18 listopada| Artykuły

Kryptowaluta. Pieniądz, którego nie ma.

U cioci na urodzinach gada się o wszystkim i o niczym. Haje gwarantują rozmowy o polityce i koronawirusie.

Z pieniądzem znacznie bezpieczniej. Kuzyn pokazuje mi kurs bitcoina. Na początku (rok 2009) jeden taki kosztował mniej więcej 0,0008 dolara. Dzisiaj (uwaga) za jednego bitcoina trzeba dać typu 60 000 (sic!). Dolarów w sensie. Kilkukrotnie przecierałem oczy i przyglądałem się ekranowi komórki. O co tutaj chodzi?

Czym jest kryptowaluta, co ma wspólnego z gorączką złota i dlaczego to pomysł stary jak świat? Czytajcie.

Satoshi znaczy mądry

Powiadają, że to najbardziej tajemnicza postać świata. Twórca bitcoina, króla kryptowalut. Wszystko zaczęło się w 2008 roku, kiedy to niejaki Satoshi Nakamoto na stronie metzdowd.com opublikował dokument bitcoina opisujący. W styczniu 2009 pojawiła się pierwsza kopalnia kryptowalut. Sam Satoshi napisał o sobie w sieci, że jest 37-letnim Japończykiem. Dzisiaj już nikt w to nie wierzy. Łącznie ojciec kryptowalut w latach 2009-2010 wrzucił do sieci 575 postów. Opisywał w nich współczesne problemy ekonomiczne i przekonywał, że bitcoin jest najlepszym na nie panaceum. I nagle, 12 grudnia 2010 Satoshi informuje forumowiczów, że przekazuje projekt innym osobom i spada. Po tym słuch o nim zaginął.

Kim jest Satoshi Nakamoto?

Problem polega na tym, że tego nikt nie wie. Spekuluje się, że tajemniczy Satoshi zniknął, bo zaczęło się nim interesować FBI. Amerykanie zwrócili uwagę na bitcoina i zaczęli w nim węszyć finansowego, chińskiego (tudzież ruskiego) konia trojańskiego, który mógłby ich zcentralizowany rynek wysadzić w powietrze.

Pomysłów na prawdziwą tożsamość Satoshiego było sporo. Tropy prowadziły między innymi do Doriana Satoshiego Nakomoto, Amerykanina japońskiego pochodzenia. Niby się zgadza – nazwisko, zawodowe doświadczenie i bliskie sąsiedztwo – mieszkał zaledwie kilka ulic od Hala Finneya, człowieka który dokonał pierwszej transakcji bitcoinem w dziejach. Ale ostatecznie sam Dorian oświadczył, że nie jest tym Satoshim, a analitycy jego sieciowych wpisów zdecydowanie to potwierdzili.

Potem pojawił się na celowniku australijski naukowiec, który sam o sobie mówił – Nakomoto to ja. Śledztwo wykazało, że kłamał. Do dzisiaj wielu internautów uważa, że prawdziwym ojcem bitcoina jest Nick Szabo, Amerykanin tym razem węgierskiego pochodzenia. Szabo jednak kategorycznie temu zaprzecza. Podejrzenie padło i na samego Elona Muska. Ale i on na Twitterze oficjalnie wyznał – bitcoin to nie moje dziecko. Więc czyje?

NSA

Podobno National Security Agency z USA wie czyje. Stanęli na głowie by się tego dowiedzieć. Stworzyli specjalny cyfrowy odcisk palca Nakomoto. Najtęższe komputery NSA przeanalizowały wszystkie maile i posty nieuchwytnego i tak otrzymany odcisk porównali z miliardami wpisów internautów z całego globu. Ten przesiew zajął im miesiąc czasu. W końcu namierzyli (podobno) kolesia bądź grupę kolesi ukrywających się pod pseudonimem Satoshi Nakomoto. Jednak pary z gęby nie puścili. I puścić nie zamierzają. Świat wciąż nie wie, kto stworzył bitcoina.

Co to jest kryptowaluta?

Najpierw wyjaśnijmy co to jest kryptografia. Najkrócej to gałąź wiedzy o utajnianiu informacji. I o takim ich przekazywaniu, by zabezpieczyć je przed niepowołanym dostępem. Dział zarówno matematyki jak i informatyki. Pamiętam pierwsze szyfry mojego życia – każdej literze alfabetu odpowiadał jakiś znak graficzny. Taki klucz złamać jest bardzo prosto. Potem była Tajemnica Enigmy Romana Wionczka, którą oglądałem z wypiekami na twarzy. Złamać klucz tej niemieckiej maszyny szyfrującej było znacznie trudniej. Dzisiaj wszystko jest jedną wielką Enigmą. Miliony kodów, haseł, loginów, kluczy i zabezpieczeń. Nawet dostęp do zwykłego konta w sklepie z karmą dla kotów jest zaszyfrowany.

Kryptowaluta to bazujący na kryptografii rozproszony system przechowujący informację o stanie posiadania w umownych jednostkach. Ilość tych umownych jednostek określa stan tego twojego posiadania. Te jednostki (czyli wirtualna kasa) są przechowywane w elektronicznych portfelach. Dostać się do nich może tylko posiadacz odpowiadającego danemu portfelowi klucza prywatnego. Oczywiście nie jest możliwym dwukrotne wydanie tej samej jednostki. No bo nie da się zapłacić dwa razy tym samym pieniądzem. Chyba, że oszukujesz.

Któż z nas nie grał kiedyś w platformówki? Tam pokonując kolejne przeszkody zdobywa się punkty. Albo gwiazdki. Albo serduszka. Zwykle ich ilość wyświetla się w górnym rogu monitora. Dokładnie czymś takim jest kryptowaluta – jakąś umowną wartością, której wysokość określa komputerowy program. Tyle tyko, że wartość kryptowaluty ma bezpośrednie przełożenie na rzeczywistą wartość w realu.

Dwie pizze

11 lat temu programista Laszlo Hanyecz dokonał pierwszych zakupów za bitcoiny. Kupił dokładnie dwie pizze. Dał za nie 10 tysięcy bitcoinów. Dzisiaj te pizze byłyby warte 600 milionów dolarów! Jak to jest możliwe, że ciąg zakodowanych znaków cyfrowych bez żadnej rzeczywistej wartości trzęsie dzisiaj światem? Odpowiedź jest bardzo prosta: bo ludzie się tak umówili.

Pieniądz tradycyjny jest dzisiaj dodrukowywany na gigantyczną skalę. Inflacyjna bomba kobaltowa już tyka. Wirtualny bitcoin i reszta kryptowalut (łącznie jest ich 4330 na kwotę 1,7 biliona dolarów) zdobywają kolejne bastiony cywilizacji. W lutym za 1,5 miliarda dolarów nakupiła bitcoinów Tesla Elona Muska. Mastercard zapowiedział, że lada moment zezwoli swoim klientom na korzystanie z wybranych kryptowalut, a najstarszy amerykański bank Bank of New York Mellon chce umożliwić przetrzymywanie i transfer bitcoinów.

Nic nowego

Z technologicznego punktu widzenia to rewolucja. Ale z ideologicznego to pomysł stary jak świat. Siłą napędową kryptowalutowej rewolucji jest bowiem idea zapełniania swoich spichlerzy bez pracy. Ewentualnie przy minimalnym wysiłku. Usłyszałem kiedyś, że świat dzieli się tak naprawdę na dwie kategorie ludzi: na tych, którzy pracują dla innych i na tych, dla których inni pracują.

Dysproporcja pomiędzy najzamożniejszą elitę globu, a szarą resztą świata pogłębia się w demonicznym tempie. Na tej samej planecie żyją jednocześnie osoby, które dziennie zarabiają miliony i takie które umierają z głodu, bo nie stać ich na kawałek chleba. Przyzwyczailiśmy się już do tego (o zgrozo), ale do czegoś takiego nie wolno się przyzwyczajać! Powiem szczerze – gdybym był Bogiem, już dawno skończył bym tą tragiczną zabawę.

Lichwa

Kiedyś lichwiarskie zapędy były traktowane jako moralnie niedopuszczalne. To patent braci starszych. Dzisiaj stosuje się go wszędzie i nikt nie protestuje. Procent od pożyczki. Niewinnie wyglądająca reguła ekonomiczna, która zbudowała największe potęgi finansowe, doprowadziła do absurdalnie wysokich zadłużeń całych państw i odpowiada za najbardziej niesprawiedliwe anomalia ekonomiczne świata. Powiem tak – pieniądze jakie dzisiaj ludzie zarabiają są nieosiągalne normalną, codzienną, uczciwą pracą. Są na to sposoby. Bitcoin jest jednym z nich.

Gorączka złota

Kiedy w latach 40-stych XIX wieku John Sutter osiedlił się w Kalifornii nie przewidział burzy jaką rozpęta. 24 stycznia 1848 roku jego człowiek John Marshall znajduje przypadkiem w rzece American kawałek czystego złota. Rok później do Kalifornii ściągają dziesiątki tysięcy ludzi żądnych szybkiego i łatwego wzbogacenia się. Dokładnie ten sam mechanizm zawładnął dzisiaj milionami ludzi, dla których bitcoin stał się złotem XXI wieku. Swoją drogą bitcoiny nie tylko można kupić. Można je też… wykopywać. Serio. Na Allegro legalnie kupicie kopalnię kryptowalut. Cena? Różnie. Ale natknąłem się też na taką za 11 baniek. Tak, że tego…

Totolotek

Ktoś powiedział mi, że granie w totka jest trochę nie po Bożemu. Że to taka prymitywna chciwość na wielką kasę bez uczciwej pracy. Że to jakaś pogańska forma klękania przed ślepym zrządzeniem losu. Że takie nagłe łupnięcie wielką fortuną może w perspektywie zrobić więcej szkody niż pożytku. Że nie wiadomo do końca, co za tym szczęśliwym trafem stoi. I takie tam. Myślałem o tym długo. W totka nie gram, ale trochę się zgadzam. Z drugiej strony Bóg potrafi hojnie obdarować człowieka rzeczami, na które ten ani nie zapracował, ani nie zasłużył, ani których się nawet nie spodziewał. Proszę bardzo:

Daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna – dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko; tyle daje On i we śnie tym, których miłuje. Ps 127

Ale kiedy Jezus mówi o rzeczywistym rywalu Boga w sercu każdego człowieka, jednoznacznie wskazuje na kasiurę:

Nikt nie może dwom panom służyć… Nie możecie służyć Bogu i Mamonie Mt 6,24

O tym jak odnaleźć się w dzisiejszej gorączce bitcoina proponuję pogadać ze spowiednikiem. On na pewno coś doradzi.

Lovecoin

Zarabianie pieniędzy stało się głównym zajęciem ludzkości. Coraz większych pieniędzy. Pomysłów na takie ich inwestowanie, by zyski rosły w tempie geometrycznym przybywa z każdym dniem. Z ekranów patrzą na nas uśmiechnięte twarze ludzi, którzy te pieniądze mają i bezczelnie (wciąż z tym samym uśmiechem) przekonują, że ty też możesz je mieć. Łykamy to.

Status materialny stał się nadrzędnym wyznacznikiem naszego szczęścia. Wszędzie uczą jak zarabiać kasę, jak się wspinać po drabinie kariery zawodowej, jak się samorealizować. Ale ja wiem, że za tym przyjaznym wizerunkiem czai się przerażająca pustka. Zapytani o to, co jest dla nas w życiu najważniejsze, bez wahania odpalamy – rodzina, relacje, wiara itd. Więc dlaczego lwią część naszego czasu (jeśli nie cały) oddajemy mamonie?

Górnolotnie przypomnę – człowiek został stworzony z miłości i dla miłości. Z tego wynika prosta zależność – nie będziemy szczęśliwi, jeśli treścią naszego życia stanie się cokolwiek innego niż miłość. Kto dzisiaj mówi, by inwestować w miłość? Jeden drobny uczynek miłości może się okazać inwestycją życia. Może kiedyś tam zaprocentować zyskiem nieskończonym.