Sting i Mandaryna na jednej scenie? Takie absurdy możliwe tylko w tę jedną noc

Kiedy z mediów dotarło do mnie to sensacyjne info, byłem pewny, że mam do czynienia z primaaprilisowym fake newsem. Choć mamy grudzień. Procedurę SPRAWDZAM wdrożyłem od razu. A jednak. Jedna z największych ikon muzyki w historii wraz z formacją Piersi, Michałem Wiśniewskim, Mandaryną i innymi rezydentami polskiej sceny będą w sylwestrową noc bawić pod katowickim Spodkiem zebraną tamże gawiedź. Da się? Da się. Jak się da.

Zbigniew Hołdys wspomina, że ktoś kiedyś chciał go zwabić sporą kwotą na zaoceaniczne koncertowanie. Nie mógł i wtedy usłyszał to zdanie:

Nie ma ludzi nieprzekupnych, jest tylko kwestia ceny.

Skąd się wziął Sylwester?

Z życia. Sylwester, jakby ktoś nie wiedział, to imię. Był taki papież, co nazywał się Sylwester właśnie. Sylwester I. Papieżował w okolicach roku 300 naszej ery. Jest on wspominany w liturgii w ostatni dzień roku. No i stąd ponoć Sylwester to Sylwester. A te zabawy i tańce do białego rana to skąd? Już wyjaśniam.

Syblilla

Sybilla to postać legendarnej wieszczki przepowiadającej przyszłość, a jej proroctwa do dzisiaj wywołują dreszcze. Zgodnie z jej wizją w roku 1000 miał nastąpić koniec świata. Jak? Uwięziony w lochach Watykanu smok Lewiatan miał zostać wypuszczony (przez nomen omen Sylwestra I) i narobić apokaliptycznej burdy. Nietrudno się domyśleć, że 31 grudnia 999 roku ludziom nie było do śmiechu. No, ale jak się okazało tym razem Sybilla spudłowała, a ludzie oszaleli z radości. Tłumnie wyszli na ulicę, zaczęli tańczyć i śpiewać, a papież (nomen omen Sylwester II) udzielił wówczas kultowego błogosławieństwa Urbi et Orbi. No i tak zostało do dzisiaj.

Jak było kiedyś?

Sylwestrowe szaleństwo nie zawsze było dla wszystkich. Kiedyś z tej tradycji korzystały głównie bogate rody arystokratyczne. A kiedy powitanie Nowego Roku było już dla wszystkich, rodzi się tradycja tzw. PSIKUSÓW. Przynajmniej na ziemiach polskich. Wtedy sylwestrowe zwyczaje przypominały bardziej odwiedziny kolędników. Żeby nie powiedzieć halloweenowców. A wyglądało to tak.

Gospodarze zmorzeni końcem roku w końcu szli spać. A kiedy 1 stycznia otwierali oczy, mogli zobaczyć (albo nie zobaczyć) różne rzeczy. Psikusowcy wyjmowali furtki albo przenosili znanym sobie tylko sposobem wozy drabiniaste na dach stodoły. Oskar Kolberg wspomina o noworocznych drabach. 

Młodzi chłopcy owijali się słomą, a na głowy zakładali wysokie czapki wykonane z tego samego materiału. Trzymając w rękach wykonane z drewna lub patyków miecze w sylwestrowy wieczór lub w Nowy Rok, wędrowali po wsi i bez zapowiedzi wpadali do domu. Ze śpiewem na ustach dokonywali drobnych psikusów – przewracali krzesła, rozsypywali śmieci lub popiół, czasem wylewali gospodyniom brudną wodę na podłogę.

Najdziwniejsze zwyczaje sylwestrowe na świecie. TOP 7

1. Ekwador. Palenie stracha na wróble

U nas, kiedy wybije północ, odpalamy (kompletnie ignorując psie emocje) fajerwerki. W Ekwadorze pali się strachy na wróble. Zgodnie z tradycją ma to przegonić pecha i zapewnić szczęście w Nowym Roku.

2. Meksyk. Pogawędka z duchami i kolorowa bielizna

W Meksyku wiara w duchy ma się dobrze. Kto widział Coco, ten wie. No i Meksykanie w Noc Sylwestrową fundują sobie płatne, legalne sesje spirytualistyczne, by pogadać sobie z duchami zmarłych. Koniecznie zakładając kolorową bieliznę. Czerwone majtki zwiastują powodzenie w miłości, białe pokój, a zielone – furę kasy!

3. Brazylia. Biały kolor kluczem do szczęścia

Tutaj biały kolor ma zapewnić wszelki dobrostan. Brazylijczycy w Nowy Rok ubierają się na biało, bo wierzą, że to odpędzi moce nieczyste, zapewni szczęście i pokój. Ubrani na biało idą na plażę i wypuszczają łodzie z prezentami dla bogini Yemanji, wrzucając do wody bukiety złożone z kwiatów. Białych rzecz jasna.

4. Filipiny. Okrągłe owoce mają moce

Ważne jest dla Filipińczyków, by pojawić się na sylwestrowym przyjęciu. Nieobecność któregoś z członków rodziny zwiastuje bowiem w nowym roku śmierć. No i te okrągłe owoce oczywiście.  Na sylwestrowym stole powinno pojawić się 12 okrągłych owoców – każdy jest symbolem jednego miesiąca. Towarzyszy temu wiara, że okrągłość ma swoją moc, która może zapewnić pomyślność i pieniądze.

5. Niemcy. Wróżenie z ołowiu

Tak jak my w Andrzejki wróżymy z wosku, tak Niemcy w Sylwestra wróżą z ołowiu.

6. Japonia. 108 gongów i lalki bez oczu

Z 31 grudnia na 1 stycznia w Japonii rozbrzmiewają dzwony buddyjskich świątyń, dzwoniąc aż 108 razy. Liczba ta odzwierciedla bowiem złe pragnienia ludzkie, których należy się wyzbyć. Ciekawy jest też zwyczaj noworocznych postanowień za pomocą lalek Darumy, które są puste w środku i nie mają ani kończyn, ani oczu.

Wypowiadając życzenie, każdy domownik ma domalować swojej lalce oko. Gdy w ciągu roku postanowienie uda się zrealizować, wówczas może domalować drugie. Jeśli to nie nastąpi, lalkę musi spalić podczas kolejnego Sylwestra.

7. Polska. Korek od szampana

W niektórych miejscach naszego kraju panuje ponoć zwyczaj zachowania (a nie wyrzucania do kosza) szampanowego korka. W ten sposób niejako mamy sobie zapewnić szczęście w Nowym Roku. Niejako.

Jak moralnie imprezować?

Co Sting zagra na Sylwestra?

Ale wróćmy do Stinga i jego sensacyjnej obecności na Sylwestrze z Dwójką 2025. Jest muzycznym królem. Należy do najbardziej utytułowanych artystów rocka. Z The Police nagrał pięć albumów, które sprzedały się w 100 mln egzemplarzy, przynosząc w latach 1978–1983 takie przeboje jak „Roxanne” czy „Every Breath You Take”.

Gdy grupa była uznawana za najważniejszy zespół na świecie – zdecydował się na solową karierę. Rozpoczął ją wejściem smoka: album „The Dream Blue Turtles” rozszedł się w 10 mln egzemplarzy. Podobny wynik osiągnął drugi „…Nothing Like The Sun”, zaś Sting robił furorę otoczony gwiazdami jazzu, wracając do swoich muzycznych korzeni. Grali z nim Branford Marsalis, Omar Hakim, Kenny Kirkland.

Co zagra pod Spodkiem? Podobno kontrakt przewiduje, że jego recital będzie składał się z pięciu piosenek. Wow. Trzy z nich znamy już raczej na pewno. A są to:

Englishman in New York

Shape of My Heart

Every Breath You Take

No to jakie jeszcze dwa numery zagra? Ze Stingiem na Sylwestrze z Dwójką w Polsce to jest ten problem, że on ma mało sylwestrowe te przeboje. Z całym szacunkiem dla sylwestrowych przebojów. Ale może to:

…i to:

Jak będzie? Zobaczymy.

Cena Stinga

Komentarze na temat obecności ikony muzyki światowej na sylwestrowej zabawie pod Spodkiem są różne. Od ochów i achów po takie typu:

Mocne nazwisko, ale nie na sylwestra… Ludzie chcą się bawić… Znowu przegracie z Polsatem, Można byłoby też zaprosić jakiegoś DJa – Davida Guettę lub Alana Walkera.

Tutaj z automatu generuje się pytanie, ile organizatorzy imprezy mu dali, że się zgodził. Wizerunkowo to dla niego wtopa. On już nie musi nikomu niczego udowadniać. Mógł przecież spędzić tego Sylwestra w swoim ekskluzywnym domu z najbliższymi. Umówmy się, ma z czego żyć. Więc ile?

Oficjalnie kwota, za jaką Sting się jednak pofatygował do Katowic, jest tajemnicą. Jednak firmy eventowe, które są dobre w te klocki, sugerują, że artysta tego formatu to minimum (uwaga) 1 000 000 dolarów (słownie: milion dolarów). Plus koszty transportu, zakwaterowania, cateringu…

Co ja o tym myślę?

Że ja, gdybym był Stingiem, też pewnie za milion dolarów byłbym gotów. Ale spójrzmy na to z drugiej strony. Od strony tych, którzy wykładają te pieniądze. Koszt takiej imprezy to (zrobiłem solidne rozeznanie) rząd 10–20 milionów złotych. To są nasze pieniądze. Ale wydawane tak, jak zdecydują samorządy, urzędy, spółki itd. To biznes. Promocja. Wyścig. I nieustanne podnoszenie poprzeczki. Eskalacja naszych potrzeb jest w fazie gwałtownego wzrostu. Jeżeli dzisiaj Sting za milion dolarów, to kto za rok, żeby sprostać tej eskalacji? I przyćmić konkurencję? Elvis? Beatlesi? Ponoć wszystko jest kwestią kasy…

To jest tylko jedna noc. Pełna głośnej muzyki, oszałamiających wizualizacji i odliczających w sztucznych konwulsjach od 10 do 0 konferansjerów. Estradowy amok, badziewne światełka na głowach, zdarte gardła, szampan i koniec. Czy to uczyni świat choć trochę lepszym? Nie zabawniejszym, weselszym, ale lepszym? Czy warto pakować dziesiątki milionów w coś takiego? Czy świat nie ma innych, bardziej palących potrzeb? Widzę jak ludzie, którzy sieją dobro chodzą po urzędach prosząc o wsparcie. I słyszą jak mantrę: NIE MA KASY (w domyśle: dla was).

Zostawiam nas z tą refleksją na Nowy Rok. Nie wszystko jest na sprzedaż. I nie wszystko da się zagłuszyć pustą rozrywką.

Adam Szewczyk

Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: