3 sierpnia| NINIWA Team

Eurotrip, dzień 7. Ta pierwsza niedziela

„Wiener Schnitzel, kanapeczki w Maku i nic, bak dalej pusty”…

Można by rzec, że dzień jak co dzień, ale jednak nie do końca. Pierwszy na tej wyprawie Dzień Pański zaczynamy każdy w swoim tempie. Jedni budzą się wcześniej, robią pranie i szykują wykwintne dania na śniadanie, a drudzy – zmęczeni wieczornym zwiedzaniem miasta – śpią do oporu i zamiast jajecznicy na boczku z idealnie przypieczonym chlebem i kawą z ekspresu decydują się na szybkie płatki z mlekiem.

Wspólnym punktem dzisiejszego poranka jest Msza Święta o 10.00. Przeżywamy ją w pobliskim kościele razem z miejscową ludnością. Niestety niewiele z niej rozumiemy, bo Msza jest w języku niemieckim, ale na szczęście mamy możliwość otwarcia Słowa Bożego w naszych telefonach. Pod koniec o. Patryk popisuje się przed wiernymi znajomością języka francuskiego, racząc ich dobrym słowem.

Po Mszy Św. udajemy się do cienia i zaczynamy kółko podsumowujące pierwszy tydzień wyprawy. Każdy ma okazję podzielić się swoimi odczuciami doświadczeniami technicznymi oraz przeżyciami duchowymi.

Po kółku mamy czas dla siebie. Ojciec Patryk jedzie na szybką rundkę, żeby przetestować rower, a reszta grupy zajmuje się przeglądaniem rowerów lub praniem. W międzyczasie doświadczamy każdej pogody oprócz śniegu. Od gorącego, bezchmurnego nieba, po burzę z piorunami. W austriackim Tyrolu takie anomalie pogodowe to norma.

Miejscowość Zams leży w promieniu 30 kilometrów od znanych ośrodków alpejskich – m.in. najwyżej położonego w Austrii lodowca Pitztal (3440 m n.p.m), czy odrobinę niższego Kaunertalu (3160 m n.p.m.), na którego zboczach kręcono ujęcia do Jamesa Bonda.

Eurotrip, dzień 7 [ZDJĘCIA]

Po południu rozdzielamy się na kilka mniejszych grup. Udajemy się na obiad do restauracji, gdzie czekają już na nas Karolina z Olkiem. Po chwili przychodzą jeszcze Manuela, Jagoda i Maciek P., którzy taplali się w pobliskim jeziorze i w większym składzie zajadamy się lokalnymi smakołykami takimi jak Wiener Schnitzel oraz włoskimi gnocchi, makaronami i pizzą. Dla naszych żołądków porcje nie są jednak wystarczające, co skutkuje niezaspokojonym głodem wyprawowiczów i kolejnym wieczornym wyjściem na jedzenie. Cytując Maćka S.: „Wiener Schnitzel, kanapeczki w Maku i nic, bak dalej pusty”…

Punktem kulminacyjnym dzisiejszego wieczoru jest wspólne rozciąganie prowadzone przez Olę, naszą prywatną instruktorkę fitnesu, które kosztuje nas tyle energii, że część ekipy decyduje się na kolejne wyjście pod złote łuki w celu uzupełnienia niedoboru kilokalorii i załadowania niezbędnych przed jutrem węgli.

Otwarci na to, co przyniesie jutrzejszy dzień i lekko przerażeni czekającym nas podjazdem na Passo dello Stelvio, padamy objęcia Morfeusza…

Tomasz Walke


Bilans dnia:

  • dystans: 0 km

Dystans całkowity: 972 km

Nocleg: Zams, Austria

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: