2 maja| Artykuły

Czym jest życie?

Żyjąc rozpędzony nie zastanawiasz się za bardzo co i jak, o co w tym wszystkim chodzi, skąd się bierze i dokąd zmierza. Ale jak się zaczniesz zastanawiać, momentalnie przygniata cię sterta pytań nie-od-po-wia-dal-nych.

I ostatecznie dochodzisz do wniosku, że o sobie i otaczającym cię wszechświecie nie masz bladego pojęcia. A jak cię to przerośnie możesz nawet wylądować w wariatkowie. Więc uważaj, bo myślenie bywa ryzykowne. 🙂

Big Bang

Tak się nazywa najczęściej oglądany w internecie zespół południowokoreański. Nie musicie sprawdzać. Już to zrobiłem. To także tytuł szalonego musicalu Boyda Grahama. Również polska komedia obyczajowa. A zadufani w sobie (jak zwykle) The Rolling Stones w 2007 roku wydają płytę pod tytułem A Bigger Bang. Ale Big Bang to przede wszystkim teoria, która jest próbą odpowiedzi na odwieczne pytanie: jak powstał wszechświat?

Zupełnie nie mam zamiaru czynić z tego tekstu rozprawy naukowej. Ale jedna rzecz w tych fizyczno-filozoficznych rozkminach jest naprawdę zdumiewająca. I nie umiem oprzeć się pokusie by o niej nie wspomnieć. Zadając sobie pytanie o to czym jest życie, wcześniej czy później musi wyłonić nam się jemu pokrewne: jak to wszystko się zaczęło? Przed XX wiekiem furorę w ateistycznych środowiskach naukowych robiła teoria, która zakładała, że żadnego początku po prostu nie było. Że wszechświat istniał nieskończenie długo przed nami i tak samo nieskończenie długo będzie istniał po nas. Po prostu nie miał początku i nie będzie miał końca. Kropka. Ale tak się składa, że człowiek z czasem kuma coraz więcej i już na początku XX wieku skumał, że koncepcję nieskończoności wszechświata trzeba będzie odstawić do lamusa.

Jako pierwsi ogarnęli to Edwin Hubble i oczywiście Albert Einstein. Ten pierwszy wykazał na podstawie obserwacji, że wszechświat się rozszerza. Ten drugi opisał to ogłaszając swoją Ogólną Teorię Względności. Oznacza to ni mniej ni więcej, że natura wszechświata wyraźnie sugeruje jego początek. Że jedną z fundamentalnych jego reguł jest zasada przyczynowo-skutkowa. Że z niczego nie może powstać coś. To wtedy uknuto termin Big Bang. Pytanie o to co było przed bigbangiem i o to co/kto za niego odpowiada pojawia się automatycznie. Ateistom słowo Bóg Stwórca nie potrafi przejść przez gardło, więc kombinują dalej mierząc i obliczając. Ale nawet sceptyczni co do religijnych odpowiedzi naukowcy uczciwie przyznają, że teoria będącego poza wszelkim poznaniem Wszechmocnego Kreatora jest tutaj wyjątkowo sensowna. To jest właśnie zdumiewające – nauka może budować wiarę.

Głupi z natury są wszyscy ludzie,
którzy nie poznali Boga:
z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest,
patrząc na dzieła nie poznali Twórcy,
lecz ogień, wiatr, powietrze chyże,
gwiazdy dokoła, wodę burzliwą
lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem.
Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa –
winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca,
stworzył je bowiem Twórca piękności;
a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw –
winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił.
Bo z wielkości i piękna stworzeń
poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę.

Mdr 13, 1-5

Sens życia

Świat nauki buzuje od kolejnych odkryć, teorii, wyliczeń i coraz lepszego poznawania praw rządzących wszechświatem. Zgadza się, Bóg powiedział, by czynić sobie ziemię poddaną.

Ale po pierwsze:

Do końca świata będziemy poznawali i nigdy nie poznamy wszystkiego. Wykopiesz jedną dziurę, ale pod nią wciąż jest ziemia i możesz wykopać kolejną. Jeszcze głębszą. Einstein zdezaktualizował Newtona. Kwestią czasu (nomen omen) jest pojawienie się kogoś kto zdezaktualizuje Einsteina.

Po drugie:

Wiedza o fizycznych właściwościach rzeczywistości nie jest nam tak naprawdę do niczego potrzebna. Stop. Jest potrzebna. W normalnym funkcjonowaniu. W szkole. Na uniwersytecie. W laboratorium. Może umacniać wiarę. Może być fascynująca. Świadomość, że moje nogi starzeją się szybciej niż głowa rozwaliła mnie. To już nie jest teoria. To udowodniony naukowo fakt. Ale spokojnie da się żyć nie znając odpowiedzi na najtrudniejsze pytania świata. Nigdy nie odkryjemy wszystkiego, bo Bóg tak chciał. On chciał, byśmy zgłębili zupełnie inne prawo. Tak to czuję.

Czy to przypadek, że większość piosenek, wierszy, filmów i książek jest o miłości? Banalny przykład, ale może jest jakąś podpowiedzią w pytaniu o sens życia? Stojąc na progu śmierci mamy kompletnie wyrąbane na naszą kasę, karierę i teorie wszystkich Big Bangów razem wziętych. Jedyne co nas wtedy obchodzi to oparta na miłości relacja z drugim człowiekiem. I ta z Bogiem oczywiście. Znam masę przypadków, kiedy zatwardziali ateiści na łożu śmierci pękali i przytulali się do Miłości Największej. Może ta nasza delikatna człowiecza intuicja i wgrany przez Stwórcę program sugerują odpowiedź na to pytanie? Może rzeczywiście sensem życie jest miłość? A dlaczego by nie?

Prawo miłości

Żadnego innego prawa Bóg nie dał człowiekowi zgłębić tak bardzo jak tego jednego. Miłość jest sensem wszystkiego. Wiem, że takie teorie nie mieszczą się w racjonalnych, tęgich głowach. Brzmią jak metafizyczny zabobon. Jak transcendentny postulat religijnych naiwniaków. Że są próbą ucieczki od dotarcia do weryfikowalnej naukowo prawdy. A może jest dokładnie na odwrót? Może wyzuta z wiary nauka jest jednym wielkim zabobonem i ślepą ulicą całej ludzkości? Bóg jest miłością. Z miłości stworzył wszechświat i w jego centrum człowieka, któremu tą miłość objawił. Z miłości zbawił. Z miłości wszystko podtrzymuje. Gdyby nie kochał, pewnie już dawno by wszystko skasował. Jak wściekły dzieciak, który targa swój nieudany rysunek i wywala do kosza. Ale wciąż istniejemy. To chyba najlepszy dowód na to, że Bóg jest. I że kocha.

Czym jest życie?

Życie jest żywe! Życie jest życiem! Jest na pewno wielką tajemnicą. Ale jest też wielkim darem. Nic, że nie potrafimy tego wszystkiego ogarnąć. Że są pytania, na które nigdy nie znajdziemy odpowiedzi. Tak po prostu ma być. Jestem stworzeniem i moje ograniczenia nie powinny mnie dziwić.

Ważne jest co innego. To, że dopóki oddycham mogę kochać. To nasza podstawowa funkcja istnienia. To miłość definiuje naszą wartość. To z miłości i tylko z miłości będziemy kiedyś rozliczani. Reszta do detale. Życie jest areną miłości. Jeżeli żyjąc pozwalamy by egoizm wypełniał większość naszych oddechów, marnujemy wielki potencjał. Potencjał miłości. Życie jest darem. Ale możemy z tym darem zrobić co chcemy. Możemy go zainwestować i pomnożyć. Ale możemy też go zakopać zostawiając tylko dla siebie. Wiecie co mam na myśli? Kto nie kocha ten nie żyje.