29 listopada| Wiadomości

Z autyzmem w służbie liturgicznej

Osoby w spektrum autyzmu często mają wiele ograniczeń. Oskar znalazł jednak dla siebie przestrzeń na mszy świętej. Okazuje się, że zaangażowanie go w służbę liturgiczną było strzałem w dziesiątkę.

Wiemy, że osoby w spektrum autyzmu funkcjonują inaczej. Mają inne postrzeganie świata i w inny sposób go doświadczają. W jaki sposób?

Na portalu polskiautyzm.pl możemy przeczytać między innymi o tym, że osoby w spektrum autyzmu mają trudność w rozumieniu zachowania innych ludzi, często trudno jest im zrozumieć, jak inne osoby się czują i co mają na myśli, mogą mieć trudności w rozumieniu gestów i odczytywaniu mimiki twarzy. To wiąże się także z trudnościami w inicjowaniu kontaktów, w zdobywaniu przyjaciół. Część osób z autyzmem nie mówi, ale inni świetnie posługują się mową.

Czasami osoby w spektrum autyzmu powtarzają te same słowa lub wyrażenia (to tzw. echolalia). Często unikają kontaktu wzrokowego, mają trudności z odczytywaniem mimiki twarzy, tonu głosu, gestów rozmówcy, biorą wypowiedzi zbyt dosłownie, w związku z tym nie rozumieją poczucia humoru, ironii, metafor. Zdarza się, że silnie przywiązują się do wzorców lub rutyny, np. dziecko chce chodzić dokładnie tą samą drogą do szkoły lub jeść na tym samym talerzu. Natomiast ma trudności z adaptacją do zmian w planie lub w środowisku – takich jak np. przemeblowanie, zmiana godziny wyjścia do szkoły. Pojawia się także nietypowe przywiązanie do zabawek lub obiektów takich jak klucze, włączniki światła czy nitki. Nierzadko towarzyszy temu także zainteresowanie wąską dziedziną wiedzy, np. rozkładami jazdy tramwajów, dinozaurami, liczbami, odkurzaczami określonej marki. Autyzm bardzo często łączy się z nietypowym odbieraniem świata za pomocą zmysłów.

Osoby w spektrum autyzmu mogą odczuwać zwykłe bodźce jako mało intensywne (nie czuje uścisku dłoni) albo zbyt intensywne (uścisk dłoni czuje tak silnie jak poparzenie).

Oskar jest w spektrum autyzmu. W kościele w czasie mszy często było mu trudno. Aż do momentu, kiedy kilka lat temu zaczął służyć jako ministrant. – Ja sama nie zdecydowałabym się na ten krok, by Oskar został ministrantem. To prawda, że często siadaliśmy w pierwszej ławce, ponieważ wtedy Oskar był bardziej skupiony, spokojny. Czasami podchodzi do ministrantów. Aż któregoś dnia jeden z panów szafarzy wziął go do zakrystii i przebrał w komżę. Ja byłam przestraszona, nie byłam zwolenniczką tego pomysłu. Ale nawet kiedy powiedziałam, jaka jest sytuacja, pan nadal nie widział problemu. Także ksiądz proboszcz, gdy się dowiedział o tym, był absolutnie zwolennikiem tego pomysłu.

Powiedział, że on tutaj decyduje – i dlatego decyduje, że Oskar ma być ministrantem – mówi Ewelina, mama dwunastoletniego Oskara. Tak się złożyło, że niespodziewanie odkryto, że to bardzo dobry pomysł i sposób na to, by chłopak nie rozrabiał. – Oskar czuł, że ma zadanie. Dla niego jest to o tyle fajne, że ma schemat i wszystko po kolei jest takie, jakie powinno być. To mu odpowiada. Ale kiedy idziemy do innego kościoła i coś jest nieco inaczej, wtedy Oskar mówi: „nie, nie tam powinno być teraz to, a nie to”. Wie ile razy dzwoni się, w którym kościele dzwoni się dzwonkami, czy jest gong.

Kiedy jest jakaś zmiana on naprawdę zawsze to zauważa. To jednak sprawia, że jest zaangażowany i także ja mam możliwość głębszego przeżywania mszy świętej – mówi Ewelina. Oskar, zapytany o to, co robi przy ołtarzu, zawsze mówił, że podawał ampułki i dzwonił dzwonkami. – Mój syn, co ciekawe, w ogóle nie robi błędów jeśli chodzi o służbę przy ołtarzu. Oczywiście ja bym się dopatrywała czegoś, co nie jest idealnie, ale podejrzewam, że nikt inny nie zwraca na to uwagi – mówi Ewelina.

Ta historia pokazuje, że to, co w pewnych aspektach jest deficytem, może stać się potencjałem w innym przypadku. Warto mieć odwagę i spróbować włączyć w życie parafii, które na co dzień często są wykluczane. – Mamy to szczęście, że nigdy nie czuliśmy się bardzo wykluczeni. Otwarto przed nami możliwości, których ja sama nie widziałam – mówi mama Oskara.

Źródło: misyjne.pl