Photo by Capturing the human heart. on Unsplash
9 listopada| Wiadomości

Co wspólnego ma katedra papieska z „rozróbą” w świątyni jerozolimskiej?

Bazylika na Lateranie to w rzeczywistości, o czym mało osób wie, kościół katedralny papieża. Bazylika św. Piotra w Watykanie jest […]

Bazylika na Lateranie to w rzeczywistości, o czym mało osób wie, kościół katedralny papieża. Bazylika św. Piotra w Watykanie jest często brana za papieską katedrę z powodu obecności ojca świętego i wydarzeń, które się tu z jego udziałem odbywają. Tymczasem to właśnie do bazyliki laterańskiej odnosi się określenie, że papież jest biskupem Rzymu. Jednak dlaczego przy okazji świętowania rocznicy poświęcenia najważniejszego kościoła na świecie czytamy Ewangelię o Panu Jezusie, który z biczem w ręku wymiata plugastwo ze świątyni? Szok!

Dzisiejsze święto to okazja do uczczenia tej świątyni w związku z jej historycznym znaczeniem dla Kościoła Katolickiego.

Bazylika ta jest jedną z czterech bazylik większych Rzymu. Nazwa tego miejsca pochodzi od nazwiska starożytnych posiadaczy tych ziem. Cesarz Neron pod pozorem spisku zgładził Plantiusa Laterana i zagarnął jego pałac. Konstantyn Wielki pałac ten podarował papieżowi św. Sylwestrowi I (314-335). Do roku 1308 był on rezydencją papieży. Gdy w 313 r. cesarz Konstantyn Wielki wydał edykt pozwalający na oficjalne wyznawanie wiary chrześcijańskiej, kazał wybudować obok pałacu okazałą świątynię pod wezwaniem Chrystusa Zbawiciela, św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty. Stała się ona pierwszą katedrą Rzymu, a przylegający do niej pałac – siedzibą papieży. Jej poświęcenia dokonał papież św. Sylwester I w dniu 9 listopada 324 r. – czytamy na brewiarz.pl. W ciągu kilku wieków panowało tu 161 papieży i odbyło się pięć soborów powszechnych. Bazylika na Lateranie przestała być siedzibą papieży od czasów niewoli awiniońskiej na początku XIV w. W 1377 r. papież Grzegorz IX przeniósł swą siedzibę do Watykanu.

Jak troszczyć się o świątynię?

Dziś w Ewangelii obraz dość zaskakujący. Sytuacji, w których Pan Jezus odnosi się do świątyni lub się w niej znajduje, naucza lub uzdrawia, jest cała masa. Dlaczego akurat na dziś Kościół wskazuje nam Jezusa, który sporządziwszy bicz ze sznurków wypędza ze świątyni kupców i bankierów, robiąc przy tym nielichą rozróbę?

Chyba kluczowym słowem jest gorliwość ze zdania „Gorliwość o dom Twój pożera mnie” (J 2, 17). Z pewnością Pan Jezus chciał nam dać przykład tego, jak powinniśmy cenić sobie Boży dom, każdy kościół i świątynię. Dla żydów kontekst jest bardzo mocny. Najpierw obietnica Kananu dana Abrahamowi przez Boga, potem perypetie, tułaczki, niewola egipska, aż w końcu odzyskanie obiecanej ziemi. Pochłonięty wojnami król Dawid nie dał rady wybudować świątyni, ale już jego syn, Salomon, tak! Powstaje oczekiwana przez tak wiele wieków świątynia Boga, taka z prawdziwego zdarzenia. Bez przypadku, bez fuszerki. Na bogato.

Dziś wierzący często apelują o prostotę kościołów, o ograniczenie przepychu. Wszystko ma swoje uzasadnienie, ale dla żydów świątynia w Jerozolimie była prawdziwym domem Bożym. Wiedzieli o tym namacalnie, bo w niej umieszczona została Arka Przymierza zawierająca kamienne tablice z przykazaniami – słowo Boga! Czy my, katolicy, nie interpretujemy obecności Boga w naszych kościołach w sposób symboliczny? „Wolę pomodlić się w lesie, gdzie odczuwam bardziej obecność Boga” – słyszymy często. A tymczasem Bóg jest w świątyni naprawdę obecny, w Najświętszym Sakramencie. Jeśli przestaniemy w Niego wierzyć, to lepiej od razu spakujmy walizki i jedźmy, choćby do Tybetu.

„Panie, widzisz i nie grzmisz”

Trudno dziwić się żydom, że świątynia była dla nich tak ważna. Aż tu po kilku pokoleniach ta gorliwość opada, a świątynia – jak pierwszy lepszy budynek użytkowy – zamienia się w centrum usług różnorodnych.

No i Pan właśnie zagrzmiał. Wypędził bankierów. Powywracał, co się dało. Konkretnie objechał sprzedawców gołębi i na koniec dogadał jeszcze Żydom. Nie – uprzedzająco dementujemy – że w przypadku Jezusa nie był to tylko emocjonalny wentylek bezpieczeństwa, że musiał upuścić sobie pary. Pan Jezus nie robi niczego bez potrzeby. Jest ludzki, owszem, ale nie czyni znaków i gestów bez pokrycia. Jeśli pokazuje, że o świątynię mamy dbać, to znaczy, że jest to ważna sprawa. I nie chodzi o próżność Boga, który każe sobie oddawać hołd, żeby zaspokoić jakieś swoje potrzeby. Jezus wykonuje ten gest z miłości do człowieka – ogarnij się! To miejsce ma pomóc tobie, a nie Bogu. To On schodzi i uniża się do ciebie, a nie, ty robisz łaskę, że tu przychodzisz.

Skądinąd szokująca jest postawa Żydów. Tak długo byli przyzwyczajeni do niecnego widoku w swoim kościele, że zamiast puknąć się od razu w czoło „faktycznie, przegięliśmy”, to jeszcze pytają Jezusa, jakie ma argumenty na uzasadnienie swojego zachowania. Ach, przynosi to na myśl współczesną logikę lewicowych aktywistów. Ale o tym może kiedy indziej. Tymczasem, kochajmy swoje kościoły, dziękujmy za nie, bo nie wszędzie dostęp do świątyni jest dla katolików tak samo oczywisty, jak dla nas, w Polsce.

Źródło: Redakcja NINIWA / brewiarz.pl

Krzysztof Zieliński

Od 2008 roku współtworzy Oblackie Duszpasterstwo Młodzieży NINIWA, co jest jednocześnie pracą i życiową misją. Współorganizuje i animuje wydarzenia, pisze artykuły, redaguje treści książek i robi znacznie więcej. Człowiek orkiestra.

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: