Eurotrip, dzień 21. Człowiek kontra wewnętrzny zegar biologiczny
Trzecia trzydzieści. Na drzewie stoją dwa koguty. Pod nimi namiot Łukasza „Kellogg’sa”. Według relacji świadków słychać nagle „ełełełełełełe”. Dźwięki schodzenia i zbliżania się, po czym – dla oddania tego, co się stało – Łukasz, opowiadając, energicznie i z zaskoczenia zgniata plastikową butelkę. Ową zgniataną butelką w nocy był w rzeczywistości namiot – kogut przedziurawił go w dwóch miejscach.
Kontynuując wątek ornitologiczny, Szymon o 8:00 na grupie WhatsAppie pisze, jako adwokat diabła: „Kogut pieje rano, ponieważ ma wbudowany wewnętrzny zegar biologiczny, który reaguje na nadchodzący świt. Poranne pianie to dla niego sposób na zaznaczenie swojego terenu, ustalenie pozycji lidera w stadzie oraz ogłoszenie, że wszyscy są bezpieczni”. Ciekawe, co na to lider naszej wyprawy.
Porządek niedzieli mamy następujący: atak kogutów, pobudka ogólna przez koguty, Msza o 9:00, hałasowanie perliczek i niedzielne kółko uwag technicznych i naszych przemyśleń.
Na sklep otwarty w godzinach 9–13 zostaje przypuszczony szturm. Waga, na której trzeba ważyć owoce i warzywa, odmawia posłuszeństwa, bo zaniża wagę, a na lżejsze produkty nie reaguje. Uspokaja nas to, że panie kasjerki również ważą je tam, gdy ktoś nie zważy, i kasują te produkty w dziwnie niskich cenach.
Okazuje się, że jedna z kasjerek jest Włoszką, której mama i babcia są z Polski i, jak widać, posługują się ojczystym językiem w domu, ponieważ gdy nas usłyszała, spytała, czy przyjechaliśmy z Polski. Miło było usłyszeć własną mowę w sklepie w małym miasteczku – człowiek nawet rozumie, ile płaci, a nie musi patrzeć na ekran. Zeskanowała nawet kartę stałego klienta (miejmy nadzieję, że ze zniżką).
Popołudnie schodzi na czynności około rowerowe, pranie i suszenie ubrań… Suszenie do czasu. Zmianę z lekko zachmurzonego nieba i ponad 30°C do ulewy z gradem zajęło pogodzie może z pół minuty. Szybki ratunek dobytku leżącego wokół rowerów i nakrywanie stojących namiotów zewnętrzną warstwą na deszcz. Ofiarami pada kilka niedomkniętych sakw i całe pranie na sznurkach.
Do wieczora odpoczywamy – przydługie drzemki, lody i pizza w barach, porządkowanie ekwipunku. Jutro ruszamy o piątej, a przed tym wyzwanie w postaci stromego wyjazdu z noclegu.
Maciej Pyka
Bilans dnia:
- dystans: 0 km
Dystans całkowity: 2243 km
Nocleg: Avigliano Umbro, Włochy








