6 sierpnia| NINIWA Team

Eurotrip, dzień 10. Czy to Turcja, czy weekend?

Temperatura w cieniu sięga 42°C. Jest rzeźnia, ale…

Relacja ze środy rozpoczyna się jeszcze we wtorek, bo o 23:00 Tomek wraca do nas po powierzonej mu misji – odprowadzał kontuzjowanego Kubę B. na autobus z Mediolanu do Polski. Bardzo nam przykro, że musi nas opuścić, jednak kibicujemy mu, żeby udało się wrócić i ponownie do nas dołączyć.

Gdy wszyscy są zmorzeni twardym snem, na dworze szaleje wiatr, o czym przekonujemy się rano po pobudce o 4:00. Osoby, które rozwieszają pranie w środku tygodnia, teraz muszą szukać swoich ubrań. Jaki z tego morał? Pranie najlepiej robić w weekend…

Ruszamy o 5:00, gdy jest jeszcze ciemno. Dzięki temu możemy podziwiać blask jutrzenki i piękny wschód słońca.

Pierwszy dystans jest dłuższy niż zwykle – ma liczyć aż 60 km, ale po 50 km dostajemy od ojca gratisowe 10 minut relaksu.

Gdy docieramy na wyczekiwaną przerwę, okazuje się, że sklep jest zamknięty z powodu prowadzonego remanentu. Nie ma wyjścia – trzeba podjechać parę kilometrów do najbliższego sklepu osiedlowego. Pierwszy dystans kończymy z wynikiem 64 km.

Po szybkich zakupach część z nas udaje się do włoskiej kafeterii, gdzie oprócz kawy, croissantów i lodów możemy również skorzystać z toalety w stylu tureckim. Część z nas przypomina sobie wyprawę do Azerbejdżanu sprzed dwóch lat.

Przerwa dobiega końca, a pan z osiedlowego sklepu, uraczony naszą historią, postanawia dać nam przed wyjazdem w prezencie kilka zgrzewek wody. Bardzo mu dziękujemy, tym bardziej że dzień będzie już tylko cieplejszy.

Eurotrip, dzień 10 [ZDJĘCIA]

Jedziemy dalej. O 11:20 zatrzymujemy się na kolejną przerwę, a w nogach mamy już 112 km. Zarządzamy pół godziny odpoczynku, podczas którego wszyscy zajadamy się arbuzem. Ruszamy, żeby skorzystać jeszcze ze znośnej temperatury. Dzięki temu do 13:00 mamy przejechane 136 km.

Przerwę obiadową rozpoczynamy Eucharystią. W trakcie kazania ojciec nawiązuje do kobiety wspomnianej w dzisiejszej Ewangelii. Mówi, że jest ona dla nas wzorem wytrwałości w modlitwie – nie poddaje się. Apostołowie chcą decydować, komu należy się łaska Boża. Tak samo może być z nami – czasami chcemy decydować o tym, komu należy się miłosierdzie. Trzeba jednak zostawić to Bogu, bo nie znamy czyjegoś serca ani historii.

Koniec przerwy ma nastąpić punktualnie o 15:30, jednak okazuje się, że Olkowi leci krew z nosa. Nasza medyczna Manu opanowuje sytuację. Trzeba ruszać, ale… okazuje się, że Zocha ma zepsutą przerzutkę. Wtedy do akcji wkracza Krystian. Naprawia ją doraźnie, ale Zocha musi wjeżdżać na przełęcz na wyższym przełożeniu (współczujemy). W ramach solidarności Maciek S. i Łukasz postanawiają, że też będą wjeżdżać z Zochą na tym samym przełożeniu (również współczujemy).

Czas ruszyć. Au, słońce! Czujemy, że żyjemy, ale co to jest za życie? Zaczyna się podjazd – 800 m w pionie. Słońce nie odpuszcza, jest coraz gorzej, a temperatura w cieniu sięga 42°C. Jest rzeźnia, ale… przeżywamy cali i zdrowi!

Czas na krótki zjazd, podjazd, zjazd, zakupy i szukanie noclegu?

Jesteśmy uratowani! Zagaduje do nas Włoch, który mówi, że możemy spać przy pobliskim byłym seminarium. Prysznic robimy z dętki rowerowej, a na koniec dnia udajemy się na grupową pizzę. Tomek i Kamil wygrywają zakłady z Olą i Zochą, dziewczyny fundują dziś kolację. Niniwitów czeka długa noc jak w weekend, trzymajcie kciuki za wyprawowiczów. Buon appetito!

Kamil Grajczyk


Bilans dnia:

  • dystans: 167 km
  • czas jazdy: 8 h 16 m
  • średnia prędkość: 20,2 km/h
  • suma wzniesień: 1098 m

Dystans całkowity: 1405 km

Nocleg: Berceto, Włochy

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: