Eurotrip, dzień 25. Wstajemy mimo tylu ran i znów do góry głową
Tak naprawdę ani ran, ani pobojowiska nie było, ale zacznijmy dzisiaj od tego, że co się stało w Wenecji, zostaje w Wenecji.
Mniej lub bardziej wyspani zaczynamy codzienną walkę z czasem. Czy dzisiaj zdążymy zjeść śniadanie i umyć twarz przed odjazdem? Im dalej w las, albo raczej w wyprawę, tym później nastawiamy swoje budziki. To tak zwana wyprawowa optymalizacja.
Pora wreszcie wskoczyć na rower. Pierwszy dystans zazwyczaj mija stosunkowo szybko, ale tak szybko jak dzisiaj to jeszcze nie było. Wszystko dlatego, że zatrzymujemy się już po 13 km. Co się dzieje? To niespodziewane problemy żołądkowe naszego Ignacego, potrzebna jest chwila odpoczynku. Tutaj rodzi się pytanie, jaki włoski rarytas spowodował zaistniałą sytuację? Mamy w głowie kilku kandydatów, ale niech to zostanie naszą słodką tajemnicą.
Czas mija, sytuacja się nie poprawia, ale chwilę umila nam Maciek, który próbuje bezskutecznie rozśmieszyć grupę swoimi żartami. Może łatwiej będzie sygnalizować, kiedy mamy się śmiać?
Mniej lub bardziej rozbawieni szykujemy się do wspólnej Eucharystii. W kazaniu słuchamy o tym, że aby osiągnąć zbawienie, potrzeba wysiłku z naszej strony, nawet tego najmniejszego.
Ruszamy w dalszą drogę. Dziur trochę mniej niż ostatnio, przewyższeń wciąż brak, jednak po kolejnych kilometrach znowu się zatrzymujemy. Co tym razem? Zostaje podjęta decyzja, że chwilowo rozstajemy się z Ignacym, który odda się chwili relaksu. Nasz bohater Andrzej dotrzyma mu towarzystwa w tej niesamowitej przygodzie, a my spotkamy się z nimi dopiero na noclegu. Gnamy, pędzimy, aż tu nagle… bober, kurczę! Jakie to nieposkromione zwierzę.
Po trudach dzisiejszego poranka w końcu dojeżdżamy na pierwszą przerwę, która mija nieubłaganie szybko. No cóż, czas na rower, znowu…
Co tu dużo opowiadać, każdy wie, jak się jeździ na rowerze. Raz lewa, raz prawa i do przodu. Gdzieś w połowie dystansu zatrzymujemy się na szybką bidonówkę, tylko że tym razem oprócz uzupełniania wody w bidonach nurkujemy też w śmietniku. Wszystko za sprawą tego, że do kosza z papierem trafiają nasze plastikowe butelki. Tomek G., dziękujemy za Twoją odwagę i spróbowanie swoich sił w nowej dyscyplinie!
Do przerwy obiadowej już coraz bliżej. Na prowadzenie wchodzą dziewczyny, duet dwóch zebr, czyli Zuzia i Zosia. Zdaniem Tomka G. to cena, którą dziewczyny muszą zapłacić za wczorajszy dostęp do luksusowego prysznica. Trzeba przyznać, że stawka nie najgorsza.
Jedzenie na przerwie obiadowej też należy do tych bardziej smacznych. Wszystko zakupione w dużym markecie, tanio i przyjemnie, czyli to, co najbardziej lubimy. Delektujemy się włoską kawą, zajadamy ciasteczka, no i z powrotem na koń.
Ostatni dystans okazuje się podróżą przez cztery pory roku. Skwar lejący się z nieba, wiatr we włosach taki, że jeszcze chwila, a nas zdmuchnie na drugi pas jezdni, no i gwiazda specjalna dzisiejszego popołudnia – ściana deszczu. Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby. Momentami można się poczuć jak na kajakach i to takich dziurawych, gdzie siedzi się po kolana w wodzie. Zdaniem Bartka jest to niepowtarzalna okazja na tak dogłębne domycie stóp. Najważniejsze to szukać pozytywów w każdej sytuacji.
Powiedzieć, że dojeżdżamy do sklepu mokrzy jak kury, to jak nic nie powiedzieć. Ojciec Patryk woła: „Pojedziemy jeszcze 7 km do wioski dalej, żeby szukać noclegu?”. Gorzej raczej nie będzie. Osiągnęliśmy już taki pułap, że chyba nie da się bardziej zmoknąć.
Jednak po zakupach morale opadają. Do akcji wkracza jednak Bartek z Zosią. Pytają w kawiarence obok o możliwość noclegu na chodniku. Trzymamy kciuki i czekamy z niecierpliwością na decyzję. Radość po pozytywnym rozpatrzeniu naszej prośby jest nie do opisania. Oklaski, uściski, wiwaty, mamy to!!
Na lepszy sen delektujemy się jeszcze gorącą czekoladą. Teraz można zawijać się w śpiwór i ładować baterie na jutro. Prosimy o trzymanie kciuków za lepszą pogodę. Co prawda deszcz dostarcza nam dużo adrenaliny, ale takie przeżycia trzeba sobie dawkować.
Zosia Iwan
Bilans dnia:
- dystans: 145 km
- czas jazdy: 6 h 44 m
- średnia prędkość: 21,4 km/h
- suma wzniesień: 455 m
Dystans całkowity: 2811 km
Nocleg: Carnia, Włochy








