USA: droga wiary strzelca pokładowego B-17 z lotu nad Warszawą w 1944 r.
Po tym, jak 18 września 1944 r. w locie nad Warszawą był świadkiem śmierci swoich przyjaciół, Vincent Stefanek spędził resztę życia, próbując zrozumieć, dlaczego to właśnie on ocalał i jak Bóg chciał, by wykorzystał „drugą szansę”, którą otrzymał. Los zmarłego w 2010 r. amerykańskiego żołnierza opisał polsko-amerykański historyk Richard C. Lukas na portalu National Catholic Register.
Vincent Stefanek nie mógł przewidzieć wydarzeń, które na zawsze odmienią jego życie, gdy zdecydował się porzucić studia na Uniwersytecie Dayton i wstąpić do sił zbrojnych podczas II wojny światowej. Nieśmiały dziewiętnastolatek pochodzący ze słowackiej rodziny katolickiej zaciągnął się do sił lotniczych, gdzie został przeszkolony jako strzelec pokładowy bombowca B-17, latającej fortecy, w Drew Field na Florydzie. Szybko zauważył, że jego załoga była swoistym mikrokosmosem amerykańskiego społeczeństwa. Pochodzili z różnych części kraju. Mieli odmienne pochodzenie rodzinne i religijne. A jednak, gdy ci młodzi mężczyźni spotkali się na Florydzie, by szkolić się jako załoga ciężkiego bombowca, stworzyli więź przekraczającą wszelkie różnice.
Kapitan załogi, Francis Akins, był powszechnie szanowanym liderem. Miał zaledwie 23 lata, ale cechowały go cicha stanowczość i powaga, wynikające z czasu, który spędził, przygotowując się w katolickim seminarium duchownym do kapłaństwa. W trakcie formacji odkrył jednak, że nie posiada powołania do życia kapłańskiego, opuścił seminarium i wstąpił do lotnictwa wojskowego.
Stefanek bardzo zaprzyjaźnił się z Marcusem Shookiem, pieszczotliwie zwanym „Shooky”. Pochodził on z Appalachów i był prawdziwym południowym dżentelmenem. Tak samo nieśmiały jak Stefanek, miał jednak zaraźliwe poczucie humoru, które uwielbiała cała załoga.
Stefanek, Shook i Akins nie różnili się od innych młodych ludzi swojego pokolenia. Słuchali wielkich orkiestr Tommy’ego Dorseya, Glenna Millera i Duke’a Ellingtona. Tańczyli jitterbuga i zabrali ten energiczny taniec aż do Wielkiej Brytanii, gdzie stacjonowały załogi Ósmej Armii Powietrznej. Lubili audycje Kate Smith i Arthura Godfreya, a także piosenki Franka Sinatry, Binga Crosby’ego, Dinah Shore i Perry’ego Como. Wszyscy pochodzili z domów, gdzie kobiety podejmowały pracę, by zastąpić mężczyzn wysłanych na front, a w całym kraju zakładano tzw. Victory Gardens, przydomowe ogródki wspierające zaangażowanych w wojnę.
Stefanek i jego towarzysze byli dziećmi patriotycznego pokolenia, cechującego się godną podziwu niewinnością i silnym przekonaniem, że dobro zwycięży zło. Według autora artykułu „należeli do Największego Pokolenia Ameryki – dziedzictwa wartego pamięci”. “
Akins, gorliwy katolik, wyraził część tych szlachetnych przekonań w liście napisanym do żony krótko przed misją bojową, podczas której zginął: „Mam nadzieję, że już niedługo my i nasza rodzina osiądziemy na stałe i nie będzie więcej pożegnań. Wiem, że myślisz tak samo jak ja, że gdyby nie nasze wspaniałe marzenia o przyszłości, żadne z nas nie byłoby szczęśliwe. A jednak jestem szczęśliwy, ponieważ pośrednio robię to wszystko dla ciebie i tylko tego pragnę”.
Po zakończeniu szkolenia na Florydzie Stefanek dołączył do swojej załogi w bazie lotniczej w Framlingham w Anglii — miejscowości tak starej, że wspomina o niej już Domesday Book (rodzaj katastru gruntowego ukończonego w 1086 r., przyp. KAI). Latając jako strzelec pokładowy w B-17 nazwanym „I’ll Be Seeing You” (Do Zobaczenia) od tytułu popularnej piosenki Binga Crosby’ego, pisał wówczas, że jest „zadowolony i szczęśliwy”, mogąc latać „z załogą, z którą odbył pierwszą misję”.
Modlitwa zmienia bieg wydarzeń. Media przypominają różańcowy cud w Hiroszimie
W połowie września 1944 roku Stefanek dowiedział się, że weźmie udział w ogromnej operacji lotniczej latających fortec, której zadaniem nie było bombardowanie Niemiec, lecz zrzucenie rozpaczliwie potrzebnej pomocy dla walczącej Warszawy. Zdaniem polsko-amerykańskiego historyka „Polacy rozpoczęli powstanie, by wyzwolić stolicę spod okupacji niemieckiej i utrzymać ją do czasu nadejścia Sowietów, którzy znajdowali się już niedaleko. Sowieci jednak nie ruszyli, dopóki Niemcy całkowicie nie zdławili powstania”.
Stefanek leciał był jednym z setek lotników uczestniczących nie tylko w śmiałej operacji wojskowej, ale także w niezwykłej historii odwagi, bohaterstwa i humanitaryzmu. 18 września 1944 roku formacja 107 bombowców B-17 eskortowanych przez trzy eskadry myśliwców P-51 Mustang zbliżyła się do Warszawy.” Jak pisze Lukas” gdy Polacy zobaczyli wielkie samoloty, klękali i modlili się z wdzięczności, że pomoc aliantów wreszcie nadeszła. Dla niektórych mieszkańców Warszawy maszyny z wielkimi skrzydłami lśniącymi w słońcu wyglądały jak latające czołgi“.
Niemcy natychmiast odpowiedzieli ostrzałem artyleryjskim i atakami myśliwców. Stefanek leciał w samolocie tuż za maszyną swego przyjaciela porucznika Akinsa. Według świadków, Akins, wracając pamięcią do lat seminaryjnych, zaczął odmawiać po łacinie modlitwę do Najświętszej Maryi Panny – „Pod Twoją obronę”. Następne pięć minut było koszmarem, który wywarł na Stefanku głęboki wpływ emocjonalny i duchowy. Patrzył, jak „I’ll Be Seeing You” zostaje zniszczony podczas gwałtownego ataku. Pilot, porucznik Akins, został śmiertelnie postrzelony. Drugi pilot próbował odciągnąć jego dłonie od sterów, by ustabilizować samolot, gdy jeden z silników stanął w płomieniach.
„Kabina jest pełna krwi!” – krzyknął przez radio drugi pilot. Były to ostatnie słowa usłyszane z pokładu „I’ll Be Seeing You”, zanim maszyna zeszła z kursu, straciła wysokość i eksplodowała w powietrzu. Tylko dwóm członkom załogi, Marcusowi Shookowi i Jamesowi Christy’emu, udało się wyskoczyć ze spadochronem. Na ziemi zostali pojmani przez Niemców. Trzeci członek załogi został zastrzelony podczas opadania na spadochronie.
Shook, ciężko ranny w obie nogi, otrzymał pomoc medyczną od polskich lekarzy katolickich, którzy podobnie jak on byli jeńcami wojennymi. Po wojnie często powtarzał, że tak bardzo polubił Polaków, iż chciałby „zapakować ich i zabrać ze sobą do domu”. Shook wrócił po wojnie do Stanów Zjednoczonych i żył do 1995 roku. Christy, ciężko chory, przeżył jedynie kilka lat po zakończeniu wojny.
„Maryja na grzybie atomowym” – wystawa w Nowym Jorku o propagandzie rządowej w latach zimnej wojny
Po tym, czego był świadkiem, Stefanek cierpiał z powodu poczucia winy ocalałego. Pytał, dlaczego jego przyjaciele zginęli, a on przeżył. Z bólem wołał: „Dlaczego ja, Panie? Dlaczego to właśnie mnie pozwolono przeżyć?”. Dla Shooka wydarzenia te również rodziły głębokie pytania o sprawiedliwość i sens życia. Jednak w przeciwieństwie do Stefanka, który często rozmawiał o 18 września 1944 r. ze swoją żoną, Shook przez wiele lat odmawiał wspominania wojny, całkowicie poświęcając się pracy zawodowej.
Z czasem jednak odnalazł Stefanka, odnawiając wojenną przyjaźń, co stało się ważnym krokiem w leczeniu głębokich ran emocjonalnych, które nosił przez tyle lat. Mocne katolickie wychowanie Stefanka pomogło mu odkryć, że życie nigdy nie traci sensu, nawet pośród cierpienia i śmierci. „To uświadomiło mi, że jestem narzędziem. Mam być narzędziem wiary” – mówił.
Po powrocie do domu Stefanek stał się wzorowym katolikiem: był ministrem eucharystycznym, lektorem oraz członkiem bractwa dominikańskiego Towarzystwa Najświętszego Imienia. Mówiąc o swojej wierze, stwierdził: „Zostałem pobłogosławiony darem wiary katolickiej, ponieważ nauczyła mnie, jak żyć i jak umierać”.
Przed śmiercią w 2010 r. Vincent Stefanek zastanawiał się nad znaczeniem swojego ocalenia i utraty tylu przyjaciół. „Czułem, że otrzymałem drugą szansę, aby zrobić coś dobrego. Istniał powód, dla którego miałem żyć dalej poza własnymi osobistymi celami” – powiedział.
“Swoimi słowami i czynami Vincent Stefanek pokazał, że poświęcił życie nauce Jezusa Chrystusa pozostawiając lekcję dla wszystkich, którzy zbyt często zapominają o prawdziwym sensie życia” – zakończył swoje wspomnienie polsko-amerykański historyk.
KAI









