Eurotrip, dzień 29. Wiedeński deser
Nowy dzień, w lustrze znów widzę zmęczoną twarzNie jest źle, na trzy plus, tyle bym sobie dałWyszedłbym, ale nikt nie zaprosił mnieNa mój widok nawet rower już nie cieszy się
Chrapanie ustaje. Czyja to zasługa? Już wiemy – budzą nas Led Zeppelin, tworząc trzydziestominutowy ciąg piosenek rockowych. Zaczynamy ostatni niepełny tydzień wyprawy. Ekipa sprzątająca sprawnie uprząta salki, toalety oraz kuchnię i niepunktualnie o 6:08 ustawiamy się w porannym kółku.
Pierwszy dystans zawiera w sobie znaczną część przewyższeń dnia dzisiejszego. Mamy kilka podjazdów, na których chłopaki dobierają się w pary i podświadomie ścigają się, przepalając nogę.
Pierwsza przerwa wypada w sklepie Billa. Grzejemy się w słoneczku, zjadając resztki chleba z niedzieli. Krystian naprawia koło, więc dostajemy w gratisie dodatkowe 10 minut.
Drugi odcinek nie przynosi żadnych niespodzianek. Jest płasko i szybko. Zmierzamy do drugiego sklepu, w którym bilans czasu wolnego zrównuje się z poranną przerwą. W Billi jest opcja złożenia bułki z dostępnych składników. Większość z nas wybiera bułkę z grubym plastrem szynki. Jest smacznie!
Na deser zostaje nam 15 km. Wcale nie idzie tak szybko, jakbyśmy się mogli spodziewać. Wjazd do dużego miasta rządzi się swoimi prawami. Nie ma reguły, po prostu próbujemy. Małymi kroczkami do przodu i po około godzinie udaje się. Mamy go! Wiedeń! Ostatnie wielkie miasto zostaje zdobyte.
Teraz w naszych głowach rodzi się pytanie: co dalej? Jechać dalej i dobijać do 150 km? Nieeee… Szukać noclegu w samym sercu stolicy Austrii? Taaaaaak!
Do trzech razy sztuka. Po dwóch nieudanych próbach Manu i Ojciec znajdują nocleg dokładnie w samym sercu Wiednia – w kościele u jezuitów. Ksiądz proboszcz użycza nam miejsca na dziedzińcu. To już kolejny raz, kiedy jest luksusowo. Są łazienki, szlauch z wodą, nienagannie przystrzyżona trawa w zielonym kolorze i wypłytkowana część, na której kładziemy swoje karimaty.
Od razu odstawiamy rowery i odprawiamy Mszę Świętą w kaplicy. Na kazaniu dowiadujemy się, że miejsce, w którym jesteśmy, to kolegium jezuickie, w którym uczył się św. Stanisław Kostka – patron naszej wyprawy.
Wieczór zapowiada się wybornie. Jest potencjał. Wybieramy się na miasto. Część z nas po to, aby zwiedzać piękne zabytki, a część po to, żeby tylko dobrze zjeść. Nie ujmując tym drugim, odpoczynek też jest potrzebny.
Cieszymy się czasem, który nam pozostał, i zasypiamy, obserwując dobrze nam już znane gwiazdozbiory.
Tomasz Walke
Bilans dnia:
- dystans: 126 km
- czas jazdy: 6 h 31 m
- średnia prędkość: 19,3 km/h
- suma wzniesień: 668 m
Bilans całkowity: 3241
Nocleg: Wiedeń, Austria








