West Coast Ireland, dzień 20. Niedziela w Killarney – pierwszy dzień odpoczynku
Niedziela zastała nas w pięknym domu, który przygotowali moi przyjaciele – Dawid i Magda. Osiem kilometrów od najładniejszego miasta w Irlandii, czyli Killarney.
Leniwy poranek został trochę przyspieszony tym, że o 10:30 musieliśmy wszyscy znaleźć się w katedrze, czyli właśnie w miasteczku oddalonym od naszego domu o osiem kilometrów. Ruszyliśmy więc w drogę – część z nas dotarła na miejsce wcześniej, część dokładnie na punkt 10:30, jadąc albo autostopem, albo autobusem.
Rozpoczęła się Msza Święta, podczas której lokalny proboszcz bardzo sympatycznie nas przywitał i docenił naszą drogę. A podczas Mszy Klara wszystkim zgromadzonym opowiedziała w kilku zdaniach, a właściwie kilku minutach, o naszej drodze – o trudach, zmaganiach, ale też o radościach. Wzbudziło to duży entuzjazm wśród zgromadzonych w katedrze.
Później był czas na zwiedzanie miasta. Piękna pogoda, słońce i w końcu trochę czasu bez konieczności patrzenia, ile jeszcze kilometrów przed nami. Część z nas poszła zobaczyć Muckross House, część szczyt Torc czy wodospad, część wybrała się do Parku Narodowego w Killarney, a jeszcze inni chodzili po sklepach z pamiątkami, szukając czegoś dla siebie.
O godzinie 17 wszyscy znaleźliśmy się na grillu, który przygotowali moi polscy przyjaciele: Dawid, Magda, a szerzej jeszcze Zuzia, Robert i Ada. Taka solidarność Polaków z tą naszą drogą jest niesamowita.
Śmiechom nie było końca, zabawa trwała do późnego wieczoru, a potem rozpoczęły się powroty do naszego domu, osiem kilometrów za miastem. Część z nas pojechała autostopem, część autobusem (nawet tym ostatnim), a część samochodem.
I tak zakończył się pierwszy dzień wypoczynku po zakończonej drodze pieszej. Pierwszy, bo przecież jeszcze trochę odpoczynku nam się należy.
PS. Patrzę też na te wyprawy z dużą wdzięcznością. To była ostatnia wyprawa, którą prowadziłem w NINIWIE, więc tym bardziej przeżywam ją jako domknięcie pewnego etapu.
Jestem wdzięczny Panu Bogu, ludziom i moim przełożonym za to, że przez te lata mogłem te wyprawy tworzyć, prowadzić, rozwijać.
Jestem wdzięczny za wszystkich ludzi, których spotkałem po drodze. Za tych, którzy przeszli z nami kawał drogi, ale też za tych, którzy pomagali, podpowiadali, dawali uwagi korekcyjne, czasem coś krytykowali, a czasem po prostu angażowali się w to, żeby ta wyprawa mogła się wydarzyć.
I jak tak patrzę z perspektywy czasu, to było dobre dziewięć lat. Dużo kilometrów, dużo ludzi, dużo przygód, zmęczenia, radości, czasem trudnych momentów. Ale przede wszystkim dużo dobra.
Bogu niech będą dzięki.
o. Dominik Ochlak OMI
Partnerzy wyprawy:











