Kosmiczny kurczak, czyli jak Chińczycy upiekli historię
Chińska stacja kosmiczna Tiangong ma teraz coś, czego nie miała żadna inna stacja wcześniej – zapach pieczonego kurczaka unoszący się w mikrograwitacji. Astronauci z misji Shenzhou-21 właśnie dokonali kulinarnego przełomu: po raz pierwszy w historii upiekli w kosmosie prawdziwe danie – marynowane skrzydełka kurczaka. Brzmi jak science fiction? A jednak pachnie całkiem domowo.
Nowoczesny piekarnik powietrzny, który trafił na orbitę wraz z załogą, to małe technologiczne cudo. Nie przypomina tradycyjnego sprzętu kuchennego – raczej coś pomiędzy przenośną suszarką a laboratorium chemicznym.
Urządzenie potrafi rozgrzać się do 190°C, a dzięki szczelnemu systemowi filtracji powietrza żaden tłusty opar nie ma szans wydostać się na zewnątrz. Efekt? Chrupiąca skórka, reakcje Maillarda w pełnej krasie i żadnych unoszących się w kabinie drobinek kurczaka.
Historia nie z tej ziemi: kosmiczny pomidor odnaleziony po ośmiu miesiącach
Dla porównania – na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) wciąż królują liofilizaty, czyli jedzenie, które trzeba zalać wodą i udawać, że smakuje jak „prawdziwy posiłek”. Tam nawet chleb został zastąpiony tortillą, żeby nie kruszył się w stanie nieważkości.
Na Tiangong natomiast menu zaczyna przypominać kartę z restauracji: oprócz kurczaka załoga zaserwowała sobie także kawałki wołowiny, a docelowo w kosmicznej kuchni można będzie przygotować ponad 190 potraw.
Oczywiście, nie jest to „mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości” – raczej duży krok dla kosmicznej gastronomii.
Jednak jeśli planujemy dłuższe misje, może nawet na Marsa, to umiejętność zrobienia porządnego obiadu będzie równie ważna jak znajomość astrofizyki. Bo jak tu ratować cywilizację na pusty żołądek?









