29 listopada| Muzyczne Laboratorium

Czy muzyka może nawrócić?

Zastanowimy się dzisiaj czy sam charakter muzyki z automatu niesie ze sobą takie a nie inne konsekwencje dla naszego ducha. Czy każda ostra muzyka jest z piekła rodem? Czy każda spokojna i delikatna kieruje ku niebu?

Pytanie może nie najwłaściwiej postawione. Lepiej było by tak: czy Bóg może przez muzykę nawrócić? No może. Tylko czy przez każdą? I tu otwiera się szerokie pole do dzisiejszej refleksji. Mało która rzeczywistość budzi tak skrajne emocje jak muzyka w kontekście naszej duchowej kondycji. Spektrum jest szerokie – od świętej Cecylii do Luxtorpedy.

Co na to Platon?

Ten wielki filozof starożytności szybko zorientował się, że muzyka to nie tylko przyjemność. To również realny wpływ na charakter jednostki i społeczeństwa. I że muzyka powinna być zgodna z powszechnie obowiązującym kanonem piękna, porządku i etycznych norm.

Dochodzi Platon do wniosku, że gdyby prawo państwowe zmieniało się tak jak zmieniają się trendy muzyczne, mogłoby to prowadzić do destabilizacji społeczeństwa i naruszenia podstawowych wartości, takich jak wolność, równość i sprawiedliwość.

Można się oczywiście teraz zastanawiać nad tym jaką konkretnie muzykę Platon uznawał za prowadzącą do chaosu. Wtedy rocka raczej nie było. No, ale gdyby stary filozof mógł jakimś cudem zajrzeć w dzisiejsze czasy pewnie dostałby zawału. I na poparcie swojej tezy wskazałby przypadek Johna McColluma, który słuchając piosenki Ozzy’ego Osbourn’ea wyskoczył przez okno.

Muzyka sakralna czy sakramentalna?

Tych, którzy uważają, że muzyka sakralna ma moc nawracania i kierowania ku Bogu, jest sporo. Może to zabrzmi jak mała kontrowersja, ale są tacy którzy znaczenie liturgicznej muzyki próbują zestawiać z wagą Bożego Słowa. I wychodzi na to, że liturgiczna muzyka ma zbawcze moce.

Celem muzyki sakralnej jest chwała Boża i uświęcenie wiernych. Dbanie o poziom muzyki sakralnej, o jej piękno zawsze powinno mieć na celu ożywianie i wyrażanie wiary, prowadzenie KU BOGU. Nie zapominajmy, że muzyka sakralna nie jest dodatkiem do liturgii, nie jest oprawą liturgii, ale SAMA JEST LITURGIĄ! W takim ujęciu muzyka sakralna może nawrócić człowieka!

Kanadyjska neurobiolożka: muzyka sakralna jest dobra zarówno dla mózgu, jak i dla duszy

Znaki

No dobra, a co z tymi (też jest ich sporo), których tradycyjna muzyka liturgiczna akurat nie prowadzi do ożywienia wiary? A raczej do drzwi wyjściowych z Kościoła? Piszę Kościoła z dużej litery, bo nie chodzi tylko o sam budynek. Chodzi o to, że młodzi ludzie odchodzą od Kościoła jako wspólnoty wiernych idących za Jezusem. Dlaczego tak się dzieje? Z wielu powodów. Jednym z nich jest z pewnością brak znaków, z którymi ci młodzi mogliby się identyfikować. Które mogły by ich pociągnąć. Które sprawiły by, że poczują się w Kościele/kościele jak u siebie. Muzyka bez wątpienia jest tutaj jednym ze znaków najistotniejszych.

Chorał gregoriański powraca we Francji i prowadzi do odkrycia wiary

Czy słuchanie rocka to grzech?

Odpowiedź jest krótka – NIE. Nie ma takiego gatunku, z którego słuchania trzeba by było się spowiadać. Pytanie drugie – czy jest muzyka, której słuchanie szkodzi? Odpowiedź też jest prosta – TAK. To trochę jak z jedzeniem. Obiad w McDonaldzie to nie grzech. Choć zdrowiu nie służy. Szkodliwość muzyki może być przeróżna. Słuchanie muzyki bardzo słabej jakości nie służy budowaniu naszej wrażliwości na piękno. Słuchanie muzyki zbyt głośnej jest zagrożeniem dla aparatu słuchu. A słuchanie muzyki tworzonej przez ludzi, którzy mają wywalone na nasze świętości? Albo po prostu wojują z nimi? No właśnie…

Diabeł w szczegółach tkwi

Bądźmy szczerzy. Skoro diabeł istnieje i rzeczywiście chce uwodzić nasze duszyczki, by wtrącać je do swoich piekielnych apartamentów, to muzyka jest narzędziem do takiego uwodzenia niemal doskonałym. No i to narzędzie jest przez niego z pewnością wykorzystywane. Skutecznie. Tylko rozeznać tutaj granice jest zadaniem arcytrudnym. Z jednej strony są tacy, którzy diabła widzą dosłownie wszędzie. Nawet u Michaela Jacksona. Z drugiej można nigdzie nie widzieć żadnego problemu, tak jak Pani Ewelina:

Nie wiem jak muzyka może być zła. To jedyna dziedzina, która nie ma granic. Muzyka daje wolność i w zależności co nam w duszy gra tego słuchamy, więc ja się nie ograniczam i nie obchodzą mnie bzdury związane z zagrożeniami duchowymi . Największym zagrożeniem jest kościół.

Koniec cytatu.

Co na to Biblia?

Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła. (1 Tes 5, 22)

Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. (Łk 10, 19)

No i bądź tu mądry…

Ciekawostka

Jeden z najsłynniejszych domniemanych przekazów satanistycznych ma być zakodowany w piosence zespołu Led Zeppelin Stairway to Heaven. Jak? Ta technika nazywa się backwards. Czyli? Słuchasz numeru i leci normalny, nie budzący podejrzeń tekst. Ale gdy ten sam fragment puścisz od tyłu słyszysz zupełnie inny tekst. I przekaz. Chodzi o ten fragment piosenki:

’If there’s a bustle in your hedgerow, don’t be alarmed now, it’s just a spring clean for the May queen. Yes there are two paths you can go by, but in the long run there’s still time to change the road you’re on.

A puszczony od tyłu brzmi tak:

’Oh here’s to my sweet Satan. The one whose little path would make me sad, whose power is satan. He’ll give those with him 666, there was a little toolshed where he made us suffer, sad Satan.

No i teraz pytanie: czy to zwykły przypadek i naciągana interpretacja? Czy może rzeczywiście w nagrywaniu tej piosenki palce maczały moce ciemności? Nie mam pojęcia. A wy jak myślicie?

Czy kultowe „Schody do Nieba” to piosenka satanistyczna? O zagrożeniach duchowych w muzyce słów kilka

Nawróceni metalowcy

Czy słuchając ostrego rocka można się nawrócić? Tego nie wiem. Ale wiem, że Bóg byłby w stanie to zrobić i pewnie to robi. Natomiast świat znak kilka nawróceń ludzi, którzy tkwili w epicentrum metalowego szaleństwa. Oto kilka przykładów.

Dan Spitz

Był gitarzystą w jednym z przełomowych zespołów thrash metalu, Anthrax. Nagle, w połowie lat 90. stracił zainteresowanie muzyką. Po prostu straciłem miłość do grania tego rodzaju muzyki – powiedział serwisowi BeliefNet.com. Stał się żydem mesjanistycznym i przyjął Jezusa jako swego Zbawiciela.

Nicko McBrain

Uważany za jednego z najwybitniejszych perkusistów heavy metalowych wszech czasów. Gra w zespole Iron Maiden. McBrain oddał swoje życie Chrystusowi w 1999 w trakcie duchowego doświadczeniem, które miało miejsce  gdy zwiedzał kościół. Gra także w zespole kościelnym w jego kościele na Florydzie. Wierzy, że jego pozornie absurdalny styl życia jest częścią planu Pańskiego. McBrain dał swoje świadectwo przed fanami zespołu i nawołuje, by oddali swoje życie Jezusowi.

Dave Mustaine

Pierwszy gitarzysta Metalliki, a później lider Megadeth. Uznaje się go za jednego z najwybitniejszych gitarzystów metalowych. Walczył z uzależnieniem alkoholowym. Zajmował się okultyzmem. Nawrócił się na początku 2000 roku, w wyniku mocnej refleksji nad swoim życiem. Jak powiedział w wywiadzie: Patrząc na krzyż, powiedziałem kilka prostych słów: Co mam do stracenia? Potem całe moje życie się zmieniło. To było trudne, ale nie zamieniłbym tego doświadczenia za nic. Idę przez życie wierząc, że Bóg istnieje.

Brian „Head” Welch

Były gitarzysta i współzałożyciel nu-metalowej grupy Korn. Sława i fortuna nie były wystarczające dla Welcha, który popadł w uzależnienie od alkoholu, amfetaminy i pigułek nasennych. W 2005 roku Welch znalazł Boga. Został ochrzczony w Jordanie w marcu tego samego roku. Oblekłem się w pełną zbroję Boga: poprzedniego dnia byłem z pustką w sercu, a następnego otrzymałem objawienie Chrystusa i wszystko się zmieniło!

Alice Cooper

Ikona okultystycznego metalu. Podczas jednego z koncertów odczuł osobowo zło. Przeraził się. Cooper przyznaje, że początkowo nawrócenie było głównie ze strachu, powiedział sobie: nie chcę iść do piekła”. Twierdzi, że modlitwa potwierdziła jego decyzję. Dzisiaj apeluje: Módlcie się. To jest naprawdę proste, aby skupić się na Chrystusie! O Marylin Mansonie mówi: Rozmawiam z nim i nie wstydzę się tego, bo jestem jedyną chyba osobą, którą wysłucha, kiedy mówię mu o Jezusie!

Która muzyka prowadzi do Boga?

Każda, której twórca ma Boga w sercu. Biblia mówi, że Bóg może być obecny zarówno w delikatnym powiewie wiatru, jaki i w trzaskającej piorunami burzy. W głośnych śpiewach, pląsach i bębnieniach, jak i w ciszy. W poezji śpiewanej i w metalowym łojeniu.

Bóg stwarza nas różnymi. Dlatego do każdego z nas przemawia różnym językiem. Mówi zawsze to samo, ale różnym językiem. I to jest istota tej refleksji. Musimy umieć oddzielać formę od treści. Bo mam wrażenie, że czasem ryzykuje się poświęcenie treści dla zachowania formy. Zakończę cytatem z kardynała Ratzingera.

Jest to najwyższa posługa muzyki, dzięki której nie zaprzecza ona swej artystycznej wielkości, lecz dopiero ją w pełni znajduje: odsłania zasypaną drogę do serca, do centrum naszego istnienia, tam, gdzie styka się ono z istnieniem Stwórcy i Zbawiciela. Gdziekolwiek to się udaje, muzyka staje się drogą prowadzącą do Jezusa; drogą, na której Bóg ukazuje swoje zbawienie.

No właśnie, gdziekolwiek to się udaje. Jeżeli czadowy kawałek z rzężącą gitarą będzie dla kogoś jednym ze schodów do nieba, to dlaczego nie?

Adam Szewczyk

Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: