29 stycznia| Artykuły

Metaverse, czyli fałszywka raju

Gdy jakiś czas temu zetknąłem się z tą koncepcją, nie miałem żadnych wątpliwości: to pomysł diabła. Ludzkość wciąż zbiera się po serii nokautujących ciosów jakie zadała jej internetowo - smartfonowa technologia. Metaverse dobije ją do reszty. Jeśli jeszcze nie słyszeliście czym jest Metaverse, które nadciąga jak śmiertelna zaraza z innej planety, poczytajcie.

Od początku

Nie ufam tej uśmiechniętej, nastoletniej twarzyczce, która patrząc na mnie z ekranu laptopa puszcza mi taki komunikat:

Świat, w którym żyjesz wcale nie jest taki fajny. Dam ci lepszy!

Gdzieś to już słyszałem. Gdy Mark Zuckerberg ogłosił, że jego potęga zmienia nazwę, w cyber-getcie zawrzało. To tak jakby Coca-cola ogłosiła, że odtąd już nie będzie Coca-cola ale, dajmy na to, Pusch and fresch. Nie zmienia nazwy najpopularniejsza platforma społeczna FaceBook. Ani WhatsUp, Instagram czy Oculus. Zmienia się nazwa całego konglomeratu. Zuckerberg przechrzcił swoje dziecko na … Meta. Why???

Logo

Logiem tej nowej, wciąż tworzącej się rzeczywistości jest symbol nieskończoności. Co nam to mówi? Pozostając w sferze domysłów i jakiejś prywatnej intuicji strzelam: Zuckerberg chce zostać nowym bogiem. Twórcą jakiejś odmiany raju, do którego zapewne bardzo będzie nas zapraszał, bo (jak się domyślam) będzie tam mieszkań wiele. Nieskończoność to, zaraz po miłości, główny atrybut Boga. Logo Mety może zdradzać aspiracje jego ojców. Nie musi. Ale może.

Więcej, więcej, więcej…

Zabawki szybko się nudzą. Coraz szybciej. Stymulowanie rosnącego apetytu jest podstawową strategią w konsumpcyjnym świecie. Pamiętam czasy, kiedy czarnobiały, lampowy telewizor marki Neptun i dwa kanały zaspakajał wszystkie rozrywkowo – kulturalne potrzeby lokatorów blokowych mieszkań. Potem przyszedł kolorowy, ruski Elektron i pozamiatał. Wtedy koncepcja internetu była równie odrealniona co Millenium Falcon z Gwiezdnych Wojen. A jednak. Wystarczyło 30 lat, by każdy dzieciak z własnym smartfonem zanurzał się godzinami w bezkresnym oceanie bajtów. Czy to też może się znudzić? Jak najbardziej.

Postęp geometryczny

Kreatorzy naszej cybernetycznej rzeczywistości dwoją się i troją, by:

a. generować nowe apetyty

b. zaspakajać je

Ale mimo tego dwojenia się i trojenia, dzisiaj mówi się już, że internet to płaskie, jednowymiarowe doznanie! Służy nam do tak mało (już) ekscytujących czynności jak sprawdzanie poczty e-mail, surfowanie, obsługa serwisów społecznościowych, oglądanie video, streaming, korzystanie z aplikacji i serwisów e-commerce, gadanie w pracy i w domu przez komunikatory. Nawet ci, którzy tworzą te wszystkie cuda nie są w stanie doświadczyć internetu takiego, jakim mógłby być w przyszłości. Takiego, do którego po prostu będzie można wskoczyć i zapomnieć o całym Bożym świecie.   

Zbitka

Metaverse to zbitka dwóch słów: meta (poza) i universum (świat). Czyli … poza światem. Najwyraźniej nim skolonizujemy Marsa i przeniesiemy tam część życia planety Ziemia (a może całe jak coś pierdyknie?) najpierw skolonizujemy zupełnie inny świat poza światem. O wpływie technologii cyfrowej na rzeczywistość wiemy już na tyle, że nie trzeba być prorokiem, by domyślić się jakie spustoszenie przyniesie era Metaverse. Bzdury z cyklu: to uczyni nasze życie łatwiejszym, przyjemniejszym, pełniejszym już nawet dzieci przestają łykać. Zwłaszcza te, które wylądowały w ośrodkach dla uzależnionych od internetu.

Kosiarz umysłów i inni

To jedna z profetycznych wizji filmowych z początku lat 90-tych. Umysłowo niedorozwinięty ogrodnik staje się królikiem doświadczalnym naukowca – informatyka, doktora Lawrenca Angelo. No i tam mamy te okulary podłączone do komputera. W końcu przygłupawy kosiarz trawników jest przez wirtualną rzeczywistość wessany na dobre i zaczyna się jazda bez trzymanki. Neal Stephenson w swojej Śnieżycy jest prorokiem jeszcze bardziej precyzyjnym. Tam mamy wizję świata zmasakrowanego przez krwiopijcze korporacje. Brzmi znajomo? Najsprytniejsi w tej stephensonowskiej wizji potrafią przed tym światem uciec. Do świata innego. Równoległego. Do wirtualnej rzeczywistości zwanej … metaverse (sic!) Zalogowani w niej użytkownicy za pomocą swoich awatarów prowadzą swoje drugie życie. Mają swoje domy, środowiska, spotkania marzenia, problemy…

Matrix i inni

Dziesięć lat później na Ziemię przybył Matrix, który zawładnął wyobraźnią milionów. Były głosy, że wszyscy (nie wiedząc o tym), jesteśmy zanurzeni w jednym, wielkim Matrixie. Że życie, które toczymy jest jakimś zbiorowym złudzeniem, jakąś wirtualną fikcją. No i Black Mirror. Ci, którzy tropią we współczesnej kulturze głosy przestrogi przed wpływem nowoczesnych technologii na nasze życie, doskonale wiedzą o czym piszę. Świat przyspieszył niebywale. Na ziszczenie się futurystycznych wizji Juliusza Verne trzeba było czekać 100 lat. Dzisiaj na to samo czeka się dziesięć razy krócej. Oglądałem Black Mirror z przerażeniem. Zwłaszcza ten jeden odcinek. Ten ze śliną i wirtualnym światem równoległym. Horror. Ale nie przypuszczałem, że to się może zacząć spełniać tak szybko…

Okulary i co dalej?

Tak, wystarczą specjalne gogle i samartfon. I możesz się wylogować z tego świata, a zalogować w innym. Dla przypomnienia – nie snuje tutaj futurystycznych wizji SF. To się dzieje naprawdę. Po tym akapitem wrzucam trailer Metaverse w roli głównej z samym jego ojcem. To co tam jest gadane i pokazywane to dobra strona tej rzeczywistości. Tak zwana. Ale już to wystarczy, by się zacząć bać. Lenin komunizm też reklamował jako raj na ziemi.

https://www.youtube.com/watch?v=gElfIo6uw4g

No dobra, zakładamy gogle, logujemy się i ….

… i jesteśmy w świecie, w którym nie musimy być tym kim jesteśmy. Możemy być tym, kim chcemy być. Można zapomnieć o nadwadze, nieurodziwości czy starzeniu się. Zmianę wszystkiego – od ubioru,  po dom czy znajomych mamy na pstryknięcie. Ale uwaga …

Pierwszy kruczek – kasa

Wielcy tego świata zarobili już prawie wszystkie pieniądze jakie na tym świecie dało się zarobić. Więc tworzy się drugi, w którym będą zarabiać od nowa. Trochę tak jak w grach sieciowych, gdzie za pewne sprawności czy narzędzia po prostu się płaci. Zgadza się, Metaverse jest jak komputerowa gra. Ale tutaj wszystko będzie bardziej, mocniej, realniej. To do Metaverse zaczniemy przenosić swoje marzenia i potrzeby, których w realu nie jesteśmy w stanie spełnić. Tutaj zaczniemy skutecznie dbać o wygląd, robić kariery i spełniać się tak, jak chcemy. Teoretycznie.

Drugi kruczek – pato

Jak w komputerowej grze, tak tutaj będziemy mogli robić dym. Oczywiście zakładam, że świat Metaverse będzie miał swoje reguły. A jakże. Ten w realu też ma. I co z tego? Nie ma takiej, która na potęgę nie jest łamana. Prawdopodobnie w Metaverse pokusy i możliwości ich zaspakajania będą większe niż można to sobie wyobrazić. Z diabelską łatwością będziemy mogli prowadzić żywot przestępców, oszustów, gnojków pospolitych czy wyuzdanych erotomanów. Myślę, że twórcy aplikacji, programów i wirusów już zacierają łapy. Przesadzam? Nie sądzę.

Trzeci kruczek – odrealnienie

Metaverse, jeśli wizje Zuckerberga ziszczą się, spustoszy całe pokolenia. Ich psychikę, ciało, kondycję społeczną, moralność. Wszystko to co i tak już jest nadwyrężone do granic. Metaverse uderzy w prawdę. Prawdziwe życie, pełne wyzwań, ograniczeń, cierpienia i niespełnionych marzeń wyląduje na śmietniku egzystencji. W realu będziemy tylko jeść, spać i korzystać z toalety. Reszta przeniesie się do wirtualnego raju.

Promyk nadziei

Jeden z wczesnych inwestorów Facebooka, Roger McNamee powiedział: Facebook funduje nam dystopiczną wersję świata dzięki swojemu metaversowi To bardzo zły pomysł i na pewno nie powinniśmy spokojnie siedzieć i patrzeć, jak „to” staje się codziennością. Myślę, że takich głosów jest wiele. A ja za swej strony mam osobiste słowo do Pana Marka Zuckerberga:

Życzę Panu, by Pana pomysł okazał się kompletnym niewypałem. Dla dobra Pana, Pańskich dzieci, wnuków, prawnuków itd. Ma Pan już tyle pieniędzy, że Pan, Pana rodzina i wiele kolejnych jej pokoleń może sobie w dobrobycie prowadzić spokojne, szczęśliwe życie. Więc dlaczego chce Pan za wszelką cenę jeszcze bardziej psuć i tak już bardzo zepsuty świat? Tak sobie patrzę na Pańską zajawkę Metaverse na YT i widzę, że ma jedynie 4 miliony odsłon. Może jest to jakiś zwiastun błogosławionego niewypału? Oby.

Adam Szewczyk

Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: