29 października| Artykuły

Puk, puk! Jest tam kto?

W zeszłym roku rząd USA, po raz pierwszy od lat 60-tych przyznał: UFO istnieje. To oświadczenie było trzęsieniem ziemi.

Ufolodzy zatarli ręce, bo oto ich wiara jakoby została ostatecznie potwierdzona. Przedwczesne to było jednak zacieranie.

UFO to unidentified flying object. Nie-zidentyfikowany nie znaczy wcale kosmiczny czy pozaziemski. Niezidentyfikowany znaczy po prostu niezidentyfikowany. I tyle.

Tajemnice

Człowiek je uwielbia. Mamy w sobie jakąś taką skłonność do generowania tajemniczych i niewyjaśnionych rzeczywistości. Do takiego interpretowania naszych obserwacji, by mieć to intrygujące poczucie, że jesteśmy otoczeni fascynującą aurą tajemniczości. Zagadki. Ale nie wszyscy. Mam kumpla, który bał się oglądać Z Archiwum X, bo jemu akurat ta niepokojąca aura przenosiła się do realu i czuł się z tym niekomfortowo. Ludzkość latami pałowała się tajemnicą Trójkąta Bermudzkiego, śnieżnego człowieka Yeti, potwora z Loch Ness czy ludzi jaszczurów. Atlantyda wciąż czeka na odkrycie, a egipskie piramidy na instrukcję montażu. Tak już mamy, że jak czegoś nie umiemy wytłumaczyć to piszemy baśnie.

Księga znaków cudownych

Kronikarz Juliusz Obsequens oficjalnie jest pierwszym ziemianinem, który zobaczył UFO. To było w IV wieku naszej ery i zostało przez niego opisane w Księdze znaków cudownych. W 1561 roku mieszkańcy Norymbergii zobaczyli nad swoimi głowami setki trójkątnych kształtów. A 300 lat później nad głowami amerykanów miała przelecieć flota dziwnych powietrznych statków. Ale tak naprawdę ufologia narodziła się w dopiero 1974 roku.

Roswell

To tam, w Nowym Meksyku niejaki William Brazel miał znaleźć wrak latającego spodka. No i zaczęło się na dobre. W Roswell szybko pojawiło się wojsko by zbadać sprawę. Wydali komunikat, który w rozczarowujący do bólu dla tropicieli sensacji sposób wyjaśniał incydent: to nie UFO. To balon meteorologiczny. Jednak apetyt na kosmitów okazał się silniejszy. William Brazel przekonywał ze śmiertelną powagą, że materiały z rozbitego obiektu na pewno nie pochodzą z ziemi. I że nie da się ich ani spalić ani przewiercić wiertarką. Nawet udarową. Z tych teorii jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać kolejne teorie z kosmosu rodem. I tak narodziła się ufologia. A dzień 2 lipca zaczął od tego momentu być obchodzony jako światowy dzień UFO.

Polacy nie gęsi, też swoje UFO mają

Kiedy w maju 1978 roku Jan Wolski jechał przez las nie spodziewał się, że tego dnia spotka go coś absolutnie wyjątkowego. A jednak. Rolnik ze wsi Emilcin spod Opola Lubelskiego dostrzega dwie postacie. Podjeżdża bliżej i zaczyna się akcja. Postacie wskakują na wóz i gadają coś niezrozumiałym bełkotem. Chwilę potem zauważa unoszący się nad polaną biały pojazd. Coś jak mały autobus rozwożący dzieci do szkoły. Obcy ładują go do windy i wciągają na pokład.

Tam kolejni kosmici. Zielone twarze (a jakże), czarne kombinezony. Zieloni każą Wolskiemu rozebrać się do naga (ciekawe jak mu to zakomunikowali). Gołemu rolnikowi zaglądają tu i tam. Kątem oka golas zauważa leżące na ławce jakby sparaliżowane kruki i gawrony. Potem częstują go swoim lunchem, ale grzecznie odmawia. W końcu kosmici ubranego Wolskiego zapraszają do windy. Dobrze wychowany rolnik nakładając czapkę kłania się i mówi Do widzenia! Obcy chyba zrozumieli, bo też się ukłonili. Jan Wolski zjeżdża na dół i wraca do swojego konia. I nagle z potwornym bólem głowy budzi się. (Ostatnie zdanie to mój dodatek :-)).

Mistyfikacja

W Emilicinie powstał pomnik UFO, a ludzie przez 35 lat w to wierzyli. Niektórzy przynajmniej. Jednak w 2012 roku sprawę wnikliwie zbadał Bartosz Rdułtowski zadając ufologii kolejny cios. Bliskie Spotkania Trzeciego stopnia w Emilcinie okazały się prymitywną mistyfikacją. Zemstą jednego ufologa na drugim. Dlaczego ludzi tak łatwo wkręcić w takie historie? Bo tego chcą. Swoboda z jaką dzisiaj krótki filmik na YouTube potrafi zrewolucjonizować nasze wierzenia jest zdumiewająca. Przestaliśmy rzetelnie weryfikować docierające do nas informacje. Łykamy je jeśli są spełnione dwa podstawowe warunki: muszą sprawiać wrażenie wiarygodnych i muszą potwierdzać z góry przez nas założoną tezę.

Paradoks Fermiego

To ultra ciekawy głos w sprawie. Enrico Fermi, laureat nagrody Nobla z fizyki sformułował paradoks, który głosi, że istnieje wyraźna sprzeczność między wysokimi oszacowaniami prawdopodobieństwa istnienia cywilizacji pozaziemskich i brakiem jakichkolwiek obserwowalnych śladów ich istnienia. W samej Drodze Mlecznej jest 400 miliardów gwiazd. W całym obserwowanym Wszechświecie około 70 tryliardów! Nawet jeśli inteligentne życie pojawia się na znikomym procencie planet, to nawet w samej Drodze Mlecznej powinno ich być sporo.

A tymczasem wciąż znamy tylko jedną taką. Drugie założenie tego paradoksu mówi, że nie mamy żadnych obserwacji innych cywilizacji, bo albo ich nie ma, albo jest ich za mało, albo są za daleko, albo… źle szukamy. Być może sygnały obcych są obecne na ziemi, ale nie potrafimy ich dostrzec. Oczekujemy, że kosmici prześlą nam plik audio-video w znanym formacie, na którym pomachają nam swoimi zielonymi łapkami i powiedzą (a my zrozumiemy) – hej! Jesteśmy kosmitami i chcemy się z wami zaprzyjaźnić!

Na różne sposoby

Ludzie próbując ogarnąć wątek UFO kombinują na wszystkie sposoby. Czasem jak koń pod górę.

Oni nie istnieją…

Ich nigdy nie było, nie ma i nie będzie. To absolutni radykaliści. Uważają, że obecne warunki życia na ziemi są tak unikatowe, że mogą pojawić się w skali wszechświata (czasu jak i przestrzeni) tylko jeden jedyny raz. Albo tak – oni byli, ale już ich nie ma. Bo każda cywilizacja koniec końców doprowadza się do samozagłady. Samozniszczenie może być więc paradoksalnym efektem sukcesu ewolucyjnego. Teraz ich nie ma, ale jak nasza cywilizacja ulegnie samounicestwieniu, to może gdzieś tam obok pojawi się kolejna…

Oni istnieją…

Też kilka ciekawych teorii. Oni są, ale za daleko by dało się pogadać. Być może człowiek szuka jeszcze za krótko. Albo Oni nie zdążyli odpowiedzieć. Albo ludzie nie słuchają tak jak trzeba. Albo po prostu sami Obcy nie są zainteresowani tym kontaktem. Bo na przykład są na takim poziomie rozwoju, że taki kontakt byłby dla nich absurdalny. Podobnie jak absurdalnym byłby kontakt człowieka z mrówkami.

Albo może Oni po prostu się nas boją? Bo widzą do jakich rzeczy jesteśmy zdolni i nie chcą z nami mieć nic wspólnego? Jest i koncepcja, że sami ludzie ukrywają Obcych. Na przykład rząd USA. Bo nie chcą dzielić się tym odkryciem z innymi z powodów czysto egoistycznych. Wrzucam jeszcze jedną teorię. Moją osobistą. Odwiedzające nas niezidentyfikowane obiekty to… mieszkańcy ziemi. Tyle tylko, że przybywający do nas z przyszłości! Ta koncepcja zakłada, że wynalezienie wehikułu czasu będzie kiedyś możliwe.

Alexander Wendt

Jego zawodowa metryka nie pozostawia wątpliwości – to wielki autorytet naukowy. Profesor Uniwersytetu Stanowego Ohio. Wykładał na Yale, Darmouth College i Uniwersytecie Chicagowskim. Uznany za czołowego amerykańskiego politologa ostatniego 20-lecia, wybitny przedstawiciel szkoły konstruktywizmu w stosunkach międzynarodowych. Nie jest ufologiem, ale w UFO wierzy. Ale nie interesują go teorie spiskowe i mistyfikacje. Interesują go fakty. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego człowiek nie bierze się na poważnie za przebadanie tych 5 do 15 procent przypadków, które naprawdę są przypadkami UFO. Czyli obiektów niezidentyfikowanych. I ma wyjaśnienie tego dlaczego tak jest.

Antropologia

W 2008 roku Wendt razem z profesorem Raymondem Duvallem z Uniwersytetu Minnesoty wydali esej Sovereignty and the UFO. To pierwsza praca o UFO, która oficjalnie została uznana za naukową. Autorzy proponują teorię, która wyjaśnia przyczynę niepodejmowania przez współczesny świat nauki rzetelnych badań nad zjawiskiem latających spodków. Bardzo ciekawą teorię. Wszystkiemu winny jest antropocentryzm.

To model społeczeństwa i państwa, który obowiązuje we współczesnym świecie. Model, w którym człowiek jest w centrum. Nie Bóg jak to było w starożytnej Grecji i Rzymie. Albo w porządnych wspólnotach chrześcijańskich. Nie Natura, jak to było w kulturach prekolumbijskich Ameryk. Dzisiaj w centrum świata stoi jego niekwestionowany pan i władca – Człowiek. Ewentualne odkrycie, że odwiedzają nas Obcy (i to prawdopodobnie na wyższym poziomie rozwoju), jest z punktu widzenia antropocentryzmu kłopotliwe. Oznaczało by detronizację człowieka. Zakwestionowało by jego centralną rolę.

Państwo nie ma interesu w tym, aby zajmować się UFO. Świat nauki również stroni od badań, bo też tkwi w paradygmacie mówiącym o człowieku jako najinteligentniejszej formie życia. UFO na akademiach pozostaje tabu. Poważne zajęcie się tematem niesie ryzyko ostracyzmu i utraty finansowania badań

Co na to Pan Bóg?

Teoria Alexandra Wendta zaskoczyła mnie. Wychodzi no to, że ufologia w jakimś sensie jest zbieżna z teocentryzmem. Nawet jeśli nie przewiduje istnienia Boga, to przynajmniej decentralizuje człowieka, a to pierwszy krok w każdym porządnym nawróceniu. Kiedyś o kwestię istnienia obcych cywilizacji zapytano w Katechizmie podręcznym świętej pamięci księdza Pawlukiewicza. Ksiądz powiedział, że biblia nic na ten temat nie mówi. Ani że kosmici są, ani że ich nie ma. Sprawa jest otwarta, a możliwość istnienia życia na innej niż Ziemia planecie nie stoi w żadnej sprzeczności z wiarą w Jedynego Boga. Skąd my możemy wiedzieć, jakie były szczegóły Jego planu stworzenia?

To jak, jest tam kto czy nie ma? Nie wiem. I szczerze mówiąc, mało mnie to obchodzi. Z dedykacją dla wszystkich zaniepokojonych potencjalną inwazją Obcych:

Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy Mt 6, 34