Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 26. Triathlon po Jugosławii
Rekordowy dystans, kolejne wywrotki i odwiedziny policji na koniec dnia.
Ciepło dzisiejszego poranka sprawia, że budzimy się wypoczęci, mimo bólu i niedogodności spowodowanych wczorajszą nieszczęsną wywrotką. Poranne obowiązki idą nam sprawnie. Ci, co wstali wraz z pierwszymi okrzykami budzików, są gotowi do odjazdu już 15 minut przed czasem.
Dzielimy się na dwie grupy. Obchodzący urodziny wiosną lub latem jadą w pierwszej. W drugiej – solenizanci jesienni i zimowi. Modlimy się i wyjeżdżamy.
Trasa jest przyjemna, kilometry biegną nam szybko, a my się coraz bardziej rozgrzewamy przed tym, co ma się wydarzyć dzisiejszego dnia. Ci, co chociaż raz jechali w dużej grupie rowerzystów, mają świadomość, że chwila nieuwagi lub zbyt duża ilość zdarzeń na drodze sprawia, że można stracić panowanie nad kierownicą. Ale cóż – nawet najlepszym się zdarza. Tyle samo sekund, ile doszło do małej kraksy, potrzebujemy na to, by się pozbierać. Jesteśmy gotowi kontynuować drogę.
Naszą uwagę przykuwają liczne samochody wojskowe. Mijamy je na dystansie całego dzisiejszego dnia. W Serbii, w której jesteśmy, jest sporo obiektów militarnych.
Drogi, po których jedziemy, są szczególnie ruchliwe. Samochody usiłują być jak jedne z elementów naszych rowerów. Wyprzedzają nas „na zębatkę”. Wykorzystują każdą wolną przestrzeń, aby upłynnić swoją podróż. Musimy być bardziej czujni i gotowi na reakcję, jednak możemy czuć się bezpiecznie. Zarówno kierowcy zza kółek, jak i przebywająca przy drogach ludność są do nas pozytywnie nastawieni. Wymieniamy się licznymi pozdrowieniami.
Na jednej z przerw podchodzi do nas pewien pan. Po chwili rozmowy podarowuje nam pamiątkę z wyprawy – kolekcjonerski banknot pochodzący z dawnej Jugosławii.
Przejeżdżamy przez rzekę Dunaj i kilka innych, mniejszych rzek. Oprócz nich krajobraz jest dosyć prosty – i to dosłownie. Tereny, przez które przejeżdżamy, są na tyle płaskie, że osiągamy największą średnią prędkość. Takie okoliczności sprawiają, że jazda jest dość monotonna, choć wciąż ciekawa. A to dlaczego? Bo jesteśmy my. My jesteśmy ciekawi. Ciągle ze sobą rozmawiamy i dzięki temu nawzajem się ubogacamy.
Dłuższa przerwa w ciągu dnia pochłania również przerwę zakupową, co wiąże się z tym, że mamy mniej czasu na odpoczynek. Ale nie czas na niego – jedzie się nam znakomicie. Wykorzystujemy sprzyjające warunki i pokonujemy kolejne długie dystanse.
Droga nie zawsze jest prosta. Czasem bywa trudna lub… kręta. Na szczęście dzisiaj jest tylko kręta. Przy jednym z manewrów nie wyrabiamy się i dochodzi do kolejnej wywrotki. Mili ludzie oferują nam pomoc i dają zimną wodę w ramach wsparcia. To miłe – dziękujemy!
Nocleg, za zgodą właściciela boiska, organizujemy na kibicowskich trybunach. Nasza kąpiel to istne szaleństwo – lepszego miejsca nie mogliśmy znaleźć. Z klimatycznego molo wskakujemy do rzeki, w której przy okazji Bartek K. i Wojtek urządzają wyścigi. Kto jeszcze po przejechaniu dystansu 218 km jest w stanie płynąć, wkładając w to wszystkie swoje siły? Z pewnością Niniwici. A ty?
Dokładając do tego szybki bieg do kółka na kolację, wychodzi na to, że dzisiejszego dnia zrobiliśmy coś więcej niż triathlon.
Kolacja to cudowny czas. Odpoczywamy, żartujemy, gotujemy na swoich palnikach turystycznych, gdy niespodziewanie… nadjeżdża wóz policyjny. Okazuje się, że właściciel pobliskiej kawiarni zaniepokoił się naszą obecnością na jego parkingu i postanowił wezwać służby.
Na szczęście nie ma jednak żadnego problemu. Nie robimy nic nielegalnego – możemy spokojnie kontynuować nasze posiłki i szykować się do snu. Dla formalności zostajemy jedynie wylegitymowani. Policjanci kibicują nam i gratulują naszych osiągnięć.
W dalszej części rozmów dochodzimy do wniosku, iż Krystian to taki nasz filozof. Mimo tego, że chodzi ubrany w karimatę i czasem mocno ponosi go pasja ciągłych rozważań na temat życia, lubimy go słuchać. Dzisiejszego wieczoru otrzymuje od nas przydomek Karimates z Mlekoi.
Cecylia Wielgus
Bilans dnia:
- dystans: 214 km
- czas jazdy: 8 h 15 m
- suma przewyższeń: 485 m
- średnia prędkość: 26,0 km/h
Dystans całkowity: 3519 km
Nocleg: Novi Beczej, Serbia










