Eurotrip, dzień 32. To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść…
Już od samego początku w naszych głowach pojawia się jedna myśl – dziś powietrze pachnie jak ostatnie dni wyprawy. Kiedy to minęło?
Wyjątkowo nasz sen przerywa dzisiaj nie Maciek P., a dzwony kościelne. 4:04, 5:05 – wciąż błogo śpimy. 6:06 – słychać na całej wsi i jeszcze dalej dźwięki „Kiedy ranne wstają zorze”. Maciek, czy to było specjalne zamówienie dla nas?
Zbieramy się do jazdy, wszystko pod kontrolą, władza opętana… Uuu, ajajaj! Trytytki ogarnęły hamulce naszych rowerzystów, jazda wstrzymana. Kim jest ten pomysłowy gagatek? To Ignacy. Na szczęście do akcji wkraczają Maciek P. z Tomkiem W., ogarniają sytuację i dzięki temu możemy bezpiecznie ruszać na pierwszy dystans.
Ale zanim pojedziemy, chcielibyśmy wam powiedzieć, że rower to nie taki prosty sprzęt i właśnie dlatego już na 10. km mamy pierwszą wywrotkę. Zuzia, to się kameruje! W tym momencie nasza Zuzia, wzorem słynnego klasyka Internetu, zalicza bliskie spotkanie z asfaltem.
Nagle patrzymy, a tu w Rybniku Ale, Ale, Aleksandra! To Ola ubrana w nasze żółto-niebieskie stroje! Jaka radość, oklaski i wiwaty, witamy z powrotem!
W tak niesamowitych nastrojach dojeżdżamy na pierwszą przerwę, iiiiii… Szczygłowice. Weź tę pracę odstaw! Kamil i Krzychu odpalili rowery, ich bidony nie miały końca i będą oglądali z nami zachód słońca.
Tomek W. i Szymon – to są chłopcy z Zabrza, cała Polska o nich wie. U nich zawsze jest kultura, chociaż piszą o nich źle – oprowadzają nas po przerwie po swoim mieście. Wycieczka krajoznawcza przez nowe miasta na rowerze – Niniwici to lubią. Gdzieś na rozstaju dróg stoi Karolina F. Co ty tutaj robisz o 10 rano? Tęskniliśmy!
Kolejna niespodzianka – zatrzymujemy się niespodziewanie pod złotymi łukami, czyli dobrze wszystkim znanym McDonaldem. Ojciec Patryk zostawia tutaj swoje miliony monet i dzięki temu delektujemy się przysmakami tego miejsca. Na tym etapie dołącza też do nas Manu, po kilkunastogodzinnej przerwie, którą spędziła we Wrocławiu, załatwiając ważne sprawy, łączy się z nami ponownie.
Lubimy wracać tam, gdzie byliśmy już, pod ten płot pełen pnących róż, na uliczki te znajome tak. Już blisko stąd dom Zosi, powiewa wiatr z jej bliskich stron, każdy swe Ziemięcice ma, każdy szuka drogi tam, bądź pewien, bądź pewien. Pewien był też Maciek S., który czeka na nas wszystkich tam na rowerze. Witamy z powrotem!
Upychamy wszystkie rowery na ogródku i ruszamy w stronę pokoju gościnnego rodziców Zosi. Pani Barbara i pan Grzegorz przygotowują nam pyszny obiad, którym wszyscy się zachwycamy. Mmm, palce lizać!
Posileni i najedzeni idziemy na ostatnie, podsumowujące kółko. Każdy dzieli się tym, co mu leży w głębi serca. Jest to wyjątkowy dla nas czas. Nagle przychodzi jednak pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy, czyli nieubłaganie płynący czas. Do odjazdu zostało 15 minut! Co prawda może gwizdka dzisiaj nie słychać, ale udaje nam się odjechać na czas.
Tomek W. wchodzi na prowadzenie jak GPS-owy, ale w sumie stwierdzamy: olej nawigację, bracie, przecież świetnie znamy już drogę. To już jest koniec, ale nie tak prędko. Komuś poszła szprycha. Kim jest dzisiejszy szczęśliwiec? Szymon, wielkie gratulacje! Krystian na ostatnie kilometry bierze się jeszcze do roboty.
Dojeżdżamy na ostatnią przerwę tegorocznej wyprawy. Wzorem zeszłorocznej jest to Biedronka w Tworogu. Zakupy składają się w większości z napojów gazowanych przeznaczonych na wieczorną integrację. Chcemy przeprowadzić ostatnią rundę gry zespołowej opartej na rzutach kamieniem do celu.
Ruszamy na ostatnią prostą, gdzie dziewczyny chcą się tylko ciągle bawić przy tegorocznym hymnie wyprawy – „Idę na plażę”. Teraz to już jest naprawdę koniec i wjeżdżamy do celu naszej wyprawy, czyli do Kokotka, bo tak naprawdę tegoroczna wyprawa odbyła się z Kokotka do Kokotka.
Całość kończymy Mszą Świętą z naszymi bliskimi oraz ogniskiem, na którym czeka na nas wiele dobroci. Dużo byśmy dali, by przeżyć to znów, wehikuł czasu to byłby cud.
Dziękujemy wam wszystkim za śledzenie naszych poczynań i kto wie, może do zobaczenia za rok!
Zosia Iwan
Bilans dnia:
- dystans: 106 km
- czas jazdy: 5 h 03 m
- średnia prędkość: 21,1 km/h
- suma wzniesień: 691 m
Dystans całkowity: 3639 km








