13 stycznia| Artykuły

Clickbait, czyli koniecznie musisz to przeczytać!!!

Żartowałem, wcale nie musisz : - ) To ja muszę zrobić wszystko byś kliknął w mój tekst. Nawet nie musisz go czytać. Wystarczy, że klikniesz, a nasz licznik już odhaczy to jako jedno wejście więcej. Wystarczy. Wejścia, lajki i suby - złoto XXI wieku.

Clickbait to zlepek dwóch angielskich słów – click czyli kliknięcie i bait czyli przynęta. Internetowe zjawisko polegające na przyciąganiu uwagi za pomocą chwytliwo-krzykliwo-emocjonalnych tytułów bądź miniaturek. Zwykle wyolbrzymiających faktyczną treść i jakość ukrywających się pod nimi treści.

Starość światowa

Świat się zmienia. Ale są na tym świecie rzeczy niezmienne. Serce człowieka to tych niezmiennych ścisła czołówka. Skłonne na przestrzeni tysiącleci wciąż do tak samo zachwycających aktów miłości i tak samo zniesmaczających aktów egoizmu. Maximus usłyszał w filmie, którego był głównym bohaterem te oto słowa: władzę ma ten, kogo kocha tłum. Niezmienne do bólu. Miłość tłumu to obok seksu i pieniędzy najbardziej uwodząca pokusa. Ulegają jej wszyscy. Politycy, kapłani, artyści, handlowcy, sportowcy, biznesmeni, budowlańcy, asceci, hedoniści i uwięzione w internetowym gettcie nastolatki. Clickbait to nowa nazwa czegoś, co jest stare jak świat.

FOMO

Obsesyjny lęk przed wypadnięciem z obiegu informacji. Przed pominięciem. Przed zapomnieniem i zmarginalizowaniem. To te natrętne myśli, że u sąsiada trawa jest zawsze bardziej zielona, a najlepiej jest tam, gdzie nas nie ma. To również narcystyczne uzależnienie od ilości wejść, lajków i pozytywnych komentarzy. Mechanizm clickbajtowości wykorzystujemy tak naprawdę w dwóch celach – dla kasy i dla dobrego samopoczucia. Fear OMissing Out dotyczy tego drugiego.

Dla kasy

Zwykle kasa wiąże się z dobrym samopoczuciem. Ale dobre samopoczucie nie zawsze musi wiązać się z kasą. Duża ilość odsłon i łapek w górę dla wielu z nas jest wystarczającą gratyfikacją za sieciową aktywność. Tak jest zwykle w przypadku zwykłych Kowalskich i Szewczyków, których internetowe podrygi mają charakter prywatnych, hobbystycznych i nie związanych z zawodową aktywnością wrzutek. Jednak clickbait i ruch jaki ma wywołać służy przede wszystkim robieniu pieniędzy i budowaniu marki. To najzwyklejsze w świecie zabieganie o klienta. Marketing. Reklama. Przynęta. Mówimy o konkretnych portalach, serwisach i o kanałach jutuberów, blogerów, vlogerów i innych erów, którzy z tego po prostu żyją. I to czasem całkiem nieźle.

Dużo tego

Internet wywrócił nasze życie do góry nogami. Łatwość, szybkość i relatywnie niskie koszta dostępu do nieograniczonej (prawie) ilości treści i informacji są szokujące. Pamiętam czasy, kiedy przegranie na kasetę magnetofonową jednej tylko płyty ulubionego zespołu graniczyło z cudem. Dla tych co nie wiedzą czym jest/była kaseta magnetofonowa podrzucam linka:


Ilość tego wszystkiego co już zdążył połknąć internet jest nie do ogarnięcia.

Minuta

Co minutę internauci przesyłają w sieci setki tysięcy gigabajtów danych, wrzucają tysiące nowych zdjęć, powstają setki nowych kont na Twitterze i kilka świeżych artykułów na Wikipedii. W ciągu minuty przybywa w sieci tysiące nowych użytkowników mobilnych, kilkadziesiąt godzin video na YouTube, a Spotify wzbogaca się o kilkadziesiąt nowych piosenek. Obecnie urządzeń w sieci jest już chyba dwa razy tyle co ludzi na Ziemi. O ile nie więcej. Obejrzenie wszystkich materiałów video, które internauci oglądają w ciągu sekundy, jednej osobie zajęłoby kilka lat (sic!) Dzisiaj do walki o klienta, by ten łaskawie zechciał zwrócić uwagę na konkretną propozycję używa się podwójnie wzmacnianych, tytanowych łokci reklamy, zasięgów, marketingu i finansowych środków. A i to czasem nie wystarczy. Clickbite ma sprawić, by internauta zatrzymał na nim oko i … kliknął. Tylko tyle. Aż tyle.

Dobry clickbite nie jest zły

Jest rzeczą absolutnie naturalną i zrozumiałą, że jeśli chcemy coś sprzedać, to musimy to za-reklamować. Wyjąć z szuflady i pokazać ludziom. Jak pisałem, idea clickbite’u jest stara jak świat. Jezus był clickbajtowcem. Używał barwnych, emocjonalnych przypowieści i spektakularnych cudów, by ludzie Go kliknęli. By Go kupili. By za Nim poszli. Clickbitem jest złota, efektowna monstrancja z niepozornym, białym opłatkiem w środku. Na banerach zapraszających na rekolekcje dzisiaj wrzuca się tylko clickbaitowe tytuły. Dla porównania. O tym samym wydarzeniu można napisać tak:

Wariant 1: Zapraszamy na nauki wielkopostne głoszone przez księdza rekolekcjonistę z Pcimia.

albo tak:

Wariant 2: Szukasz sensu życia? Przyjdź, pomożemy Ci go znaleźć!

Oba tytuły są zgodne z prawdą. Ale gdyby zastosować wariant 1, z frekwencją mogła by być kicha. Oczywiście wariant 2 kichy nie wyklucza, ale jednak daje szanse na mniejszą. Kichę w sensie.

Dobry trick czy nieuczciwa zagrywka?

Lady Gaga świetnie śpiewa. Ale gdyby chciała zrobić globalną karierę jedynie świetnie śpiewając, prawdopodobnie nie usłyszelibyśmy o niej dzisiaj. Świetnie śpiewających dziewczyn są tony. Gaga zrozumiała, że aby świat zwrócił na nią oczy musi się sclickbite’ować. Jej clickbitem stał się prowokacyjny wizerunek. Na tyle rzucający się w oczy, że świat to w końcu kliknął. No i zadziałało. Dzisiaj Lady Gaga jest wielką gwiazdą. Już nie musi aż tak świrować, by zaistnieć, bo istnieje. Wystarczy, że śpiewa. A robi to naprawdę znakomicie. To po prostu dobre, profesjonalne myślenie marketingowe. Pod clickbitem Lady Gagi krył się wartościowy produkt. Ale nie zawsze tak jest. Ktoś wymyśla najbardziej wykręcone clickbite’y, ktoś inny w nie klika i … rozczarowuje się okrutnie! Często bywa, że na dobrym clickbite to co dobre się kończy. Ale taka strategia ma krótkie nogi. Na szczęście. Clickbite’owa nieuczciwość szybko zostaje zdemaskowana, bo ludzie jednak swój rozum mają i nie znoszą, gdy ktoś bezczelnie kradnie im czas.

Clickbite. Przykłady

Dobry clickbite to taki, który jest zgodny z tematyką tekstu/filmiku, zachęca do jego przeczytania/obejrzenia i nie prze-reklamowuje go. Cechami wszystkich clickbite’ów jest rozbudzenie ciekawości i pragnień, intrygowanie, wpływ na emocje, czasem krzykliwość, nietypowość grafik. Te złe dodatkowo rozprzestrzeniają fake newsy, chaos i dezinformują.

Najczęstsze clickbait’owe tytuły: Musisz to zobaczyć! Sprawdź koniecznie! To niewiarygodne!

Nikt mu nie wierzył, dopóki nie zrobił tego! Po obejrzeniu tego filmu raz na zawsze zmienisz zdanie na temat … Jeśli zobaczysz ten film, już nigdy więcej nie…Zostań milionerem już dziś! Jak on to zrobił!? Jak to się stało!?  Itd.

Najpopularniejsze clickbait’owe wyrazy to: szybko, łatwo i za darmo.

Przykład złego clickbite’u? Proszę bardzo: Ksiądz ma nową dziewczynę!!! Żądni sensacji internauci klikają oczywiście będąc przekonanymi, że przeczytają o kolejnym pikantnym, kościółkowym skandalu. Tymczasem okazuje się, że chodzi o nową członkinię chóru parafialnego, 65 letnią panię Genowefę, którego to chóru ów ksiądz jest muzycznym kierownikiem. Nuuuda…

Eskalacja doznań

Problem clickbite’u dotyczy tak naprawdę szerszego problemu całej naszej cywilizacji. Jest pewna reguła, która ją bezlitośnie napędza. Reguła, która wyraża się w słowach WIĘCEJ, MOCNIEJ, SZYBCIEJ. Rozwój ma też swoją ciemną stronę. Chciwość. To co jarało nas wczoraj, dzisiaj już nie robi na nas żadnego wrażenia. Jako przedstawiciel klasy średniej myślałem zawsze, że milion dolarów całkowicie zaspokoi mój finansowy apetyt. Nic bardziej mylnego. Wiem, że gdybym jakimś cudem dostał przelew na 1 000 000 $, mój mental i moje serce zostałyby przeformatowane i już za chwilę zapragnąłbym kolejnego. Potem jeszcze kolejnego. I tak dalej. Chciwość to studnia bez dna. Z doznaniami jest podobnie. Kino wynajduje coraz bardziej bezkompromisowe metody, by zrobić na nas wrażenie. By przyciągnąć nas do kina. Przekraczane są kolejne granice estetyczne, moralne, techniczne, dźwiękowe i jakie tylko. Czy istnieje granica, której człowiek z szacunku dla pewnych spraw nie będzie śmiał przekroczyć? Obawiam się, że nie.

Koniec świata

Zjawisko clickbite’u świetnie wyraża stan w jakim dzisiaj tkwimy. Wszystkiego jest dużo. Za dużo. Cywilizacyjny postęp do pary z populacyjnym wzrostem (w 2100 ma nas być 11 miliardów!) robi swoje. Jesteśmy coraz doskonalsi, coraz więcej doskonałych rzeczy tworzymy ale i coraz trudniej w tym gąszczu z tą doskonałością zaistnieć. Więc kombinujemy jak to zrobić. Czasem jedziemy po bandzie. Czasem poza nią. Jesteśmy zdesperowanymi poławiaczami sukcesu. Świat jest przeładowany i przebodźcowany. Depresja, przemęczenie i permanentny stres w jakim tkwią miliony obywateli tego świata to sygnał, że coś jest nie halo. Wszystko wskazuje na to, że powielamy schemat każdej innej cywilizacji, która była przed naszą. Zmierzamy do samounicestwienia. Brzmi to groźnie, ale być może to jedyne sensowne i nieuniknione zarazem wyjście?

Dziękuję czytelniku, że kliknąłeś w mój artykuł. Ale w związku z tym co w nim napisałem, dzisiaj chyba lepiej nie klikać niż klikać…