Jasiek Piwowarczyk wygrywa The Voice of Poland, czyli (prawie) cała prawda o programach typu talent show.
Jeszcze jakiś czas temu prawie nikt nie wiedział, kto to jest. Dzisiaj wiedzą prawie wszyscy. Jasiek Piwowarczyk to zwycięzca 16. edycji The Voice of Poland. I to zwycięzca brawurowy, powiedziałbym. Przed napisaniem tego tekstu odpaliłem sobie w jego wykonaniu Bohemian Rhapsody. I odpadłem.
Poznajmy bliżej tego jak się okazuje Ancymona i zajrzyjmy za kulisy programów The Voice of Polandopodobnych. Spróbujmy zajrzeć za takie kulisy, za które ich twórcy woleliby abyśmy nie zaglądali.
Jasiek
Zastanawiacie się czemu Jasiek, a nie Jan? Chłopak – jakby nie było – ma już 27 lat. Okazuje się, że sam siebie tak zowie. No i ten baby face… Poza tym Janów Piwowarczyków odnotowanych przez historię jest już co najmniej dwóch – ksiądz z Brzeźnicy i harcerz z Łowicza. Więc z tym Jaśkiem to świetny pomysł. A Wikipedia zaspała jak zaskoczeni przez zimę polscy drogowcy! Halo, halo – czemu jeszcze nie ma wikistrony o tej nowej, wschodzącej gwieździe polskiego śpiewania?! Czekać nie będę. Czerpię z zasobów voice’owych:
Ukończył II stopień szkoły muzycznej w klasie wokalu w Krakowie, a następnie kształcił się w Szkole Musicalowej Macieja Pawłowskiego i na wokalistyce jazzowej na Akademii Muzycznej w Katowicach. Występował m.in. w Operze Krakowskiej i Teatrze Słowackiego. Obecnie gra w dwóch zespołach: The Ancimons i Hulajdusza, łączących jazz, funk, folk i rock. Udział w „The Voice of Poland” to dla niego spełnienie marzenia, ale też szansa na rozwój i nowe muzyczne inspiracje.
To wszystko?
Zwykle, gdy chcę poznać kościelny status osoby publicznej, wpisuję w wyszukiwarce Jan Kowalski wiara i wszystko wiem. A tu nie wiem. Dziwne? Dla mnie trochę tak, bo ja wiem. I wiele osób w tym kraju też wie, że Jasiek Piwowarczyk aktywnie udziela się w uwielbieniowych klimatach. Ostatnio w Strefie Chwały. Tak, zwycięzca The Voice of Poland nr 16 wystąpił w ramach tej formacji na jednym z koncertów podczas Festiwalu Życia 2025! Tutaj sprzed roku.
A tutaj takie zupełnie indywidualne, konkretne i publiczne wyznanie. Czego, zapytacie? No, chyba wiary.
Zakładam zatem, iż rzeczywistość transcendentna zajmuje w życiu Jaśka ważne miejsce. Tym bardziej dziwi, że w sieci o tym trochę jakby cicho sza.
Ushuaia
Miasto w Argentynie, o którym mówi się, że jest końcem świata. Pierwszy po voice’owy singiel Jaśka też tak się nazywa. I to nie jest przypadkowa zbieżność, tylko świadome nawiązanie artysty.
A tu Ushuaia by Piwowarczyk
Jasiek przechodzi na ciemną stronę mocy?
Po dostaniu się w sieciowy krwioobieg tej piosenki rozpętała się mała (wiadomo co) burza. Kto ją rozpętał? Czujni tropiciele czystości wiary. Posypały się niczym inkwizycyjne wyroki komentarze pod Ushuaią Piwowarczyka.
Autorski singiel „Ushuaia”, który Jasiek zaśpiewał w programie, a który w refrenie miał tekst: „Nie mam w sobie miłości”, jest dla mnie totalnym zaprzeczeniem nadziei i całej wiary chrześcijańskiej. Słuchając tego utworu, miałem wręcz wrażenie, że to utwór dający świadectwo: „Przeszedłem na ciemną stronę mocy”.
(…)
Ale może taka jest cena, aby wygrać ten program w Polsce? Zaśpiewanie pieśni uwielbiającej Boga pogrążyłoby jego szanse na zwycięstwo? (…) Módlmy się zatem, aby Jasiek takich czarnych singli już więcej nie śpiewał i miał odwagę dawać świadectwo swojej wiary! Jasiek, bądź zawsze po tej jasnej stronie mocy, nie daj się ściągnąć z bożej drogi.
(…)
tekst utworu jest jak najokropniejsze przekleństwo samego siebie, jak demoniczne potępienie, jak jakieś okultystyczne zaklęcie.
Czytam tekst osobiście:
Skończy się świat, nas nie ma
Bo nie mam w sobie miłości
Nie mam dla siebie miłości
I skończy się świat, kamień z serca
Bo nie mam w sobie miłości
Nie mam dla siebie miłości
Co czytam? Ano to, że świat bez miłości i pełen kamiennych serc jest światem skończonym. Wy też tak to czytacie?
A jak czyta to Jasiek?
Tytuł „Ushuaia” nawiązuje do miasta na końcu świata, w Argentynie, w Ziemi Ognistej. Ten utwór jest o tym, że jak się nie kocha innych ludzi, nie kocha się samego siebie, to jest koniec świata – powiedział w audycji „Folder ulubione” w radiowej Jedynce Jan Piwowarczyk.
Dla mnie temat jest zamknięty. Osobiście piosenką zachwycony nie jestem, ale doszukiwanie się w niej podpisu na cyrografie pachnie obsesją.
Co z tymi talent showami?
To będą informacje z pierwszej ręki. Znam osobiście dziewczynę, która otarła się o finał The Voice of Poland. Pomyślałem, że zadzwonię pogadać o tym z kimś, kto za kulisami tego czegoś spędził kawałek swojego życia.
Dzwonię.
Komu służą takie programy?
Tutaj nie ma żadnej tajemnicy. Przede wszystkim ich producentom. To oni są tutaj głównymi beneficjentami i to zarabiane na tym miliony są istotą przedsięwzięcia. Po drugie takie programy służą ich prowadzącym. W przypadku VoP – trenerom. To dla nich dobrze płatna praca i nieoceniona maszyna do podbijania poziomu celebryzmu. A jak wiadomo, ani kasy ani popularności nigdy za dużo.
No i w końcu takie programy (w założeniu) mają służyć tym, którzy w nich biorą udział. Pomóc w promocji, karierze, rozwoju. Są tacy, którzy rzeczywiście wykorzystują tą szansę. Typu Zalewski albo Podsiadło. Ale większość, zdecydowana większość uczestników czuje się tam (zwłaszcza po zakończeniu edycji) jak mięso armatnie służące machinie produkcyjnej i jej gwiazdom.
Czy to są polskie patenty? Nie.
The Voice of Poland to emitowany na antenie TVP2 od 3 września 2011, oparty na międzynarodowym formacie The Voice stworzonym przez Johna de Mola, który zapoczątkowany został w Holandii.
Mam talent! jest oparty na brytyjskim formacie Got Talent
Idol to emitowany od 5 kwietnia 2002 do 18 czerwca 2005 i od 15 lutego do 17 maja 2017 w telewizji Polsat program na licencji brytyjskiej sieci ITV.
X Factor powstał w Wielkiej Brytanii. Jego ojcem jest Simon Cowell i jego firma Syco Entertainment.
Top Model program emitowany przez TVN od 8 września 2010, oparty na amerykańskim formacie America’s Next Top Model. Do 2013 udział w nim brały tylko kobiety, od 2014 udział mogą brać również mężczyźni.
You Can Dance jest oparty na amerykańskim formacie So You Think You Can Dance.
Twoja twarz brzmi znajomo, program oparty na hiszpańskim formacie Your Face Sounds Familiar emitowany od 2014 roku na antenie telewizji Polsat.
MasterChef, kulinarny program telewizyjny typu reality show oparty na brytyjskim formacie o tej samej nazwie emitowany od 2012 roku na antenie TVN
Czy Polacy mają coś swojego? Tak. Szansa na sukces.
Biblia formatu
Kiedy jakaś polska stacja TV wykupuje prawa do produkowania takiego czy innego talent show, dostaje coś takiego co nazywa się „biblią formatu”. Tajny, obszerny dokument zawierający dokładną instrukcję obsługi. Zestaw zasad, reguł, sztuczek i patentów, których ścisłe stosowanie daje nam gwarancję wyprodukowania czegoś, co wygląda na spontaniczne i prawdziwe show. Choć w rzeczywistości jest kontrolowane i precyzyjnie zaplanowane.
Dobór uczestników?
Casting to tylko część prawdy. Producenci także aktywnie szukają uczestników. Namierzają kogoś, kto im pasuje, dzwonią i zapraszają do udziału. Bez castingu oczywiście. Dlaczego tak? Wizja reżysera. Program musi zgromadzić przed TV miliony. Musi się sprzedać. Tu nie ma miejsca na przypadek.
Talent to nie wszystko
Formularz zgłoszeniowy do programu zawiera stek pytań dotyczących nie tylko spraw muzyczno-artystycznych, jak się okazuje. Także sytuacji rodzinnej, materialnej, zdrowotnej. I to też jest po coś. Każdy uczestnik potem w programie jest pokazywany w pewnej życiowej panierce. Dla wygenerowania u widza pewnych emocji. A nic tak nie trzyma przed ekranem jak emocje. Wiedzieli o tym już rzymianie w III w p.n.e. organizując walki gladiatorów.
Z zeznań jednej z producentek:
Świetnie manipuluje się widzami za pomocą życiowych dramatów, śmiertelnych chorób i piosenek dedykowanych zmarłej mamie. Kiedyś pewien reżyser miał nawet pomysł, by pokazać, jak jeden z uczestników idzie na grób matki. Odmówiłem, bo jest granica, której się nie przekracza.
Z zeznań jednej z niedoszłych uczestniczek:
Po przesłuchaniu podszedł do mnie jakiś facet i wypytuje i sytuację rodzinną, materialną. W pewnym momencie pytam: O CO CHODZI? W odpowiedzi usłyszałam, że dostanę się do programu, jak opowiem historię rodziny. Zapytałam, czy alkoholizm mamy i choroba taty wystarczy, a on, że świetnie. Podziękowałam. Powiedziałam, że nie będę się sprzedawać i niech szukają innych naiwnych. I tak skończyła się moja kariera.
Obrotowy fotel i wybór trenera.
Myślicie, że przesłuchania w ciemno są całkowicie spontaniczne i całkowicie w ciemno? Myślicie, że wybór trenera jest tylko i wyłącznie osobistym wyborem? Odsyłam do „biblii formatu”.
A co potem?
Moja rozmówczyni mówi jak jest:
Poczucie braku opieki po wszystkim jest najtrudniejsze. Wchodząc do programu masz wrażenie takiej „bańki”, magicznej, fantastycznej… Która będzie trwała wiecznie. Uzależniamy się od dopaminy, od emocji i od adrenaliny – i żyjemy w ten sposób podczas trwania programu. Zaczyna się ta zabawa, kiedy włączają się kamery, wchodzimy do studia… i nagle kończy się to wszystko, i jest cisza… Nie ma maili, nie ma telefonów od produkcji. Myślę, że większość osób się z tym zmaga. I ma podobne odczucia. Nie ma telefonów, nie ma wytycznych, nie ma propozycji utworów. A człowiek na to czeka. Co oni napiszą? Z czym oni zadzwonią? I co teraz? Jakie teraz zadanie dostanę do wykonania? I człowiek sobie wyobraża, jak to będzie wyglądało, bo chciałyby się znowu wykazać, a okazuje się, że telefon nie dzwoni. I to jest najtrudniejsze. To trochę jak wyjść z uzależnienia. To jest krótka przygoda, ale trzeba się zmierzyć z tym, że teraz właśnie wszystko w twoich rękach. I albo coś z tym zrobisz, albo zdechnie ta promocja. To było najtrudniejsze, że ten telefon nie dzwonił. I że, kurczę, to już? To już? I trzeba było dojrzeć do tego, że to jest koniec.
Nie dziwi nic
Jeżeli komuś to nie odpowiada, to po prostu w to nie wchodzi. Uczestnictwo w programach typu talent show na szczęście nie jest obowiązkowe. A reguły tych programów, choć brutalne, jednak prawa nie łamią. Czasy, w jakich żyjemy, rozpędzają się coraz bardziej. Jest coraz intensywniej i mocniej. Presja jaką wywiera na nas kultura w jakiej żyjemy bywa przytłaczająca. Szukamy swojego szczęścia tam, gdzie go nie ma. W zamian dostajemy stres, zadyszkę, przebodźcowanie i poczucie nieustannej pogoni za króliczkiem, który jakoś nie chce dać się złapać. To pułapka, w którą większość z nas wpada. Bo to bardzo sprytnie zastawiona pułapka.
Daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna –
dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko; tyle daje On i we śnie tym, których miłuje. (Ps 127)
Adam Szewczyk
Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.










