50 maratonów w 50 dni. Tomasz Sobania rusza z San Francisco po rekord
W niedzielę w San Francisco startuje jedno z najbardziej wymagających biegowych wyzwań ostatnich lat. Tomasz Sobania, ultramaratończyk ze Śląska, chce w 50 dni przebiec 50 maratonów i dotrzeć z Zachodniego Wybrzeża aż do Nowego Jorku. Jeśli się uda, zapisze się w historii jako pierwszy Polak i druga osoba na świecie, która dokonała takiego wyczynu!
Tomasz Sobania jest już w Kalifornii i odlicza godziny do startu. Plan brzmi prosto tylko na papierze: każdego dnia pokonać dystans maratonu, a potem przemieścić się do kolejnego miejsca, by następnego dnia znów stanąć na trasie.
W praktyce to nie tylko test dla ciała, ale też logistyczna łamigłówka, bo w projekcie mają pojawić się kolejne amerykańskie stany, w tym Alaska i Hawaje.
Start zaplanowano na słynnym moście Golden Gate. Finał ma nastąpić w Nowym Jorku, przy Times Square. Po drodze Sobania ma odwiedzić m.in. Oregon, Waszyngton, Alaskę i Hawaje, a później wrócić na kontynent i codziennie biegać w innym stanie. Jak sam przyznaje, równie trudne może być dla niego nie samo bieganie, ale organizacja całej wyprawy.
Zawodnik ma już za sobą wyprawy przez całą Polskę, z Polski do Rzymu, Barcelony i Grecji, a także wcześniejszy bieg przez Amerykę. Przez ostatnie pół roku intensywnie przygotowywał formę, ale podkreśla, że tak naprawdę pracował na ten moment przez lata. Jego organizm ma już znać ten wysiłek, a doświadczenie ma pomóc w szybszej regeneracji między kolejnymi etapami.
Sobania zdradza też, że w całym przedsięwzięciu ważny jest dla niego nie tylko sport. Chce zwrócić uwagę na 250-lecie Stanów Zjednoczonych i przypomnieć o wkładzie Polaków w historię tego kraju. To właśnie dlatego projekt ma wymiar nie tylko biegowy, ale też symboliczny.
Na trasie pojawi się nawet burmistrz San Francisco, który zapowiedział, że w niedzielę pobiegnie z Sobanią krótki odcinek na Golden Gate. Dla ultramaratończyka to gest uznania, ale i kolejny sygnał, że start, na który czekał miesiącami, właśnie staje się faktem.










