Eurotrip, dzień 27. Skandynawia. Rękawiczki spakowane?
Stodoła była idealna. Dach, ścinki drewniane, suche rowery i ciuchy. Lekki przeciąg. Na dworze Islandia. Gdy patrzymy na kolumnę na pierwszym dystansie, uderzające jest podobieństwo do wypraw na Islandię, Nordkapp…
Na wyprawowej rewie mody królują hardshelle, softshelle, wiatrówki (wszystkie klasyfikowane przez niektórych jako kurtki) i bluzy. Kilka krótkich rękawków, które nie przetrwały długo próby czasu.
Pierwsza wyczekiwana przerwa – chcemy odtajać po jeździe w 11°C. Zamiast obleganych zazwyczaj lodówek szturmujemy miejsce w sklepie, w którym przyrządzane są kanapki z mięsem na ciepło. Mleko zaś nadaje się do spożycia dopiero po podgrzaniu. Siedzimy w słońcu i wygrzewamy się jak gady.
Podczas drugiego dystansu następuje klasyczny rozdźwięk. Ubrani adekwatnie do poprawiających się warunków jazdy (krótki rękawek) mają przewagę nad tymi jadącymi w bluzach i kurtkach, którzy albo się zatrzymują, albo wykonują kaskaderskie popisy zdejmowania warstw w jeździe.
Mijamy niesamowicie estetyczne domostwa i gospodarstwa. Z ssaków widzimy owce, krowy i lamy. Z ptaków: bociany i czaple. Z samochodów: Citroëny 2CV, garbusy, klasyczne Mercedesy… i Volkswagena Golfa w ścianie.
Wiatr wieje w twarz, ale Andrzejowi i Zosi nie przeszkadza to w wyciąganiu 30 km/h po płaskim. Jazda dłuży się niemiłosiernie, wypatrujemy subtelnych oznak mowy ciała Andrzeja zwiastujących sklep. Mamy to. Po minięciu kilku sklepów skręcamy w prawo. Zaraz, zaraz, jest zamknięty. Przejeżdżamy pod sąsiada i tam robimy zakupy przed zamknięciem sklepu.
Nocleg nie daje się znaleźć od razu. Mamy przecież niespodziankę – nie dość, że jest nas 17 osób, to jeszcze potrzebujemy noclegu do poniedziałku rano. W gospodarstwach się nie udaje, pod remizą też nie. Mamy „oferty” stawu z marginalną infrastrukturą, a następnie chatki na polanie trochę wyżej w lesie. Wygrywa końcowo kościół Świętej Barbary (jest ekspres do kawy) i cieszy nas wizja jutrzejszej Mszy w parafii.
Wszyscy chwalą ciastka mamy Maćka S. i ciasto mamy Maćka P., które przyjechały razem z kołami „dojazdówkami”. Wielkie dzięki za zorganizowane koła. Z kolei to wszystko przywieźli Maurycy (można kojarzyć z poprzednich wypraw) oraz Kamil i Maciek S., którzy wracają do nas na weekend.
Maciej Pyka
Bilans dnia:
- dystans: 158 km
- czas jazdy: 7 h 47 m
- średnia prędkość: 20,4 km/h
- suma wzniesień: 1124 m
Dystans całkowity: 3115 km
Nocleg: Feldgasse, Austria








