna: od 1 do 4;
  • przednia przerzutka: 2, tylna: od 3 do 6;
  • przednia przerzutka: 3, tylna: od 5 do 8.

Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej dla nas i dla roweru. Oczywiście, że są herosi którzy całą podróż będą pokonywali na „3, 8”, ale nie jest to wskazane ani dla naszych kolan, ani dla rowerów.

I na koniec jeszcze jedna ultraważna sprawa – nie uruchamiamy przerzutek, gdy mocno ciśniemy pod górkę. Jeśli widzisz przed sobą stromy podjazd, wykorzystaj swój rozpęd, by zmienić przełożenie na lżejsze. Charakterystyczny przeraźliwy chrobot błagającej o życie przerzutki, słyszany często na podjazdach w mieście lub w parku, oznacza, że ktoś właśnie zadaniu nie podołał i pod górkę na siłę zmienia przełożenie, stosując przemoc na swojej przerzutce.

HAMOWANIE

Jednym z pierwszych zaskoczeń podczas wyprawy rowerowej jest to, jak bardzo wydłuża się droga hamowania, gdy podróżujemy z sakwami. Kiedy już zrozumiemy, ile ważymy wraz z rowerem i bagażem, warto szybko nauczyć się hamowania oboma hamulcami. Miejmy przy tym na uwadze, że hamuje się tylnym hamulcem, a przednim dopomaga hamowaniu. Hamując odwrotnie, możemy być niemiło zaskoczeni1.

Jeśli nie jesteśmy zmuszeni do nagłego zatrzymania się, hamowanie pulsacyjne powinno wydłużyć żywot naszych klocków hamulcowych. Jest jednak wśród rowerzystów inna szkoła, która mówi, że klocki są po to, by je zedrzeć, a ponieważ nie kosztują fortuny – nie warto oszczędzać na zdrowiu. Trudno się z tym nie zgodzić, zatem najlepiej spróbujmy zachować zdrowy umiar.

Wszys