Wyprawa rowerowa – dzień 17
Pobudka nie była dla nas niczym nadzwyczajnym, za to musiała zaskoczyć koguta, który spóźniony zacząć piać dopiero kiedy zaczęliśmy zwijać namioty.
Wszyscy gotowi zaczęliśmy wdrapywać się leniwie na nasze rowery ubrani w czapki i odzież termiczną, ponieważ temperatura wahała się w okolicach 8°C. Pierwszy dystans przejechaliśmy idealnie równą betonową drogą. Przerwa została dwukrotnie przedłużona o całe 10 minut ze względu na rowerzystów, którzy dopijali gorącą kawę.
Drugi dystans rozpoczął się dętką, która zostaję błyskawicznie wymieniona, miedzy innym ze względu na tnące ukraińskie komary z którymi nie da się wytrzymać. Na kolejną przerwę dojeżdżamy do kościoła Pallotynów, gdzie niedługo będą posługiwać Oblaci. Parafią chwilowo zajmuje się biskup, który udzielił nam błogosławieństwa. O. Tomek odprawił tam msze, po której biskup zrobił nam niespodziankę częstując nas drożdżówkami i kawą.
W drodze z parafii do sklepu i na przerwę napotkana przez nas kobieta na widok polskiej flagi zwraca się do na słowami: „Przepraszam, wybaczcie nam za to co zrobiliśmy tutaj na Wołyniu Polakom”. Był to piękny gest ze strony mieszkanki tego miasta. Na przerwie zaciekawieni policjanci ucinają sobie z nami pogawędkę pytając skąd i dokąd jedziemy. Górnik znajduje tam ukraińskiego przyjaciela, z którym rozmawia przez całą przerwę, rozumiejąc wszystko co mówi, nie znając ukraińskiego. Po przerwie ostatnia pięćdziesiątka i szukamy noclegu.
We wsi pokazali nam kawałek łąki przy dębowym lesie. Lepiej nie mogliśmy trafić. Podczas rozbijania namiotów zaczyna padać deszcz, którego spodziewaliśmy się od początku dnia. Zniechęca to rowerzystów do mycia się, jednak nie tych dla których prysznic to podstawa dobrego snu.
Bilans dnia:
- 161 km
- 364 m przewyższeń
Przejechanych kilometrów do tej pory: 2288










