Eurotrip, dzień 31. Ostatnia nocka
Niechybnie wyprawa zbliża się do końca... a my dziękujemy za cały cykl relacji internetowych i w czwartek o 17.00 widzimy się w Kokotku!
Chmury wiszą nad miastem,
ciemno i wstać nie mogę,
naciągam głębiej kołdrę,
znikam, kulę się w sobie…
Jest to najprzyjemniejszy nocleg w Czechach, więc zdecydowanie nie chce nam się wstawać. Budzimy się przedostatni raz na tej wyprawie. Jedni wychodzą z namiotów, inni zaś z ciepłej i suchej drewutni. Korzystamy z toalety, pijemy przygotowaną przez panią gospodynię poranną kawę i szybko pałaszujemy tacę pełną ciasta, aby punktualnie o 6.00 stawić się w kółku i ruszyć w kierunku naszej ojczyzny.
Żeby było ciekawiej, tendencja dzisiejszych dystansów jest spadkowa. Wynoszą one kolejno 50, 49 i 48 kilometrów. Idealnie, żeby krok po kroku odpuszczać i przyzwyczajać się do codzienności.
…powietrze lepkie i gęste,
wilgoć osiada na twarzach
ptak smętnie siedzi na drzewie
leniwie pióra wygładza…
Pierwszy odcinek, podobnie jak dwa kolejn,e od samego początku nie dają za wygraną. Wiatr wieje nam prosto w twarz, więc 4 osoby na przodzie formują tzw. helikopter i zgodnie z ruchem wskazówek zegara zmieniają się na prowadzeniu.
Takim oto sposobem przemierzanie czeskich szos zajmuje nam zadziwiająco krótko i szybko jak na tą ilość wszelkich niesprzyjających warunków pogodowych lądujemy w sklepie Penny w kształcie Koloseum. W przypływie hojności Ojciec Patryk zarządza 35 minut przerwy, co wykorzystujemy na obszerne zakupy śniadaniowe i toaletę, do której dziewczyny zdobywają klucz w sklepie mięsnym.
…Poranek przechodzi w południe
bezwładnie mijają godziny
czasem zabrzęczy mucha
w sidłach pajęczyny…
Drugi dystans nie różni się znacząco od pierwszego, ale za to bardziej obfituje w tzn. zmarszczki, które dając nam się we znaki twardo i nieustępliwie utrzymują się w ryzach sinusoidy. Helikopter na prowadzeniu, choć już w innym składzie, dociąga nas bezpiecznie na przerwę obiadową. Robimy zakupy i przenosimy się do parku, gdzie po godzinnej przerwie odprawiamy ostatnią Mszę Świętą w plenerze.
Na dzień dzisiejszy przypada uroczystość NMP Jasnogórskiej. Na przykładzie wesela w Kanie Galilejskiej widzimy, że Maryja zawsze się za nami wstawia u Swojego Syna i ma nas w opiece. „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Ona nie zwraca uwagi na siebie, tylko na Jezusa.
Po Mszy przysłowiowa minuta na spakowanie karimat i lecimy dalej.
… a słońce wysoko wysoko
świeci pilotom w oczy
rozgrzewa niestrudzenie
zimne niebieskie przestrzenie.
Czekam na wiatr co rozgoni
ciemne skłębione zasłony
stanę wtedy na raz
ze słońcem twarzą w twarz…
Ostatnia już kombinacja wyprawowiczów formuje helikopter, ale niestety wiatr zamiast rozganiać ciemne skłębione zasłony próbuje rozbić jedność naszej kolumny. Wielka kulminacja i apogeum harmonijki, tak można podsumować ostatni odcinek.
Jest coraz trudniej, ale my mamy asa w rękawie. Mianowicie, wjeżdżamy do Polski, więc motywację mamy tak silną jak nigdy. Jako bonus zaczyna padać deszcz. Robimy szybkie zdjęcie i uciekamy do Biedronki w Krzyżanowicach, gdzie robimy zakupy i zaczynamy szukać noclegu.
Na pierwszy ogień bierzemy pobliski kościół. Okazuje się to strzałem w dziesiątkę. Ksiądz Proboszcz użycza nam miejsca w salkach.
Cieszymy się naszym ostatnim wspólnym wieczorem. Rozmawiamy, jemy i delektujemy się gorącą czekoladą przyrządzoną w wielkim garnku przez Karolinę oraz korzystamy z usług masowania pleców u Bartka.
Zasypiamy przy dźwięku trąbki, z pieśnią płynącą z kościelnej wieży, gotowi, by skoro świt wyruszyć, i zatańczyć ostatni taniec.
Tomasz Walke
Bilans dnia:
- dystans: 148 km
- czas jazdy: 7 h 47 m
- średnia prędkość: 19 km/h
- suma wzniesień: 1186 m
Dystans całkowity: 3533 km








