Eurotrip, dzień 22. Bo do tanga trzeba dwojga…
…zgodnych ciał i chętnych serc. W naszym przypadku do jazdy na rowerze potrzeba dwóch sprawnych kół. Maćku, czy z twoimi kołami jest wszystko w porządku?
Wstajemy jak co dzień rano i okazuje się, że w nocy nie lało. Pakujemy wciąż mokre po wczorajszym gradobiciu ciuchy, ładujemy węgle przed jazdą i rozpoczynamy pierwszy podjazd na zbiórkę. Nachylenie zbyt duże, procentowo nie do ogarnięcia. No cóż, trzeba pchać rowery. Tylko pozazdrościć tym, którzy zdecydowali się na spanie pod sklepem dzisiejszej nocy – omijają oni tę nieszczęsną konieczność wtoczenia rowerów na górkę.
Pierwsze parędziesiąt kilometrów kręcimy korbami w ciemności. Aż chciałoby się podziwiać gwiazdy, ale inne rzeczy pochłaniają naszą uwagę. Dosłownie ciągle tylko dziura za dziurą i dlatego przez większość czasu widzimy wyłącznie podskakujące przed nami kaski. Plusy takiej sytuacji? Darmowy masaż wibracyjny i bezkofeinowe pobudzenie.
Nadchodzi upragniona przerwa, która mija zdecydowanie zbyt szybko. Na szczęście udaje nam się nacieszyć nasze zgłodniałe żołądki croissantami, kawką i wszystkim, co wpada w nasze ręce.
Tak naładowani nową energią ruszamy przed siebie na kolejny dystans. Trzeba gdzieś spożytkować tak nagromadzoną moc, prawda? Na całe szczęście czeka na nas podjazd, no i tutaj zabawa się zaczyna. Na przód, w rytm muzyki, wystrzela Kuba z Tomkiem. Który z nich będzie pierwszy? Ignacy z Zosią próbują akrobacji na rowerze, kończy się to jednak pocałunkiem sakwy z asfaltem. Już prawie jesteśmy na samej górze. Kto wygra ten pojedynek? Walka jest wyrównana, jednak zwycięzcą zostaje Kuba – wjeżdża dokładnie o pół koła szybciej.
Gdzieś na szczycie góry wszyscy razem spotykamy się. Czeka tam też na nas mała niespodzianka – zimniutka woda od sąsiada. Ach, jakie rarytasy! Na Korsyce dawno już by nas przegonili, a tutaj wylegujemy się na względnie wygodnym żwirze. No żyć, nie umierać!
Tutaj mógłby się w końcu rozpocząć zjazd, ale jedziemy jeszcze trochę pod górę. No przecież podjazdów nigdy za wiele. Nareszcie za pewnym zakrętem ta sytuacja się zmienia, następuje chwila przerwy od pedałowania. Jeszcze tylko trochę i dojedziemy na przerwę obiadową.
Przed tym jednak krzątamy się po sklepie w celu znalezienia idealnego dla nas obiadu. Jedni biorą sery, inni lasagne, pojawia się też zupa, mnóstwo kefirów i lody. Spragnieni odpoczynku udajemy się do parku, część z nas jednak wyrusza na misję specjalną. Jaki jest cel? Znalezienie nowych kół w sklepie rowerowym. Zadanie z pozoru wydaje się łatwe, ale niestety ponosimy fiasko.
Tak, żeby dla wszystkich było to jasne – chodzi tutaj o koło Maćka. Jego tylne koło tańczy w rytmie cza-cza. Pan z rowerowego oferuje dwa używane koła za 200 euro. Ani to sensowne, ani opłacalne. Tutaj potrzeba tylko jednego i to nie najdroższego.
Poza chwilowym deszczem, który ponownie moczy nasze prawie już suche ubrania, przerwę spędzamy bardzo przyjemnie. Wypoczęci zasiadamy po raz ostatni w dniu dzisiejszym na nasze rowery. Większość czasu niby jedziemy z górki, ale jednak co jakiś czas czeka na nas miła niespodzianka w postaci podjazdu. No cóż, już nikogo to nawet nie dziwi.
Zdziwione jest za to włoskie małżeństwo, kiedy pytamy o możliwość spędzenia u nich nocy i rozłożenia karimat na ich posesji. Niestety, nie tym razem. Za to kawałek dalej zostajemy przyjęci przez przesympatycznego pana. Nareszcie czas na kąpiel!
Ze świeżym ciałem i umysłem przeżywamy wspólnie Eucharystię. Podczas kazania słuchamy o tym, aby podczas wybierania swojej ścieżki życiowej pamiętać o Bogu i Jego planie na nasze życie.
Teraz naszym planem jest kolacja. Trzeba uzupełnić te spalone kalorie. Kurczaki, makarony, ravioli, mmm… i ten zapach. Wszyscy zadowoleni, no może poza Łukaszem walczącym z nienajtańszą pizzą, która miała być z pysznie ciągnącą się szynką, a okazała się obślizgłą rybą.
Miejmy nadzieję, że ta noc będzie dla wszystkich łaskawa. Dobrej nocy!
Zosia Iwan
Bilans dnia:
- dystans: 151 km
- czas jazdy: 7 h 44 m
- średnia prędkość: 19,4 km/h
- suma wzniesień: 1846 m
Dystans całkowity: 2394 km
Nocleg: Urbino, Włochy








