28 lipca| NINIWA Team

Eurotrip, dzień 1. Jak barany bez pasterza

Poniedziałek, kto wymyślił taki dzień… Jest 5:00, dzwoni budzik, a w naszych głowach pojawia się jedna myśl: „po co, czemu i dlaczego?”.

Zbieramy się z sali sportowej w Kokotku i z takim entuzjastycznym nastawieniem udajemy się na Mszę Świętą do kaplicy. Na kazaniu pojawia się inspirująca zachęta, abyśmy zauważali rzeczy małe, które z pozoru nie mają znaczenia. Te rzeczy mogą okazać się dla nas jak atomy – niby niewidoczne, nic nie znaczące, ale jednak zmieniają świat i całe otoczenie.

Po Eucharystii czas na śniadanie o wschodzie słońca, tradycyjnie króluje żurek i drożdżówki, ostatnie wspólne zdjęcia i ruszamy!

Jadą rowerami przez Alpy na Korsykę i Sardynię. W intencji młodzieży Europy

Tym razem NINIWA Team rusza jak samozwańcze barany, bez ojca, który przez swoją kontuzję dzielnie towarzyszy nam w tym tygodniu w srebrnym rumaku z napędem na dwa koła. Pogoda marzenie, temperatura optymalna, wilgotność powietrza w normie, droga płaska i nagle dętka! Już w połowie pierwszego dystansu Zuzia łapie pierwszą wyprawową dętkę. Na szczęście dzięki naszym trzem muszkieterom – Krystianowi, Szymonowi i Łukaszowi – sytuacja zostaje opanowana.

Upragniona pierwsza przerwa pozwala nam cieszyć się przysmakami i pieczywem z Biedronki oraz udostępnioną nam toaletą z marmuru, takie rarytasy doceniamy za każdym razem. Na kolejnym dystansie łapie nas krótka ulewa, no i zaczynamy serie ubierania i rozbierania kurtek przeciwdeszczowych – raz za ciepło, raz jeszcze cieplej.

Krajobraz rodem z Pana Tadeusza: wioski, pagórki, z górki i pod górkę. Zdarzają nam się również nawrotki, chwilowo mylimy drogi, ale szybko udaje nam się wrócić na właściwe tory. Wiatr dzisiaj nie należy do naszych sprzymierzeńców, więc para na prowadzeniu wyciska siódme poty tworząc dla nas tunel aerodynamiczny.

Ostatni dystans mija nam przy dźwiękach muzyki wybranej specjalnie przez Manu, później szybkie zakupy na kolację. Dzisiaj na talerzach królują jajka, czasem nawet bardziej przypominające kogel-mogel (niektórzy muszą jeszcze nabrać wprawy), oraz makaron i inne pyszności.

Umyci i zadowoleni z siebie siadamy do wspólnego kółka. Niektórzy kąpiel odbyli w rzece, bo zabrakło wody w ogrodzie.

Nagle pojawia się pewien problem. Gospodarze, widząc nas wszystkich, lekko się przerażają – nie są przygotowani na 20 rowerzystów z mnóstwem manatków. Jesteśmy zmuszeni wracać na nocleg znaleziony wcześniej przez Olę i Kamila, bierzemy namioty w dłoń i ruszamy.

Okazuje się, że starsi państwo albo już posnęli, albo nie chcą ponownie otworzyć nam swoich drzwi. Nie zostaje nam nic innego jak ponownie zacząć szukać skrawka trawy.

Niespodziewanie Kamil spotyka panią, która wyrzuciła nas z ogrodu pół godziny wcześniej, plotkującą na nasz temat z inną mieszkanką. Przyznaje się po spotkaniu Kamila, że oprócz ogrodu posiada nieopodal łąkę służącą do wypasu baranów i innych owieczek.

Tym razem do zagrody zostaje zagonione 20 innych baranków, którzy utrudzeni drogą zgadzają się na taką formę noclegu. Z ulgą okupujemy łąkę i zaczynamy odliczenie baranków, aby pochłonął nas głęboki sen.

Zosia Iwan


Bilans dnia:

  • dystans: 158 km
  • czas jazdy: 8 h 58 min
  • średnia prędkość: 17,6 km/h
  • suma wzniesień: 1364 m

Nocleg: Moravský Beroun, Czechy

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: