Eurotrip, dzień 12. To jest Korsyka, nie Francja!
NINIWA Team u celu wyprawy, a ile jeszcze dopiero przed nami!
Ranek rozpoczyna piosenka z animacji Disneya „Mulan”, a kolejne upływające minuty ogłasza przez głośnik tajemniczy robotyczny głos (nazywa się Google Translator). Zamiast prostacko ogłosić, że zostało dwadzieścia minut do końca, mówi np.: „Dzień dobry, gąsieniczki, zostało dwadzieścia minut, wychodzimy z kokonów i przeobrażamy się w motylki”.
Ruszamy, by pokonać dziesięć kilometrów na prom, ale zaraz, zaraz… pada: „dęęęętkaaa!”. Maciek S. koniecznie chce spędzić z nami więcej czasu (nie dziwimy się), więc stwierdzamy, że nie zostawiamy swoich, i szybko wymieniamy dętkę.
Przed wejściem na prom żegnamy Maćka S. i Kamila dosłownie przez kraty płotu. Niestety muszą „robić”, by inni mogli „odpoczywać”. Pozdrawiamy jeszcze raz i życzymy rychłego powrotu samolotem, a rowerom bezpiecznej przeprawy w kartonie przez obsługę lotniska w Pizie.
Wsiadamy na prom i robimy to, co umiemy najlepiej – zajmujemy całe pomieszczenie na górnym pokładzie promu i rozkładamy karimaty na drzemkę. Kilka spojrzeń na wybrzeże i idziemy spać.
Niektórzy opisują swoje doświadczenie ze współpasażerami spoza wyprawy jako: „czułem ich węch na sobie”. Może coś jest na rzeczy – więc wyczekujemy weekendu i prania.
Ojciec Patryk, jak zawsze dbający o bezpieczeństwo i wrażliwy na innych, mówi przy schodzeniu z promu: „Te nogi miał tak krótkie, a te schody były tak wielkie” – miał na myśli oczywiście jamnika na schodach.
Korsyka. Okazuje się dużą wyspą z silnym poczuciem niezależności. Wielokrotnie w rozmowach powtarzano nam, że Korsyka to nie Francja.
Roślinność zmienia się drastycznie po 100 km promem na południe – pojawiają się kaktusy, eukaliptusy, a nawet dęby korkowe.
Noclegu szukamy trochę z brakiem nadziei – widzimy, jak rozwinięta jest tu turystyka, ale wbrew temu udaje się znaleźć nocleg u syna właściciela gospodarstwa. Pamiętajcie, komunikacja jest ważna – pan właściciel przegonił Szymona spod kranika, bo nie wiedział, że syn zgodził się na nasz nocleg.
Andrzej wie, że najważniejsza jest dyscyplina, a praca na roli to nie przelewki, więc jeszcze przed snem zrzuca siano z przyczepy, by mieć miejsce do spania. Liczne głosy stwierdzają, że taka pracowitość świadczy o byciu „dobrym materiałem na męża”.
Kładziemy się na przyczepach do transportu bel siana i regenerujemy siły na następny dzień.
Maciej Pyka
Bilans dnia:
- dystans: 62 km (+ prom)
- czas jazdy: 3 h 25 min
- średnia prędkość: 18,3 km/h
- suma przewyższeń: 352 m
Dystans całkowity: 1612 km
Nocleg: Cervione – Korsyka, Francja








