9 sierpnia| NINIWA Team

Eurotrip, dzień 13. Od drzwi do drzwi stuka, puka…

Budzimy się przy kolejnych niesamowitych dźwiękach wybranych przez naszego budzikowego – Maćka P. Człowiek by niby pospał dłużej, ale jazda na rowerze od 5 nad ranem też należy do superaktywności. Niczym ślimaki wychodzimy ze swoich skorup, w tym przypadku śpiworów, i przygotowujemy się do jazdy.

Raz pod górę, raz z górki. Początkowo przy blasku księżyca, który następnie ustępuje swoje miejsce ogromnej kuli słonecznej, gnamy przed siebie. Ci z nas, co za dużo wypili z samego rana, powoli zaczynają odczuwać tego skutki. W końcu Manu pyta, kiedy bidonówka i szybka sikundka. Odpowiedź jest jednoznaczna. Nie ma mowy o żadnych przerwach! Jedziemy dalej.

Długo nie trzeba czekać na zmianę decyzji. Łukasz zauważa, że coś się dzieje z jego tylną oponą. Czy to kolejna dętka, czy tylko brakuje mu powietrza?

Robimy krótką przerwę, aby to sprawdzić, i takim oto sposobem prośba Manu zostaje również wysłuchana. Potrzebujący mogą skorzystać z darów natury, jakimi są nieopodal rosnące krzaki. I wilk syty, i owca cała – dętki brak, bidony napełnione, inne rzeczy opróżnione, nogi gotowe do jazdy. Ruszamy!

Pora na pierwszą przerwę, obowiązkową kawkę i coś na ząb. Jeszcze kilka zakupów na Korsyce i pójdziemy z torbami. Chyba pora zacząć płacić z zamkniętymi oczami, w końcu czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Zaczynamy kolejny odcinek. Wiecie, że mamy dzisiaj do przejechania tylko ponad 120 km? Aż czuć weekend w powietrzu, no i bryzę morską powoli też. Na prowadzenie wychodzą Tomek W. z Olkiem. To oznacza tylko jedno – nasza formacja żółwia zamienia się chwilowo w superwyścigówkę, pędzącą przed siebie rakietę.

Pora na kolejną bidonówkę. Dobrze, że tak dbamy o nasze nawodnienie. Pogoda piękna, ale wyciska z nas siódme poty. Na szczęście podczas zjazdów da się poczuć ten wiatr we włosach.

W międzyczasie Ignacy orientuje się, że zgubił jedną zatyczkę do ucha. Czy tej nocy uda mu się zasnąć bez problemu? Miejmy taką nadzieję, trzymamy mocno kciuki.

Eurotrip, dzień 13 [ZDJĘCIA]

Dalsza jazda przebiega bez większych ekscesów, no może oprócz zbuntowanego łańcucha Oli. Chyba też już poczuł weekend i chwilowo odmówił współpracy.

Weekend poczuli również kierowcy, którzy wczoraj nie zawsze entuzjastycznie na nas reagowali. Dzisiaj słychać wiwaty i oklaski, dziewczynom udaje się nawet zbić piątkę z biegaczem. Sercem za rowerem, ale wspieramy też długodystansowców.

Na kolejnej przerwie królują lody, głównie te litrowe, i przecenione sałatki. Niby się człowiek stara mało wydać, a przy kasie znowu się zaskakuje. Ale to nic – najważniejsze, że nadeszła pora plażowania, syrenowania i wodnej rywalizacji. W rytm wakacyjnej piosenki pokonujemy ostatnie 5 km w stronę plaży.

Kto ostatni, ten rekin! Wbiegamy do cieplutkiej, przezroczystej wody. Dzięki Olkowi gramy piłką w kartofla, prawdziwa walka się zaczęła. Kto zdobędzie najwięcej punktów karnych? Mamy kilku dobrych kandydatów, ale chwila… ktoś utrudnia nam grę. Dostajemy słoną wodą po uszach. Ignacy, odłóż ten pistolet!

Dziewczyny, niczym Arielki, wypływają na głębię. Udaje im się dotrzeć do miejsc, gdzie tylko kraby chodzą wspak. Nauki pływania podejmuje się nasz niezastąpiony GPS-owy – Andrzej. Już po kilku minutach czuje się jak ryba w wodzie.

Po wodnych zabawach czeka nas ostatnie 20 km, ale co to są za kilometry! Wieje, jakby od tego miało zależeć życie tej wyspy. Przez to jazda kosztuje nas jeszcze więcej sił. W nagrodę po dojeździe do sklepu delektujemy się lodami – czekoladowymi, śmietankowymi, cytrynowymi, chociaż te ostatnie łatwo przedawkować.

Przed nami najtrudniejsze zadanie – znalezienie noclegu, i to na dwa dni. Teraz rozpoczyna się prawdziwa walka z wiatrakami. Większość domków jest wynajmowana, pozostała część pusta, morale powoli słabną. Na dodatek zostajemy wygonieni z naszej miejscówki. Jakoś żandarmerii nie przeszkadzamy, ale pan wyprowadzający małe psiaki już ma jakiś większy problem z grupą rowerzystów. Biednemu to i wiatr w oczy.

Krystianowi udaje się zagadać panią pod sklepem. Ta zabiera ojca samochodem w niedaleką podróż w celu zobaczenia możliwego miejsca do spania.

Mamy to! Jest nocleg!

W końcu zmywamy z siebie brudy dzisiejszego dnia. Cóż za ulga. Gorączka sobotniej nocy pod chmurką oficjalnie rozpoczęta!

Zosia Iwan


Bilans dnia:

  • dystans: 135 km
  • czas jazdy: 6 h 56 m
  • średnia prędkość: 19,5 km/h
  • suma wzniesień: 1063 m

Dystans całkowity: 1747 km

Nocleg: Bonifacio – Korsyka, Francja

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: