Ewangelia i rozważanie na niedzielę, 28 marca

Mk 11,1-10 Gdy się zbliżali do Jerozolimy, do Betfage i Betanii na Górze Oliwnej, posłał dwóch spośród swoich uczniów i […]

Mk 11,1-10
Gdy się zbliżali do Jerozolimy, do Betfage i Betanii na Górze Oliwnej, posłał dwóch spośród swoich uczniów i rzekł im: «Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz przy wejściu do niej znajdziecie uwiązane oślę, którego jeszcze żaden człowiek nie dosiadał. Odwiążcie je i przyprowadźcie tutaj. A gdyby was kto pytał, dlaczego to robicie, powiedzcie: „Pan go potrzebuje i zaraz odeśle je tu z powrotem”». Poszli i znaleźli oślę przywiązane do drzwi z zewnątrz, na ulicy. Odwiązali je, a niektórzy ze stojących tam pytali ich: «Cóż to ma znaczyć, że odwiązujecie oślę?». Oni zaś odpowiedzieli im tak, jak Jezus polecił. I pozwolili im. Przyprowadzili więc oślę do Jezusa i zarzucili na nie swe płaszcze, a On wsiadł na nie. Wielu zaś słało swe płaszcze na drodze, a inni gałązki ścięte na polach. Ci zaś, którzy Go poprzedzali i którzy szli za Nim, wołali: «Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego, Dawida, które nadchodzi. Hosanna na wysokościach!».

Ludzie, którzy krzyczą: „Hosanna!”, za kilka dni będą wołać: „Ukrzyżuj”. Pan Jezus dobrze wie, że za chwilę ci sami ludzie staną się powodem Jego cierpienia i śmierci. Tak samo jest z nami: podczas każdej Eucharystii Chrystus przyjmuje nasze uwielbienie i pozwala przyjmować Siebie w Komunii Świętej, chociaż dobrze wie, że za chwilę staniemy się powodem Jego cierpienia. Dziś warto uwielbić Boga za Jego bezgraniczną miłość. Za to, że pomimo naszego grzechu On ciągle kocha i Jego miłość jest niezmienna. Nic nas nie odłączy od Jego miłości. Chyba że my sami…

Marcin Szuścik

Członek ekipy biura NINIWY. Młody mąż i ojciec. Uczestnik wypraw NINIWA Team. Triathlonista amator.